Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 sierpnia 2012

Dialogi o młodych ubogich

Rozmawiam z B., absolwentem prawa. Opowiadam mu o niskich albo po prostu śmiesznych stawkach, za które pracowałam, i o biedzie dziennikarzy zajmujących się kulturą. Przy którymś z mocniejszych przykładów B. mówi:

– Jak możecie tak mało zarabiać? Czy to środowisko w ogóle się nie szanuje?

Rozmawiam z P. o firmie X. Firma X zatrudnia ludzi piszących teksty. Choć mają umowę o dzieło, pracują w biurze od poniedziałku do piątku od 9:00. Ostatnio firma zaoferowała wszystkim podpisanie umowy o pracę, ale tylko za 70% uprzedniego wynagrodzenia. Tak jakby składka miała być odprowadzana de facto z zarobków ludzi.

P. dowodzi, że ta niskopłatna śmieciowa praca w firmie X być może odpowiada ludziom, którzy ją wykonują.

– Ona ma swoje plusy – mówi. – Jak skończysz wcześniej pisanie swojej dziennej normy tekstu, możesz już iść do domu. Nie musisz siedzieć do siedemnastej. Właściwie wszyscy pracownicy siedzieli tam raczej koło siedmiu godzin, a byli tacy, co wychodzili koło 14. No i – dodaje P. – zauważ, że ja odeszłam z tej pracy po kilku miesiącach. Inni też mogą to zrobić. Skoro tego nie robią, to widocznie ta praca im w jakiś sposób odpowiada.

Rozmawiam z  Z., która właśnie zdała na humanistyczne studia. Ponieważ jestem absolwentką kulturoznawstwa, to opowiadam, jak trudno potem znaleźć pracę. Z. odpowiada:

– Tak, wiem, że czeka mnie bezrobocie. Ale myślę też, że ludzie po studiach mają za wysokie oczekiwania. Chcieliby mieć fajną, dobrze płatną pracę. A przecież nie mają doświadczenia.

Solidarność? Z pracodawcą

Moi znajomi uważają, że ich ubodzy rówieśnicy są sami winni swojego ubóstwa, że wskutek manii wielkości źle rozpoznają swoje miejsce na rynku pracy. Język, którym mówią, reprezentuje punkt widzenia pracodawcy. Brakuje w nim poczucia wspólnoty z tymi, którym się gorzej powodzi.

Dlaczego B., P. i Z. tak skrupulatnie odnotowują winy pracowników (mogliby sobie znaleźć lepszą robotę, asertywnie poprosić o lepsze wynagrodzenie albo przynajmniej zrozumieć, że są bezwartościowi i zaakceptować to, że pracują za grosze), a  nie pomyślą o równie krytycznej ocenie pracodawców? Nie chcę oceniać takiego indywidualizmu jako niemoralnego; zastawiam się tylko, skąd ten brak solidarności z gorzej sytuowanymi rówieśnikami i trzymanie strony pracodawcy. Pytam J., co o tym myśli.

– Za wysokie wymagania absolwentów, mówisz? – odpowiada. – A dlaczego nikt nie zastanowi się, czy wymagania pracodawcy nie są za wysokie? Czy naprawdę nie jest niestosownością żądać od ludzi, żeby pracowali za półtora tysiąca miesięcznie codziennie po osiem godzin? Dlaczego Z. nie wpadła na to, że to pracodawcy mają manię wielkości? Że za półtora kafla to można żądać od pracownika jakichś dwóch godzin dziennie, reszta jest za wysokim wymaganiem?

– Może dlatego nie wpadła – myślę – że już samo słowo „pracodawca”, dawca pracy, sugeruje, kto tutaj jest dobroczyńcą, którego nie wypada pouczać, a kto jest korzyściobiorcą, któremu można stawiać wymagania.

