Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żydzi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2016

"Celem zabezpieczenia swego życia ob. Szpilman zmuszony jest chwilowo Ostrowiec opuścić". O honorowym obywatelstwie dla Leo Spellmana

1 lutego 2016 r. honorowym obywatelem Ostrowca pośmiertnie został Leo Spellman, pianista i kompozytor pochodzący z Ostrowca. To ósmy honorowy obywatel Ostrowca. Rada Miasta zagłosowała jednogłośnie za przyznaniem Spellmanowi tego tytułu. Na uroczystości była rodzina Spellmana, ekipa filmowa pracująca nad filmem o życiu muzyka, tłumaczka pracująca nad tłumaczeniem jego dzienników z lat 1943-45 (z polskiego na angielski). Byli też krewni Henryka Wrońskiego - ostrowiaka, który uratował Leona Szpilmana.

Leo Spellman urodził się w 1913 roku w Ostrowcu jako Leon Szpilman. Tu nauczył się grać na pianinie, tu po raz pierwszy grał publicznie, tu chodził do szkoły, pracował i ożenił się. Opuścił Ostrowiec tuż po wojnie. Później przebywał w DP Campie w Bawarii, skąd w 1948 wyjechał do Kanady.

To kolejne (po pomniku upamiętniającym ofiary Holocaustu w Ostrowcu) upamiętnienie żydowskiej historii Ostrowca w ciągu kilku miesięcy. Znajomość dziejów naszego regionu czy lokalnej społeczności niesie wiele korzyści. Przede wszystkim jest to wspaniałe narzędzie budowania dialogu, tożsamości i poczucia przynależności mieszkańców do danej miejscowości - mówił na uroczystości prezydent Ostrowca Jarosław Górczyński.

Wygląda na to, że Prezydent Miasta jest daleki od lęku przed żydowskim tematem. Najwyraźniej przyjmuje fakt, że Ostrowiec w dużym stopniu współtworzyli Żydzi i uważa, że tej części dziedzictwa warto się przyglądać. Dobrze to słyszeć.

Jeszcze lepiej jest słyszeć słowa Spellmana (w trailerze filmu "Rapsodia. Wyzwolenie Leona Szpilmana"): Miałem polskich przyjaciół, którzy mi pomagali. Szczególnie jeden - Henryk Wroński. To on uratował mi życie. Ukrywał mnie przez osiemnaście miesięcy. Mówi o Henryku Wrońskim, 21-letnim studencie, który ukrywał go wraz z żoną Manią i jej bratem.

Jestem dumna, że na Denkowskiej – ulicy dziś opustoszałej niemal zupełnie – w bardzo złych czasach mieszkał Henryk Wroński, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Jest jednak też mroczniejsza część historii Szpilmana.

„Jak również inni obywatele ostrowieccy nie szczędzą gróźb ob. Szpilmanowi”. Dlaczego Szpilman wyjechał z Ostrowca?


W 1945 roku ostrowiecki oddział Centralnego Komitetu Żydów Polskich poprosił oddziały w Łodzi i Warszawie o udzielenie pomocy Szpilmanowi. Oto powody:
Obywatel Szpilman wraz z żoną został ranny podczas napadu bandytów na Żydów ostrowieckich w dniu 19-go marca r.b. [1] Przebywał kilka tygodni w szpitalu. Po wyjściu ze szpitala na ulicy rozpoznał sprawców napadu, zaalarmował natychmiast milicję i ujął napastników. Brał udział w przeprowadzeniu śledztwa i zawdzięczając jego energii i dochodzeniom bandytów spotka zasłużona kara.
W toku śledztwa okazało się, iż jeden z aresztowanych nie brał bezpośredniego udziału w napadzie i został zwolniony. Jest to jednak brat jednego z bandytów. Później spotkał on ob. Szpilmana na ulicy i wygrażał mu się, jak również inni obywatele ostrowieccy nie szczędzą gróźb ob. Szpilmanowi. Przeto celem zabezpieczenia swego życia ob. Szpilman zmuszony jest chwilowo Ostrowiec opuścić.” [2]
Centralny Komitet Żydów Polskich to ogólnopolska samopomocowa organizacja, które wspierała ocalałych Żydów w codziennym życiu. W Żydowskim Instytucie Historycznym (ŻIH) znajdują się archiwa oddziału ostrowieckiego. To z nich pochodzi cytowany list polecający

Napaść, o której mowa, to atak na dom Fajgli Krongold w marcu 1945 roku. Pisze Regina Renz:
"W mieście krążyły pogłoski, iż posiada ona listę Polaków, którzy w okresie okupacji w różny sposób przyczynili się do śmierci ostrowieckich Żydów. Dwóch młodych ludzi, byłych żołnierzy AK, weszło do mieszkania Felicji Kwiatkowskiej vel F. Krongold z zamiarem zabrania tej listy. Wewnątrz zastali jednak kilkanaście osób i w powstałym zamieszaniu otworzyli ogień zabijając cztery osoby i raniąc kilka innych." [3]
Zdaniem Rubina Katza, autora autobiograficznej książki Gone to Pitchipoi, żadna lista nigdy nie istniała. Żądanie jej było tylko pretekstem, żeby obrabować uciekinierów, ale zaplanowana kradzież zamieniła się w jatkę [4]. 

Dlaczego niektórzy ostrowiacy grozili Szpilmanowi? Mordercami Żydów byli AK-owcy, ludzie stąd. To dzięki aktywnemu udziałowi Szpilmana w śledztwie miała spotkać ich zasłużona kara. Tymczasem Żydzi... Cóż, zostali stąd wywiezieni w 1942 roku. Ostrowiacy widzieli masowe mordy Żydów w Ostrowcu albo słyszeli o nich. Pod koniec wojny wiadomo już było, co działo się w Treblince i Auschwitz. Niezależnie od sympatii czy antypatii życie bez Żydów zostało urządzone. Domy żydowskie i warsztaty prace zostały przekazane Polakom. Tu nie było już dla Żydów miejsca. W Holokauście zginęło 85-90% Żydów polskich. Powrót zdziesiątkowanych ocalałych był czymś zaskakującym. W płaszczyźnie fantazmatycznej był powrotem żywych trupów.

Powojenna przemoc wobec Żydów była zjawiskiem niepokojąco rozpowszechnionym. Pisałam kiedyś o sprawie dzieci Cytrynbauma z Denkowa i o ulotkach "Śmierć pozostałym Żydom". To też działo się wiosną 1945 roku - w tym samym czasie, co napaść na mieszkanie Fajgli Krongold. Według danych Ministerstwa Administracji Publicznej między IX 1944 a IX 1946 roku w Polsce „incydenty” antyżydowskie wydarzyły się w 102 miejscowościach. Jacek Leociak twierdzi: to nie był pokój, to była pełzająca wojna domowa. Tu już nie było dla nich miejsca [5].

