Jak to jest z naszą wiarą w kompletną przyległość foto do realu? Z jednej strony dokument tożsamości bez portretu wydawałby się nam niewystarczający. Z drugiej zaś, kto nie legitymował się konduktorowi cudzym "dokumentem uprawniającym do zniżki" albo nie wpakował się do biblioteki, mignąwszy cudzą kartą? Praktyka nieetyczna, wiem. Zresztą ja osobiście nigdy czegoś takiego nie zrobiłam, choć raczej ze strachu niż z powodu spiżowego kręgosłupa moralnego. Anyway, skuteczność rzeczonej praktyki wskazuje na to, że z tymi zdjęciami na dokumentach to trochę ściema.
No to jak z tą wiarą? Niby każdy wie, że cyfrowy retusz, że manipulacja obrazem. A jednak błąd w sztuce fotoszopera jest okazją do złośliwego śmiechu. Tak, jakbyśmy chcieli być przechytrzani.
Dzięki Gonzowi trafiłam na photoshopdisasters.blogspot.com. Jest to zbiór błędów retuszowych, wzbogacony o ironiczne, błyskotliwe komentarze prowadzącego (Bing! Your separation from reality is complete).
No to jak z tą wiarą? Niby każdy wie, że cyfrowy retusz, że manipulacja obrazem. A jednak błąd w sztuce fotoszopera jest okazją do złośliwego śmiechu. Tak, jakbyśmy chcieli być przechytrzani.
Dzięki Gonzowi trafiłam na photoshopdisasters.blogspot.com. Jest to zbiór błędów retuszowych, wzbogacony o ironiczne, błyskotliwe komentarze prowadzącego (Bing! Your separation from reality is complete).
Na zachętę - znowu coś pomiędzy tematami kryzysu reprezentacji i gołych tyłków.

Obczajcie Photoshop Disasters. Warto.