Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 stycznia 2014

Bezgłowi przyjaciele Jowity Paszko

Oglądając zdjęcia Jowity Paszko z zaskoczeniem odnotowałam, że Jowita notorycznie obcina głowy ludziom, których fotografuje. Albo pozbawia ich głów na inne sposoby.



Właściwie zauważyłam to dopiero w Pracowni Otwartej Kontrola Jakości, gdzie właśnie (jeszcze do najbliższej niedzieli) wisi wystawa Jowity "Wszystko gra". Ponieważ Kontrola Jakości jest na końcu świata, czyli w Ostrowcu, to bardziej przydatny będzie link do flickra fotografki: http://www.flickr.com/photos/ijowita/. Ale na flickrze jakoś tego niedostatku głów nie zauważyłam. Potrzebny był white cube galerii w Ostrowcu, żeby spojrzeć z namysłem.


Zdjęcia Jowity wpisują się w nurt fotografii intymnej. Przypominają  zdjęcia Nan Goldin albo choćby polskiego Kuby Dąbrowskiego (za kilka dni jego wystawa będzie do obejrzenia w Zachęcie, warto!).

Fotografia intymna ma to do siebie, że często bywa stylizowana na amatorskie zdjęcia. Jowita robi zdjęcia analogowym automatycznym aparatem – takim samym, jakich jeszcze niedawno używało się do fotografowania na chrzcinach, urodzinach i na innych imprezach, ku zgorszeniu profesjonalistów, nazywających takie aparaty głupkami albo małpkami (miało to chyba znaczyć, że nawet małpa umiałaby obsłużyć). Tymczasem przy takiej amatorskiej pamiątkowej fotografii forma nie ma znaczenia; ważny jest moment warty utrwalenia i to on decyduje o tym, że zdjęcia z głupka – nawet źle skomponowane, nieostre albo niedoświetlone – będą później oglądane. Ważne są bliskie osoby, które są na zdjęciach – dzięki fotografii zatrzymane w momencie, którego już nie ma – a nie świetna kompozycja. Oczywiście Jowita używa amatorstwa jako języka, świadomie. Ta konwencja pojawia się po to, żeby zasygnalizować bliskość fotografującego i fotografowanego.



Tylko że obcinanie ludziom głów do kanonu fotografii intymnej nie należy. I nie może należeć, bo do rozpoznawalnego przedstawienia osoby potrzebne jest przedstawienie jej twarzy. Złe kadrowanie pasuje do konwencji, ale przecież nie coś takiego...


Mam dwa albo trzy pomysły, jak to wyjaśnić. Albo tak, że brak głów daje humorystyczny efekt, a ten pozwala przekłuć bańkę sentymentalizmu fotografii intymnej. Albo bardziej filozoficznie: zdjęcia Jowity, nie respektując nienaruszalnych granic ciał, te ciała uprzedmiotawiają. Pokazują ich materialność. Bezgłowy człowiek jest na nich tylko jednym z wielu obiektów, które składają się na umeblowanie świata.

Pierwsza teoria współgra z drugą. Przecież, zdaniem Bergsona, śmiech jest sposobem na przezwyciężenie – a może poradzenie sobie – z materialnością, bezwładnością, sztywnością ciała.


A zresztą.... ważne, że bezgłowi ludzie to znak rozpoznawczy Jowity Paszko. Dalej wymyślajcie sami. W końcu sztukę ogląda się po to, żeby mieć zabawę przy interpretowaniu, prawda?

Więcej o Jowicie w tekście kuratorskim na stronie organizatora wystawy, Stowarzyszenia Kulturotwórczego Nie z tej Bajki. No i flickr: http://www.flickr.com/photos/ijowita/.

sobota, 21 września 2013

Dwie albo trzy ostrowieckie historie z architekturą w tle

Pierwsza historia to cykl zdjęć „Pozdrowienia z Ostrowca” Wojtka Mazana. Cykl to tak naprawdę zestawienia zdjęć – dyptyki typu „kiedyś” i „teraz” albo „znajdź 5 różnic". Na zdjęciach jest architektura PRL-owska, Gierkowska, źle urodzona. Pierwsze zdjęcie w zestawieniu to pocztówkowy widoczek z czasów świetności. Drugie to dzisiejsza fotografia, zrobiona z tego samego miejsca, w którym stał fotograf 40 czy 50 lat temu, o tej samej porze dnia, obiektywem o tej samej ogniskowej. Nie wnikając w szczegóły – zdjęcia podobne jak dwie krople wody. Tym lepiej widać, jak architektura się zmienia...

Ale co będę gadać, przeczytajcie mój tekst o wystawie w "Architekturze Muratorze", zajrzyjcie na tumblra Wojtka. Wystawę można oglądać w Ostrowcu w Pracowni Otwartej Kontrola Jakości co niedzielę w samo południe na oprowadzaniu kuratorskim, można też umawiać się telefonicznie. Koniec reklamy.
 
Zdjęcie: T. Hermańczyk, 1968,W. Mazan, 2012. Z cyklu "Pozdrowienia z Ostrowca". fot.  Wszelkie prawa zastrzeżone. Stąd.
Druga historia to debata „Jak ożywić rynek?”. Chodzi o rynek w Ostrowcu, który został skrytykowany w książce Grzegorza Piątka, Jarosława Trybusia, Marcina Kwietowicza "Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku". Zaczęło się od mojego listu do "Gazety Ostrowieckiej", a skończyło właśnie na debacie z prezydentem miasta, Marcinem Kwietowiczem, Romanem Rutkowskim i Agnieszką Wiśniewską. Na efekty trzeba poczekać, ale ja w międzyczasie miałam już jeden: odkryłam w sobie organizatorkę.

Ostrowiec.tv. Relacja z debaty do obejrzenia tutaj

Jakoś ostatnio interesuję się Ostrowcem. To naprawdę ciekawe miasto. Dużo tematów można tam znaleźć. W Warszawie oczywiście jest ich więcej, ale większość wyeksploatowana. Nawet zdjęcia robię częściej w Ostrowcu niż w Warszawie.


Warszawa jest jak McLuhanowskie gorące medium: wiele się tu dzieje, wystarczy tylko biernie śledzić. Widoki tutaj są zrobione z myślą o fotografującym; takie gotowce, że aż nie chce się wyciągać aparatu. Ostrowiec to medium zimne; nie ma tu gotowych widoków ani wydarzeń. Trzeba włożyć trochę wyobraźni, żeby wykrzesać z tego miasta obraz albo temat. A wydarzenie? Trzeba je zorganizować.