Rzeczywiste zagrożenie życia sprawiło, że Żydzi zaczęli wyjeżdżać najpierw z mniejszych miejscowości do większych skupisk żydowskich (takich jak Łódź), a potem i z Polski. To z powodu zagrożenia życia po napadzie na dom Fajgli Krongold Ostrowiec opuścił Leon Szpilman. Widać to jasno w cytowanym piśmie urzędowym.

Chciałabym podkreślić tę kwestię. Leon Szpilman nie wyjechał z Ostrowca dlatego, że życie oferowało mu ciekawsze możliwości w miastach przyjemniejszych niż nasze. Wyjechał, bo czuł się zagrożony. Był tutaj w rzeczywistym niebezpieczeństwie.

Dziś Ostrowiec nadał mu honorowe obywatelstwo. Czy uhonorowanie jednego z kiedyś niechcianych powracających jest kolejnym krokiem w kierunku przypomnienia, że również Żydzi byli obywatelami Ostrowca? Jeśli tak – chylę czoła przed prezydentem Jarosławem Górczyńskim i Radą Miasta za przyznanie tytułu honorowego obywatela miasta Leonowi Szpilmanowi.

1 lutego 2016 r., Ostrowiec Św. Nadzwyczajna sesja rady miasta, podczas której nadano Leo Spellmanowi tytuł honorowego obywatela Ostrowca.
Przyjęta jednogłośnie uchwała Rady Miasta w sprawie nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Ostrowca Świętokrzyskiego.


Przemawia prezydent Ostrowca Jarosław Górczyński, tłumaczy Hania Fedorowicz, tłumaczka pamiętników Szpilmana z lat 1943-45.
Tablica pamiątkowa na budynku dawnego ZDK przy Alei 3 Maja 6.


Post scriptum. „Uprzejmie proszę o przydzielenie mi mieszkania w moim własnym domu”

W archiwum ŻIH, w tym samym zespole archiwalnym, znalazłam jeszcze dwa pisma związane ze Szpilmanem.

12 kwietnia 1945 r., po powrocie ze szpitala, Szpilman napisał do Wydziału Kwaterunkowego Urzędu Miasta:
„uprzejmie proszę o przydzielenie mi mieszkania w moim własnym domu przy Aleji 3-go Maja nr.1. Wymienione mieszkanie zajmowałem także w 1939 toku, a obecnie znajdzie tam pomieszczenie 5 osób: Goldman Szlama, Flajszer Berek, Kudłowicz Hersz, Szpilman Mania i Szpilman Leon.
W czasie mego przebywania w szpitalu wprowadził do wyżej wymienionego mieszkania nieprawnie obywatel C(...), który zajmuje je czasowo.
Wobec tego, iż dom, gdzie chwilowo zamieszkuję został zajęty dla Milicji Obywatelskiej i wszyscy lokatorzy otrzymali polecenie opróżnienia zajmowanych lokali, upraszam o przydzielenie prawnie przysługującego mi lokalu, a to w myśl dekretu z dnia 2-go maja r.b. Dz.Ust.Nr.9 poz 45.”
W drugim z pism (data nie do odszyfrowania) ostrowiecki oddział Centralnego Komitetu Żydów Polskich informuje Zarząd Miejski, Wydział Opieki Społecznej, że hospitalizowane ofiary napadu: Szpilman Leon, Szpilman Mania, Zylberberg Hersz „majątku żadnego nie posiadają”.


Zobacz też:
Artykuł o Leo Spellmanie na stronie Miejskiego Centrum Kultury
Relacja z sesji Rady Miasta na stronie Urzędu Miasta 


Przypisy:
[1] Pismo urzędowe jako datę napadu na Szpilmana i żonę podaje 19 marca, zaś inne źródła, np. książka Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów, wskazują dzień 12 marca jako datę napadu na mieszkanie Fajgli Krongold. Z pewnością mowa o jednym i tym samym napadzie; nie jestem jednak jasne, która data jest właściwa.
[2] Archiwum ŻIH. Inwentarz: Komitet Żydowski w Ostrowcu Świętokrzyskim, sygnatura: 359. Pismo o znakach 18/AF/ES z 9 m(aja?) 1945 r.
[3] Regina Renz Żydzi w okresie okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu. W: Waldemar R. Brociek, Adam Penkalla, Regina Renz Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów. Ostrowiec: Muzeum Historyczno-Archeologiczne 1996. S. 117.
[4] Rubin Katz Gone to Pitchipoi. A Boy's Desperate Fight For Survival In Wartime. Brighton, MA: Academic Studies Press 2012. S. 261.
[5] Koncepcję niechcianego powrotu Żydów-upiorów jako źródła przemocy antyżydowskiej tuż po wojnie i dane liczbowe czerpię od Jacka Leociaka, z wykładu „Tu już nie ma dla was miejsca”. Formy zapisu doświadczenia żydowskiego w powojennej Polsce, wygłoszonego 21 października 2015 r. w warszawskiej Zachęcie.

wtorek, 26 stycznia 2016

Dziewczynki z Ostrowca, które przeżyły Auschwitz

Na znanych zdjęciach z Auschwitz są trzy dziewczynki z Ostrowca. Ruth Webber, Miriam Ziegler i Paula Lebovics stoją obok siebie. Wszystkie w chwili wybuchu wojny miały po kilka lat.



Miriam Ziegler – druga z lewej. Mieszkała w Radomiu, ale w Ostrowcu miała dziadków. Tutaj ukrywała się przez część wojny.

Paula Lebovitz – trzecia z lewej. Przed wojną mieszkała gdzieś w okolicach Kuźni albo Czerwińskiego. Czytaj więcej

Ruth Webber – czwarta z lewej (stoi za Paulą Lebovitz). Mieszkała w domu przy Iłżeckiej 12. Jej ojciec Szmul Muszkies był fotografem. Czytaj więcej

Niemcy zlikwidowali obóz pracy w Ostrowcu dopiero w lecie 1944, a więźniów przewieźli do Auschwitz. Wielu zdołało przeżyć, w tym te dziewczynki.

Dwie z nich, Miriam Ziegler i Paula Lebovitz, rok temu przyjechały do Auschwitz na obchody 70-lecia wyzwolenia obozu. Trzecia, Ruth Webber, nie chciała wracać.

Wszystkie nagrały wspomnienia. Z tych wspomnień można się wiele dowiedzieć również o Ostrowcu.

Fragment wywiadu z Miriam Ziegler i jej życiorys
Wywiad z Paulą Lebovics
Wywiad z Ruth Webber

27 stycznia 2015. Paula Lebovics, Miriam Ziegler, Gabor Hirsch i and Eva Kor ze zdjęciem ze stycznia 1945 roku. Ian Gavan / Getty Images.




niedziela, 22 listopada 2015

„Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny”. Kogo fotografował Rembrandt?

