Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czeskie kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czeskie kino. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 marca 2009

Vladimír Birgus, nieczeski fotograf

Czechów zawsze miałam za naród wysoko waloryzujący uspołecznianie się, dzielenie się z innymi swoim życiem i problemami. Życie jest ciężkie, ale jesteśmy razem, coś w tym stylu. Pomyślcie tylko: skupinowe bilety ze sporą zniżką dla osób kupujących wspólnie, "Musimy sobie pomagać" Hřebejka - co za tytuł!, "Spiskowcy rozkoszy" Svankmajera czy "Guzikowcy" Zelenki, gdzie bohaterów łączy posiadanie jakiegoś dziwactwa, "Sekrety" z Ivą Bittovą w roli głównej, gdzie przeżywająca kryzys Iva poznaje pianistę takoż przeżywającego kryzys. Tak, życie jest ciężkie, ale jesteśmy razem.

A jak obejrzałam fotografie Vladimíra Birgusa, któren Czechem jest bez wątpienia, to zaczęłam podejrzewać, że ten czeski styl to wielka mistyfikacja. Że jest świadomie lub nieświadomie fabrykowaną i eksportowaną hiperczeskością filmów Hřebejka, Svěráka i innych. Zresztą nie wiem, może faktycznie Czesi mają tendencję do wzajemnie sobie pomagania. Byłoby to ewenementem na skalę światową. W każdym razie u Birgusa ludzie są samotni nawet gdy robią razem różne rzeczy, wszystko jest podszyte niepokojem i trochę odrealnione. I mnie to pasuje.

V. Birgus Miami Beach, 1999.


V. Birgus Sydney, 2007.

[kliknij zdjęcia, żeby powiększyć]

Mnie się udało obejrzeć jego foty w BUW w albumie Cosi nevyslovitelného/ Something unspeakable, wydanym przez Prague House of Photography. Niewątpliwie mniej zachodu wymaga kliknięcie w stránkę Birgusa, do czego zachęcam.

Nie ulega wątpliwości, że Vladimír Birgus jest mniej eksportowany do Polski niż twórcy robiący rzeczy od razu kojarzące się z czeskością. A szkoda.