Neoliberalizm – wymuszający przyjmowanie punktu widzenia pracodawcy – wrósł w  sposób myślenia o pracy moich znajomych tak, jak faszyzm wrósł w sposób mówienia znajomych Victora Klemperera, Żyda badającego język Niemców podczas II wojny światowej. Wiem, że to ostre porównanie, ale "Lingua Tertii Imperii" to najlepsza książka o związku języka ze światopoglądem, jaką znam. Mówiąc inaczej: trudno w języku Indian, którego gramatyka nie ma czasu przeszłego ani przyszłego, wyrazić następstwo czasowe; trudno za pomocą języka, w którym dogmatem jest wolny rynek, a o pracy mówi się w skali makro, opisać doświadczenie prekarnych pracowników. Skąd B., P. i Z. – dopóki sami tego nie doświadczą i nie znajdą nowych słów do opisu tego doświadczenia – mają więc wiedzieć, że chcieć nie zawsze oznacza móc, a bieganie szybciej czasem nie pomaga?

A może wszyscy jesteśmy jak ryby z "Arizona Dream" Kusturicy i mamy oboje oczu po jednej stronie głowy?

środa, 21 grudnia 2011

Trupon, czyli kreatywna reklama operacji jaskry

"Czasem by świat nabrał żywszych barw, nie wystarczy zmiana perspektywy. Zafunduj sobie świeże spojrzenie z dzisiejszym grouponem, z którym w częstochowskiej klinice Euromedic zapłacisz 1999 zł zamiast 4000 zł za operację usunięcia zaćmy jednego oka ze wszczepem sztucznej asferycznej soczewki wewnątrzgałkowej."

Nieetyczne to czy tylko niesmaczne? Pewnie można uznać za nieetyczny pomysł reklamowania operacji oka hasłem "świat nabierze żywszych barw". Jednak zdaje się, że tutaj oburzenie etyczne wynika z estetycznego: reklamowanie operacji oka grą słowną związaną z widzeniem świata w jasnych/ciemnych kolorach jest odbierane jako niestosowne, niesmaczne. Są takie tematy, o których mówimy zawsze z szacunkiem i powagą - choroby oczu do nich należą - i estetyka reklamy do nich zwyczajnie nie pasuje. A że komuś obiecuje się, że jego życie nabierze sensu? To samo dzieje się w reklamach sweterków, podpasek, czekoladek...

A'propos niestosownej reklamy, taki obrazek zrobiła straszne-bobo:


Nie wiem, czy w związku z tą niestosownością tamten groupon na jaskrę był nieskutecznym ogłoszeniem reklamowym. Chciałabym napisać, że na pewno był, że ludzie się wszyscy oburzyli na takie żerowanie na nieszczęściu. Ale prawda jest taka, że pewno był skuteczny. Ci, co zobaczyli go (bo jeszcze cokolwiek widzieli), to pewnie kupili.

Ale, że tak Biblią pojadę, widzę źdźbło w oku autora oferty, a nie widzę belki w swoim. Kilka tygodni temu szukałam pracy w Grouponie, aplikowałam na stanowisko osoby piszącej teksty marketingowe. Gdybym dostała tamtą robotę, pewnie kilka dni temu to ja głowiłabym się, jak napisać optymistyczną i dowcipną ofertę operacji na jaskrę.

Zaczęło się obiecująco: korpo zainteresowało się moją CeVką i kazało zrobić kilka zadań, których istotą było właśnie wymyślanie metafor i porównań: "Dobry fryzjer jest jak...".

J. rzucił: "dobry fryzjer jest jak seks. Powinien mieć go każdy, ale prawda jest taka, że niektórzy czeszą się sami." Uśmiałam się i wymyśliłam coś mniej kontrowersyjnego, ale przy następnym zadaniu już nie wytrzymałam. "Napisz ofertę manicure'u; pamiętaj o użyciu porównań" - brzmiało zadanie. No to napisałam: "Jak udowodnił żywot ojca Pio, wygląd dłoni może zadecydować o karierze. Ucz się od świętych, nie lekceważ rąk!". Nigdy już się nie odezwali. Chlip.

Ogłoszenie o jaskrze na stronie Groupona