Do 28 listopada w Fundacji Archeologia Fotografii w Warszawie można oglądać wystawę „Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny”, przygotowaną przez Wojtka Mazana. Zrealizował ją w ramach Migawek – działania Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”.

Wystawa składa się z:

  • książki fotograficznej z 129 zdjęciami autorstwa Szmula Muszkiesa, przygotowanej przez Mazana
  • kilkunastu zdjęć Muszkiesa, eksponowanych w oryginalnej formie
  • odtworzonego tła fotograficznego używanego w atelier przez Muszkiesa; namalował je Marcin Jedlikowski
  • fragmentu wywiadu z Ruth Muszkies, córką Szmula Muszkiesa, ze strony United States Holocaust Memorial Museum.
Książka fotograficzna o Muszkiesie powstała tylko w dwóch egzemplarzach. Z pewnością autor będzie chciał ją wydać, ale termin nie jest znany. Wystawa ma być prezentowana też w Ostrowcu, ale i tu nie jest też znany dokładny termin.

Na wystawie można też obejrzeć fragment wywiadu z Ruth Muszkies o losach rodziny w czasie wojny. Szmul Muszkies nie przeżył Holokaustu. Zginął w Mauthausen w 1945 roku.




Kogo fotografował Muszkies?


Szmul Muszkies był najlepszym fotografem w Ostrowcu lat 30. - Ojciec był szanowaną osobą w mieście zarówno wśród Żydów, jak i wśród chrześcijan – mówi w wywiadzie Ruth Webber. Na jego zdjęciach można zobaczyć między innmi prezydenta miasta, Rosłońskiego czy Wardyńskiego. Inne fotografie to zdjęcia ślubne, komunijne, portretowe.

Wojtek Mazan, autor wystawy, wypożyczał zdjęcia od mieszkańców Ostrowca. W gazecie i internecie ogłosił, że poszukuje zdjęć z pieczątką Rembrandt, bo tak nazywał się zakład Muszkiesa. - Czasem było tak, że ludzie nie wiedzieli, kto jest na zdjęciach. „Jakaś ciotka” - opowiadał podczas wernisażu. - Ale bywało też tak, że znali szczegóły. Np. jedno z nich, zdjęcie ślubne, kosztowało 7 złotych, tyle co kilogram wołowiny. Na wystawie widzimy zdjęcie znad jej łóżka, ale zachował też drugi egzemplarz. Podniszczony, bo miał go ze sobą na wojnie jej mąż.

U Muszkiesa fotografowali się bogatsi albo ci, którzy – jak powiedziała podczas wczorajszego wernisażu dr hab. Iwona Kurz - „wybierali dobrze”. Inni z braku pieniędzy albo braku dobrego gustu wybierali taniej; w Ostrowcu było przecież kilka innych zakładów. Mieszkańcy biedniejsi lub z klasy ludowej pojawiają się jednak i u Rembrandta, np. na zdjęciach grupowych z huty, robionych na zamówienie.

Moim zdaniem ważne jest to, że ludzie sfotografowani przez żydowskiego fotografa stanowią tylko wycinek społeczności Ostrowca. Nie ma tu
biednej polskiej ludności spoza huty, np. rolników. Ci fotografowali się u tańszych fotografów, jeśli w ogóle. I nie ma ortodoksyjnych Żydów – ci raczej się nie fotografowali.

Na wystawie nie ma zresztą żadnych zdjęć Żydów. Ich wizerunki nie zachowały się, a może nie udało mi się jeszcze do nich dotrzeć napisał Mazan w swoim artykule Szmul Muszkies, to był fotograf profesjonalny w Faktach Ostrowieckich z 16 listopada 2015. Osobiście uważam, że sporo zdjęć Muszkiesa znajduje się np. w Stanach, Kanadzie, Izraelu, Brazylii, Argentynie. Wielu Żydów przed wojną emigrowało z Ostrowca, a zdjęcie pozostawionych na miejscu rodziców, dziadków, krewnych były często jednym z ważniejszych nośników pamięci o nich. Opisywałam kiedyś historię stolarza Lejzora, którego dzieci wyjechały do Ameryki. W jednym z listów, które wówczas opublikowałam, mała Sala Milgram z Ostrowca pisała do Boliwii do cioci i wujka:Kochani przyślijcie mi zdjęcie wasze, to będę myślała że jesteście razem z nami. My też sobie zrobimy zdjęcie i przyślemy wam”. Zdjęcie przesłane z Boliwii do Polski raczej się nie zachowało, ale z Polski do Boliwii - czemu nie? Tyle, że to już temat na osobną historię...


Wywiad z Ruth Muszkies – całość: http://www.ushmm.org/wlc/en/media_oi.php?MediaId=1209&ModuleId=10005144 
Wywiad z Ruth Muszkies – fragment z transkrypcją: http://www.ushmm.org/wlc/en/media_oi.php?MediaId=1209&ModuleId=10005144
Strona wystawy „Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny” na Facebooku: https://www.facebook.com/events/1642699612672107/







poniedziałek, 12 października 2015

Po odsłonięciu pomnika / After the unveiling of the monument

Scroll down for English version

Od dziś mamy w Ostrowcu pomnik upamiętniający żydowską społeczność Ostrowca i okolic.
Odsłonił go prezydent miasta w rocznicę likwidacji getta.
Pomnik stoi w miejscu, gdzie kiedyś stała synagoga.
Mimo podłej pogody na odsłonięciu było naprawdę sporo osób.
Jeszcze rok temu w rocznicę likwidacji getta nie było ani jednego słowa wypowiedzianego na ten temat w przestrzeni publicznej, a w gazetach tylko rutynowe wzmianki w kalendarium. Tymczasem w tym roku mamy pomnik, w uroczystości wzięło udział wiele ważnych osób: lokalne władze, przedstawiciele gminy żydowskiej, ksiądz. W ostrowieckiej prasie już tydzień temu, dzięki Wojtkowi Mazanowi, pojawiła się informacja o nadchodzącej rocznicy likwidacji. Także w dzisiejszych „Faktach Ostrowieckich” pojawił się temat getta i informacja o rocznicy jego likwidacji. 
Oczywiście nie jest to rewolucja świadomości. Ale zmiana jest widoczna.

A wiecie, co teraz będzie się działo? Mam nadzieję, że zaczną ukazywać się powoli nowe książki o Żydach ostrowieckich. Powoli wszyscy będziemy wiedzieć coraz więcej o tym, że Ostrowiec był kiedyś żydowski. W końcu zauważymy, że do Ostrowca przyjeżdżają czasem Żydzi, których przodkowie pochodzili z Ostrowca. Kiedyś uda się oznaczyć na kirkucie groby zbiorowe, a w Częstocicach obóz koncentracyjny.

