Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robin Fox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robin Fox. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2009

Abjekt muzyczny

W Zachęcie już od dłuższego czasu wisi wystawa "Inwazja dźwięku. Muzyka i sztuki wizualne". Zanim ją obejrzałam sądziłam, że będzie się odnosić do inwazyjnego potencjału dźwięku (wzrok można odwrócić, uszu nie). Tymczasem chodzi chyba tylko o ironiczne odniesienie do przekonania, że integracja sztuk jest ich zanieczyszczeniem. Słabo.

A inwazyjność to fajny temat. Inwazja to wkroczenie czego my nie chcemy do siebie dopuścić, a to się wdziera i narusza. Smród, hałas, nieprzyjemny widok. Jako reakcja pojawia się strach i jego bardziej skomplikowana pochodna, wstręt. Sprawa wstrętu jest dobrze rozpoznana przez humanistykę, obecna w obowiązkowych kursach uniwersyteckich (abjekt, pozakategorialność, monstrualność, zmaza, brzydota i tak dalej).

Temat to nie tylko imho fajny, ale też obiektywnie mocno eksplorowany w sztuce, która pokazuje nam różne straszne i obrzydliwe rzeczy od tak dawna, żeśmy do tego chyba wszyscy przywykli.

Potworny permanentny hałas, użycie dźwięków o niebezpiecznych częstotliwościach, poszatkowane wrzaski i inne muzyczne abjekty - to ważna część festiwalu muzyki współczesnej i sound artu Musika Genera (odbywała się w ten weekend w Teatrze Dramatycznym, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i w Powiększeniu). Musiko-generowe hałasy bywały poprzedzone uspokajającym wstępem: "proszę państwa, momentami będzie bardzo głośno, ale artysta zapewnia, że nikomu nic się nie stanie", ale generalnie sztuka tam prezentowana nie należała do takiej, która szanowałaby poczucie bezpieczeństwa odbiorcy.

Mój faworyt to Robin Fox i jego laserowo-dźwiękowy spektakl, który nikomu ze znajomych się nie podobał. Nic dziwnego, bo nie było w tym nic do podobania: siedzieliśmy w zadymionej sali Teatru Dramatycznego, otoczeni laptopowym hałasem oraz wiązkami zielonkawego (brrr!) laseru, tworzącego przestrzenne figury i błyskającego po oczach. Wyobraźcie sobie, że jesteście wewnątrz tego, co na tym filmiku:



Ten laser był zsynchronizowany z muzyką, czyli wizualizował fizyczne parametry dźwięku. Gdyby tylko o to chodziło, lasery obchodziłyby mnie równie mało co wygląd partytury - również innego wizualnego zapisu. Ale ten okropny laser świecący po oczach - wiecie, że niedawno kilkanaście osób po masowej imprezie w Rosji trafiło do szpitala z odklejonymi laserem siatkówkami? ja wiedziałam i bałam się - ten okropny laser w języku wizualności mówił o inwazyjności dźwięków. Wizualizacja tej właściwości dźwięku - to już rzecz godna zainteresowania. Choć rozumiem, że zainteresowanie może zostać poważnie nadwątlone przez myśl o tym, że ktoś do ciebie strzela.

Takie rzeczy jak te z Musiki Genery są alternatywą, umieszczoną w niszy, bardzo daleko od mainstreamu podziemnego nurtu muzyki. W sztuce więcej wolno, więc to już chyba raczej sztuka niż muzyka. Problem w tym, że sztuka dźwięku jest równie daleko od mainstreamu sztuki jak od muzyki alternatywnej.

O tym, że ludzie chwytają Marka Rothkę a nie łapią Stockhausena, rozmawiał Piotr Kowalczyk z Anną Zaradny, kuratorką Musiki Genery (zajrzyjcie do Notesu na 6 Tygodni Nr 52, tam całość). Sztuka dźwiękowa czy muzyka artystyczna - powiedziała Anna Zaradny - to jedyna dziedzina sztuki współczesnej, która jest tak zepchnięta na margines życia artystycznego. Do tego, by dźwięk dokonał postulowanej w Zachęcie inwazji na sztuki wizualne, jeszcze długa droga...