List Ostrovtzer Society do władz miasta i mieszkańców Ostrowca
Też zabrałam głos podczas dzisiejszej uroczystości. Odczytywałam list Ostrovtzer Society, Sama będąc emigrantką przywiązaną do Ostrowca, bardzo rozumiem stowarzyszenie ostrowczan w Toronto. Istnieją od 91 lat! To w Toronto istniała ostrowiecka synagoga (dziś został już tylko budynek); jest też ostrowiecka część cmentarza.
Szanowne Władze Miejskie, Szanowni Goście, oraz mieszkańcy Ostrowca. Dziękujemy serdecznie za uhonorowanie oraz upamiętnienie tysięcy Żydów ostrowieckich, wielu z których zostało zgładzonych podczas Holokaustu. Pozdrawiamy w imieniu Ostrovtzer Independent Mutual Benefit Society z Toronto w Kanadzie, stowarzyszenia zrzeszającego Ocalałych z Zagłady z rodzinami, oraz tych którzy mieli szczęście wyjechania przed wojną. Jesteśmy bardzo wdzięczni za Wasze wysiłki oraz za wybór uświęconej lokalizacji na wzniesienie tego pomnika. Będzie to teraz miejsce, do którego będziemy mogli przybyć by uczcić pamięć członków naszych rodzin, którzy zostali zgładzeni, oraz odmowić Kaddish. Raz jeszcze dziękujemy! Rada Nadzorcza Towarzystwa Ostrovtzer Toronto, Kanada 
Fot. Kamil Stelmasik

 ***

So we have had the monument commemorating Jewish society of Ostrowiec and its neighbourhood in Ostrowiec since today.
The mayor of the city unveiled it at the anniversary of the ghetto liquidation.
The monument stands at the place, where the synagogue once stood.
Despite the gloomy weather there was a lot of people at the ceremony.
Last year during the anniversary not a single world was said about it in the public space of Ostrowiec. The newspapers published only some tiny routine mentions at the calendar. And this year we have the monument, there was the ceremony with many important persons: local authorities, the representatives of the Jewish community, a priest. As far as the newspapers are concerned, the liquidation was mentioned one week ago in the article by Wojtek Mazan. Today weekly newspaper „Fakty Ostrowieckie” published an article about the ghetto with a mention about the anniversary of the liquidation, too. 
Of course it is not the revolution of consciousness. But the change is visible.

And do you know, what will happen next? I hope that new books will be published, one by one, about the Ostrowiec Jews. Our knowledge about Ostrowiec as a town once Jewish will slowly increase. Finally we realize, that today we have Jewish visitors, coming to our town because their ancestors came from Ostrowiec. And one day we will mark the place at Kirkut where the mass graves were located, as well as the place of the concentration camp in Częstocice.

The message from Ostrovtzer Society to city officials and residents of Ostrowiec

I spoke during the ceremony, too. I read the letter from Ostrovtzer Society. I am an emigrant bound to my hometown, so I understand the letter from Ostrovtzers very well. The Society exists for 91 years! And once there was the Ostrovtzer Synagogue in Toronto (now only the building remained), as well as Ostrowiec part of the cementary.
Dear City Officials, Guests and Residents of Ostrowiec, 
Thank you for honouring and remembering the thousands of Jews of Ostrowiec, many of whom perished during the Holocaust. This message comes from the Ostrovtzer Independent Mutual Benefit Society in Toronto Canada and we are the Survivors along with our families, as well as those who were fortunate to leave before the war and their families. We are truly grateful for your efforts and for choosing such a sacred spot to erect this monument. This will now be a place where we can come to remember our family members who perished and say Kaddish. Thank you again!
 Ostrovtzer Society Board of Trustees Toronto Ontario Canada 


niedziela, 2 sierpnia 2015

Powstaje pomnik ostrowieckich Żydów / The monument of Ostrowiec Jews is being erected

Scroll down for English version

W Ostrowcu powstaje pomnik ostrowieckich Żydów. Budowa ma zakończyć się do 14 sierpnia. Uroczyste odsłonięcie powinno nastąpić we wrześniu, choć dokładna data nie jest jeszcze znana.

Budowany pomnik ma formę prostego kamienia z umieszczoną na nim tablicą pamiątkową. Tablica będzie głosić w trzech językach - hebrajskim, angielskim i polskim:
Pamięci około 15 000 Żydów z Ostrowca Świętokrzyskiego i okolic zamordowanych w latach II wojny światowej przez niemieckich ludobójców.
Miejsce, w którym stanie pomnik, jest miejscem po synagodze. Jak inne drewniane bożnice we wschodniej Polsce, i ostrowiecka nie przetrwała wojny. To dobry pomysł, żeby upamiętnić Żydów ostrowieckich tu, gdzie przez wieki było centrum ich duchowego życia.

Jest kwestią ludzkiej przyzwoitości upamiętnienie tysięcy zamordowanych byłych współmieszkańców Ostrowca. Ponad 70 lat nam zajęło zdecydowanie się na ten gest. W 2014 r. zapadła decyzja o pomniku. Na pewno jest to zasługa prezydenta Jarosława Wilczyńskiego, radnych poprzedniej kadencji, którzy powzięli uchwałę (uchwała do pobrania), a także obecnego prezydenta i Urzędu Miasta, którzy uchwałę tę realizują.

Kiedy miasto wyszło z pomysłem pomnika, wielu mieszkańców nie rozumiało jego sensu. Byłam wtedy jedną z osób, które wyrażały głośno swoje poparcie dla miejskiego pomysłu. Kilkanaście stowarzyszeń i instytucji pogratulowało miastu dobrej decyzji. Należałam tez do grupy osób, które stworzyły profil Pomnik Żydów ostrowieckich na Facebooku. Chodziło o głos poparcia i o edukację.

Nadal jestem bardzo dumna z tego, że miasto stawia ten pomnik. Całość będzie kosztowała niewiele ponad 20 tysięcy złotych, to naprawdę drobiazg w miejskim budżecie. Tymczasem w Ostrowcu brakuje wiedzy o tym, że byli tu kiedyś Żydzi. Ludzie często nie wiedzą lub nie wierzą, że ta społeczność była tak liczna. Pod koniec XIX w. Ostrowiec zamieszkiwało nawet ponad 80% Żydów, jak można przeczytać w książce „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” Waldemara R. Broćka, Adama Penkalli i Reginy Renz. Przed II wojną światową, w związku z rozbudową przemysłu, ten odsetek zmalał, ale nadal wynosił 36%.

Po Holokauście do Ostrowca wróciło zaledwie kilkadziesięcioro Żydów. Pozostali zginęli.

Jednej tylko rzeczy bardzo bym pragnęła: jeśli odsłonięcie pomnika miałoby być we wrześniu, to niech to może już stanie się nieco później, w rocznicę likwidacji ostrowieckiego getta, 11-12 października.

Pomnik w budowie / The monument under construction. Fot. Wojtek Mazan.

***

The monument of Ostrowiec Jews is being built. The construction is to be finished by the 14th of August. The date of the unveiling is unknown, although the event is planned in September.

The monument will consist of a stone and a plaque fixed to it, with inscription in 3 languages – Hebrew, English and Polish, "in memory of about 15 000 Jewish People of Ostrowiec Świętokrzyski and neighbourhood, murdered during the World War II by German genocides".

The monument is located at the place where the synagogue once stood. As other wooden synagogues in the Eastern Poland, it didn't endure the war. It is good idea to commemorate the Ostrowiec Jews at the place, where the centre of their intellectual and spiritual life once was.

It is also a matter of human decency to commemorate the thousands killed co-inhabitants of Ostrowiec. Our town decided to do it after over 70 years... The decision was taken in 2014, contributed to the Mayor Jarosław Wilczyński, former City Council, who made a resolution on the monument (download the resolution in Polish), and present Mayor and the City Hall, who accomplish it.

When the City Hall raised the idea, many people didn't understand it. I was one of those, who spoke out for the idea. A dozen non-governmental organizations and other institutions wrote an official letter of congratulation to the City Hall. A group of people created a Facebook fanpage named Pomnik Żydów ostrowieckich (The monument of Ostrowiec Jews). We wanted to support the project and to educate.

Now I am so proud that my city erects the monument. The project costs over 20 000 zloties (ca. 5000 euro) – which is a small sum in a town budget. And the basic knowledge on the Jewish society is really needed in Ostrowiec – people don't know that Jewish society existed here and they don't believe that it was so large. At the end of the nineteenth century even over 80% of Ostrowiec inhabitants were Jews – as you can read in a book "Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów" ("Ostrowiec Jews. The outline of the history") by Waldemar R. Brociek, Adam Penkalla and Regina Renz. Before the World War 2 the percent decreased because of the development of the industry in Ostrowiec, but still it was 36%.

Only several dozens of Jews came back to Ostrowiec after the Holocaust. The rest were murdered.

I wish only one thing now: if the unveiling of the monument is in September, then maybe it should be organized a little bit later, on 11-12 October, to commemorate the ghetto liquidation.

niedziela, 17 maja 2015

Mój artykuł w „Faktach Ostrowieckich”

Zaglądam dziś do „Faktów ostrowieckich”, a tam przedrukowany artykuł z blogu! O Muzeum Polin.

Bardzo fajnie. Właśnie po to publikuję artykuły na licencji Creative Commons.

Bardzo fajnie też dlatego, że „Fakty Ostrowieckie” to bardzo dobrze napisany tygodnik. I wcale nie dlatego to piszę, że jest tam mój artykuł. Rzecz w tym, że mnóstwo w nim wypowiedzi mieszkańców na różne tematy. Mnóstwo zachęt do angażowania się przez ludzi. Aż chce się czytać.

I tylko koleżanka napisała mi esemesa: „Ale zmień sobie to zdjęcie, bo wyglądasz na nim jak wesoły orzeł". Śmiałam się z tego przez godzinę. Teraz wymyślam ripostę.

piątek, 13 lutego 2015

Obóz pracy w Ostrowcu. Jedyne znane zdjęcia

Baraki, które widać na zdjęciach z byłego archiwum huty, to ostrowiecki obóz pracy. Są to jedyne jak dotąd znane zdjęcia tego obozu. To tu hitlerowcy skoszarowali Żydów po likwidacji getta. Rubin Katz, który przeszedł przez ostrowiecki lagier: - Rzeczywiście, te zdjęcia przestawiają Ostrowitz Konzentrazionslager.



Autor nieznany, ze zbiorów Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Św. Wyszukanie i digitalizacja: Wojtek Mazan, http://zydowskiostrowiec.blogspot.com.
Rubin Katz: 
Niemcy mówili na niego w skrócie KZ. Baraki na zdjęciu to tylko fragment obozu. Lagier rozciągał się na prawie całe łąki częstocickie.

Słoma, którą widać na pierwszym planie, była używana do sienników dla więźniów. Sienniki wykonano z szorstkiego materiału, tego samego, z którego robiono worki na cukier.

Sądzę, że to zdjęcie musiało być zrobione dość wcześnie. Może obóz jest właśnie przygotowywany do przyjęcia mieszkańców getta. Nie ma bowiem jeszcze wież strażniczych w czterech rogach obozu. Wieże były później uzbrojone w gotowe do strzału karabiny maszynowe.

Kiedy przyjechałem do Ostrowca w 1991 roku, teren obozu zajmowały działki. Nie dało się ustalić, którędy przebiegały kiedyś jego granice.
Autor nieznany, ze zbiorów Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Św. Wyszukanie i digitalizacja: Wojtek Mazan, http://zydowskiostrowiec.blogspot.com.

Rubin Katz: 
Na tym drugim zdjęciu widać grupę strażników. Wysoki oficer, drugi z lewej, to komendant obozu, Reimund Anton Zwierzyna, Austriak. Po wojnie Niemcy dokonały jego ekstradycji do Polski, gdzie – w Warszawie – osądzono go. Następnie zaś powieszono go w Ostrowcu, w miejscu, gdzie znajdował się obóz.

Wydaje mi się, że nie wszyscy strażnicy są na tym zdjęciu. Było ich więcej, a tutaj naliczyłem tylko czterdziestu. Niemcy byli dowódcami, zaś szeregowymi strażnikami byli Ukraińcy.
Dla każdego jeden koc

Rubin Katz w momencie wybuchu wojny miał 8 lat. Przeżył, ukrywając na częstocickich bagnach, w ostrowieckim obozie, a później w Aninie i Włochach.

W obozie spędził kilka miesięcy. Na przełomie jesieni i zimy 1943 roku ukrywała go tam rodzina. Kryjówka Rubina znajdowała się pod jedną z prycz, w wykopie. Przypominała płytki grób.

Swoje przeżycia opisał w książce „Gone to Pitchipoi. A Boy's Desperate Fight to Survival in Wartime”, wydanej w 2013 r. w Stanach Zjednoczonych. Oto wybrane fragmenty o ostrowieckim lagrze.
„Obóz znajdował się w pobliżu cukrowni w Częstocicach i zarazem huty. Składał się z długich drewnianych baraków bez okien – były tu tylko świetliki, wysoko umieszczone, ciągnące się wzdłuż dachu. Baraki stały w rzędach, ustawione w kierunku Appellplatz (placu apelowego). Obóz był zbudowany na planie kwadratu z czterema wieżami strażniczymi, po jednym w każdym rogu. Ogradzały go trzy rzędy drutu kolczastego pod napięciem. Ukraińscy wartownicy obsadzali wieże w dzień i w nocy. Żeby łatwiej śledzić więźniów, mieli karabiny maszynowe – naładowane, wymierzone w ogrodzenie i baraki – i ruchome reflektory, które oświetlały płot, gdy zapadał zmrok. 
(…) W każdym baraku znajdowały się trzykondygnacyjne drewniane łóżka (prycze), które biegły przez całą jego długość jak półki. Przejście było pośrodku.  Jako materace służyły wąskie prostokątne worki o szerokości prycz, zrobione z szorstkiego worka i wypełnione słomą. Słoma przebijała przez rzadko tkany materiał i wywoływała swędzenie. Nie było ubrań na zmianę; nosiło się to samo w dzień i w nocy. Więźniom nie wydano bielizny. Miałeś te ubrania, w których przyszedłeś do obozu, i które od czasu do czasu były dezynfekowane. Na środku każdego baraku stał mały, opalany drewnem żeliwny piecyk. Rura za spalinami szła w górę i przechodziła przez dach. Każdemu więźniowi wydano jeden koc. To było za mało, żeby nie marznąć, więc w zimne noce nasza rodzina przytulała się do siebie, żeby utrzymać ciepło.”
 Nie ma menażki – nie ma zupy
„Apel był o piątej trzydzieści, pobudka o piątej. O szóstej rano dwie osobne kolumny pracowników wyruszały z obozu w przeciwnych kierunkach, do swoich miejsc pracy. Dzień pracy kończył się tuż przed zmierzchem, pracowało się siedem dni w tygodniu, choć od czasu do czasu więźniowie dostawali wolną niedzielę. Dzienna porcja żywności składała się z 180 gramów czarnego chleba o posmaku trocin i z dwóch chochli wodnistej zupy z rzepy albo kapusty; pływał w niej czasem samotny kawałek ziemniaka. Tak jak w innych obozach, ulubionym tematem do rozmów była gęsta zupa, w której można by łyżkę postawić. Rano więźniowie dostawali chochlę namiastki czarnej kawy, chyba zrobionej z buraków cukrowych, z pajdą lepkiego, a nieraz i spleśniałego chleba. (…) Każdy więzień powinien mieć przy sobie swoją menażkę i – o ile ją miał – także łyżkę. Jeśli nie miał łyżki, musiał chłeptać prosto z menażki. Menażka była najcenniejszym przedmiotem. Niektórzy mieli tylko puszkę z przytwierdzonym drutem, służącym jako rączka. Jeśli się zgubiło menażkę, to trudno było zdobyć nową. Nie ma menażki – nie ma zupy było obozową zasadą.”

Egzekucje

Appelplatz był też miejscem egzekucji. Tu zginęli np. bracia Zachcińscy, u których faszyści znaleźli pieniądze, czy bracia Sztajnowie – żydowscy partyzanci. Z książki Katza wynika, że w tym samym miejscu po wojnie odbyła się egzekucja faszystowskiego komendanta Zwierzyny.

Obóz pracy dla Żydów w Ostrowcu istniał od 1942 do 1944 roku. Według różnych danych przewinęło się przez niego kilka tysięcy Żydów z różnych miast - mówi się o 3 tysiącach. Więźniowie pracowali w hucie, w cegielni Jaegera i cementowni.

Na przełomie lipca i sierpnia  1944 Niemcy zlikwidowali obóz. Zabili część osób, a resztę deportowali więźniów do Auschwitz. Dziś w jego miejscu – według przewodnika „Ostrowiec Świętokrzyski i okolice” Waldemara Broćka – znajduje się parking przy Zespole Opieki Zdrowotnej w Częstocicach.

Historię zdjęć odkryto dzięki współpracy Rubina Katza, Moniki Pastuszko i Wojtka Mazana. Właścicielem negatywów jest Miejskie Centrum Kultury. Autor zdjęć jest nieznany.

sobota, 31 stycznia 2015

"Żydzi, których nie było". O niepamięci w Ostrowcu

Wczoraj czy przedwczoraj na "Dzienniku Opinii" ukazał się mój artykuł. To podsumowanie tego, czego do tej pory dowiedziałam się na temat pamięci o Żydach w Ostrowcu. Wnioski nie są budujące.

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/historia/20150129/pastuszko-zydzi-ktorych-nie-bylo


niedziela, 28 grudnia 2014

"Śmierć pozostałym Żydom". Czyli dzieciom Cytrynbauma

W kwietniu 1945 r. ostrowiecki komitet żydowski pisał dwukrotnie do warszawskiej centrali. Chodziło o Denków.

Po pierwsze, w Denkowie pojawiły się ulotki "Śmierć pozostałym Żydom". Pojawiły się i wiszą: ani milicja, ani władze lokalne, ani ksiądz nie podejmują żadnych kroków.

Fragment s. 272 w książce Aliny Całej "Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej". Wydał ŻIH, Warszawa 2014.
Po drugie, czworo dzieci Majera Cytrynbauma, które chowały się przez dwa i pół roku w schronie podziemnym, nadal nie bardzo mogą wyjść z domu na słońce. Niemców już nie ma, ale Polacy rzucają kamieniami.

Fragment s. 160 w książce Aliny Całej "Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej". Wydał ŻIH, Warszawa 2014.

Przypomnę tylko, że Komitet Żydów Polskich w Ostrowcu to była organizacja samopomocowa, działająca na rzecz blisko dwustu osób, które przeżyły Holocaust i wróciły do Ostrowca. To dzięki niej po wojnie ocaleni ekshumowali wojenne groby żydowskie i zabitych pogrzebali na kirkucie; uruchomili też darmową kuchnię. Komitet należał do sieci ogólnopolskiej i podlegał Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce. Jego szefem był Aaron Friedental. Więcej informacji na temat działań komitetu można znaleźć w książkach „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” i w księdze pamięci Żydów ostrowieckich.

niedziela, 21 grudnia 2014

„Będzie w Ostrowcu pogrom, jeśli nic nie zrobimy!” 1946 rok i ewakuacja Żydów

A co gdyby się okazało, że wśród Polaków też byli winni ostatecznego „zniknięcia” Żydów z Ostrowca? Nie, nie mówię teraz o Holocauście; mówię o tym, co się wydarzyło później, tuż po wojnie. O wyjeździe ocalałych.

Tuż po wojnie, a nawet wcześniej, już po wyzwoleniu obozów, Żydzi ostrowieccy zaczęli wracać do swoich domów. Wiosną 1945 roku mieszkało ich tutaj blisko dwustu; wracali do normalnego życia i swoich zawodów.

O swoim powrocie do Ostrowca opowiada Berel Blum, syn powroźnika, czyli rzemieślnika robiącego liny:
- Przyjechaliśmy do Ostrowca. Szliśmy z dworca kolejowego. To nie było daleko, pół godziny drogi. Przyszliśmy i znalazłem kuzynów. Przeżyło ok 10 osób z rodziny. Byli tam już, gdy przyjechałem. Opowiedzieliśmy sobie krótko, co przeżyliśmy, fragmenty przeżyć. I zaczęło się normalne życie.  
Berel Blum i kuzyni podczas robienia lin w Ostrowcu po wojnie. © USC Shoah Foundation
Ale nawet w Ostrowcu byliśmy głodni. Pamiętam śniadanie, jak jadłem na śniadanie trzy do pięciu kajzerek. Byliśmy w budynku mojego dziadka. Zdołaliśmy dostać w nim mieszkanie. Czekały tu na mnie maszyny.  
Chciałem odejść, bo nie było nikogo z bliskiej rodziny. Ale kuzyni powiedzieli: gdzie chcesz iść? Zostań. Jak będziemy szli, to pójdziemy razem. Więc zająłem się handlem, który już znałem. Chodziłem na rynek, sprzedawałem. Przez pierwsze dni to oni mnie karmili, ale potem ja ich, bo byłem jedyny, który przynosił do domu pieniądze. Jeździłem do sztetli Sandomierza, Opatowa na bazary, sprzedawałem liny i dzięki temu mogłem ich wspierać.
- Jak czułeś się bez rodziców, rodzeństwa?
- Czułem się źle, bezradny. Czasem płakałem.
Rodzina Berela Bluma. © USC Shoah Foundation
Ogólnie życie w Ostrowcu po wojnie nie było złe. Dało się przeżyć. Zostawiali nas w spokoju. Ale AK, podziemna organizacja, oni zabijali ludzi, Żydów w czasie wojny i zrobili to po wojnie. Zabili sześć osób w domu, Żydów. My prowadziliśmy normalne życie, a tutaj się okazało, że zabijają.  
Po wojnie mieliśmy też strzelby. Baliśmy się. Myślę, że po wojnie w każdym domu była strzelba. 
Byliśmy w Ostrowcu do momentu, gdy usłyszeliśmy o pogromie w Kielcach. To był kwiecień, 19 kwietnia 1946. Wtedy naprawdę się wystraszyliśmy. W Ostrowcu mieliśmy komitet, juderat. Rządził... nie pamiętam. My z kuzynem staliśmy pewnego dnia na ulicy, przy słupie elektrycznym [na słupie musiała wisieć szczekaczka – przyp. MP], milicja przejeżdżała i krzyknęła do nas: „Czemu się przysłuchujecie? Jak żydy zabijają polskie dzieci?" Wyobraź to sobie! To milicja powiedziała. I wtedy mój kuzyn zemdlał. Tam, pod tym słupem. Pobiegłem do domu po wiadro zimnej wody. Wylałem mu na twarz, otrząsnął się, wstał, i krzyknął: "Szybko, do komitetu! Musimy powiedzieć, co się stało! Przecież zaraz i tu w Ostrowcu będzie pogrom!"
Pobiegliśmy do... no, już pamiętam, Friedental się nazywał. Zajmował się ludźmi, opieką, rozdzielał pomoc charytatywną; my tego nie potrzebowaliśmy, zajmowaliśmy się handlem. Pobiegliśmy do niego i powiedziałem: „Panie Friedental, rzeczy mają się naprawdę źle! Będzie w Ostrowcu pogrom, jeśli nic nie zrobimy”. On spytał: „Co mogę zrobić?” Powiedziałem: „Zadzwonić do Warszawy. Musimy iść na pocztę.” A mieliśmy piękną pocztę w Ostrowcu. Posłuchał mnie. Poszliśmy na pocztę i zadzwoniliśmy do Warszawy, do władz bezpieczeństwa. Mieliśmy sekretarkę. Była z Warszawy, ale przeżyła w Ostrowcu. Ściągnęliśmy ją. Przyszła do nas na pocztę. Czekaliśmy na poczcie na odpowiedź. I ona brzmiała: "W ciągu trzech dni trzy ciężarówki z wojskiem przyjadą do Ostrowca, z władz  bezpieczeństwa". I tak się stało. To był poniedziałek, a w środę byli. Rosyjski dowódca i trzy ciężarówki policjantów. Wezwali Friedentala i powiedzieli: „Będziemy tutaj 2 tygodnie i przez te 2 tygodnie wszyscy mają opuścić Ostrowiec”. W każdym budynku, w którym żyli Żydzi, umieszczono 3-4 policjantów. Dali nam 2 tygodnie na opuszczenie Ostrowca. Pojechaliśmy więc do Łodzi, Łódź to duże miasto.  
Stamtąd próbowaliśmy jechać do Niemiec, bo w Polsce nie było dobrze. Polacy robili złe rzeczy. Nie planowaliśmy więc, żeby zostać w Polsce. Trochę mówiliśmy o emigracji do Izraela, ale w końcu pojechaliśmy do Niemiec. Zorientowaliśmy się, że Bricha pomaga przeprawiać się przez granice. I tak trafiliśmy do Wetzlar w Niemczech, do obozu dla przemieszczonych (DP Camp). To miasto jest słynne z tego, że tam produkowano aparaty Leica. Tam była główna fabryka.

Wtedy odezwał się do Bluma wujek ze Stanów. Powiedział mu, że przygotowują dla niego papiery. Mogą być do Urugwaju, do Londynu albo Kanady.

W dniu, kiedy w Izraelu zaczęła się wojna i zgarniali młodych do wojska, Berel dostał papiery z kanadyjskiej ambasady. Ktoś przekonał go wtedy, że nie może iść na wojnę, bo jest jednym z nielicznych, którzy przeżyli. I tak trafił w 1948 r. do Kanady.

W 1959 Berel zaczął sprzedawać meble. W latach dziewięćdziesiątych, gdy udzielał wywiadu, jego sklep nadal istniał.

Aaron Friedental, o którym mówi Blum, był szefem Komitetu Żydowskiego w Ostrowcu. To była organizacja samopomocowa, która należała do sieci ogólnopolskiej i podlegała Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce. Dzięki niej po wojnie Żydzi ostrowieccy ekshumowali wojenne groby żydowskie i zabitych pogrzebali na kirkucie; uruchomili też darmową kuchnię. Więcej informacji na temat tej organizacji i Friedentala można znaleźć w książkach „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” i w księdze pamięci Żydów ostrowieckich.

Wspomniane morderstwo popełnione przez AK po wojnie zdarzyło się w mieszkaniu Fajgi Krongold 12 marca 1945 roku. Dwóch byłych AK-owców zabiło 4 albo 5 osób i kilkoro kolejnych raniło. Powodem napaści miała być plotka, że Fajga Krongold przechowuje listę Polaków, którzy w czasie okupacji przyczynili się do śmierci Żydów. Informacje o tym morderstwie znajdują się w tym samych źródłach, co o Friedentalu.

Ale informacji o ewakuacji Żydów w tych podstawowych książkach nie spotkałam. Kiedy więc usłyszałam to wspomnienie Bluma po raz pierwszy, nie uwierzyłam. Jak to możliwe? Służby bezpieczeństwa kazały Żydom wyjechać z Ostrowca? Nie dowierzałam też w opowieści Bluma temu, że sam był w centrum tak doniosłych wydarzeń. No i popełnił błąd w dacie - pogrom kielecki to 4 lipca 1946 r., a nie kwiecień.

A jednak. Potwierdzenie jego wspomnień znalazłam w książce Aliny Całej „Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej. Komisje specjalne przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce” (Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2014). Po pogromie kieleckim "wobec rozprzestrzeniania się psychozy 'mordów rytualnych' zarządzono ewakuację żydowskich mieszkańców Sandomierza i Ostrowca Kieleckiego (ob. Ostrowiec Świętokrzyski)".

W tej książce znalazłam też szerszy rys tego, co się działo przed wyjazdem Żydów z Ostrowca, czyli latem 1946 roku. Rzecz w tym, że ani morderstwo w mieszkaniu Fajgi Krongold, ani pogrom kielecki nie były odosobnionymi wydarzeniami w regionie. „Na Kielecczyźnie od marca do sierpnia 1945 r. zabito 37 Żydów, a tylko w czerwcu tego roku zginęło ich 13, zazwyczaj przy próbach odzyskiwania swoich domów” - pisze Alina Cała. Podobnie jak w Ostrowcu, w Rzeszowie ocaleni zostali ewakuowani przez mundurowych i uratowani przed gromadzącym się tłumem w nastroju pogromowym, przekonanym że Żydzi zabili chrześcijańskie dzieci na macę.  Zdarzało się wyciąganie Żydów z pociągów i mordowanie albo grożenie śmiercią: „na posiedzeniu Centralnego Komitetu Żydów w Polsce 9 VII 1946 jeden z członków Prezydium opowiadał o takim właśnie incydencie, którego doświadczył w pociągu z Wrocławia do Kielc. Koło Skarżyska-Kamiennej z pociągu wyciągnięto kilku Żydów i pobito, a jego samego żołnierze wylegitymowali i przekazali Straży Kolejowej. Dowódca oddziału SOK groził mu śmiercią.” Żydzi bali się, bo widzieli, że powstające, słabe państwo jest bezsilne wobec takich napaści. Ba! Widzieli, że terenowi reprezentanci tego państwa, tacy jak ostrowieccy milicjanci czy SOK-iści pod Skarżyskiem, wcale Żydom pomagać nie chcą. I że być może będą gotowi dołączyć, jak w Kielcach, do tłumu pogromowego.

Dlaczego Żydzi ewakuowali się najpierw do Łodzi? Większe skupiska ocalałych były bezpieczniejsze, dlatego z miejscowości mniejszych, takich jak Ostrowiec, Żydzi uciekali do większych, takich jak Łódź. Wspomina o tym Cała. Niestety oznaczało to nędzę. Przecież Berel Blum, wyjeżdżając, zostawił swoje powroźnicze maszyny, którymi dotychczas zarabiał na chleb dla siebie i kuzynów.

Oznaczało też zostawienie całego swojego dotychczasowego życia. Z Ostrowcem wiązało się jego wspomnienie Alei, po której z rodzeństwem spacerował w szabasowe wieczory albo Rynku pełnego ludzi z tobołkami, przez który przeciskał się razem z braćmi w dzień likwidacji getta, gdzie zostali jego młodszy brat i siostra. Może dlatego Blum, wspominając czasy gdy mieszkał w Ostrowcu, czasem zaczyna płakać.

Ale wiecie, co mnie chyba najbardziej w tym porusza? Że ostrowieccy Żydzi tuż po II wojnie światowej uciekali przed pogromem z Ostrowca do Niemiec.

*

Dziękuję Julkowi za książkę Aliny Całej, a Zbigniewowi Chuchale - za uwagę o szczekaczkach.

Wypowiedzi Berela Bluma i zdjęcia pochodzą z pochodzą Archiwum Historii Wizualnej, właścicielem praw autorskich jest USC Shoah Foundation.
Blum, Berel Wywiad 466. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. http://sfi.usc.edu. Dostęp: 30 IX 2014 r. Tłum. moje.

sobota, 8 listopada 2014

Dwie rozmowy o Żydach ostrowieckich

Kielecka "Wyborcza" w dzisiejszym weekendowym wydaniu zamieściła wywiad ze mną.


Wcześniej zaś w Dzienniku Opinii ukazał wywiad, który przeprowadziła ze mną Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej.

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/historia/20140827/pastuszko-zydzi-sa-wygumkowani-z-historii-ostrowca

To tyle autopromo. Następny tekst będzie normalny, przynajmniej jak na ten blog.

piątek, 7 listopada 2014

Polin. Muzeum Historii Żydów Polskich. Wątki ostrowieckie

Byłam. Zwiedziłam wystawę stałą. Skorzystałam z zaproszenia dla lokalnych organizacji pozarządowych, które działają na rzecz pamięci o Żydach.

Przede wszystkim: wystawa jest imponująca. I m p o n u j ą c a. Sądziłam, że ludzkość przestała próbować ogarnąć całą wiedzę umysłem, encyklopedią, biblioteką; że od XIX w. godzimy się na fragmentaryczność. Jednak Muzeum Historii Żydów Polskich w dziedzinie, którą się zajmuje, ma właśnie takie aspiracje. I rzeczywiście mam wrażenie, że na wystawie jest wszystko, co być powinno.

Dyrektor Dariusz Stola na spotkaniu z organizacjami pozarządowymi wspomniał, że muzeum przygotowało już kilkanaście tras po wystawie. I że na wystawie jest dziesięć tysięcy stron tekstu, umieszczonego na multimedialnych urządzeniach, ścianach, obiektach... No właśnie – muzeum jest tak ogromne, że można je zwiedzać jak miasto: oglądasz różne miejsca i budynki, ale i tak masz poczucie, że następnym razem znajdziesz coś, co cię zaskoczy. Możesz też przygotować sobie trasę tematyczną. Kobiety w kulturze żydowskiej, narodziny i śmierć sztetli, żydowski handel. Z tej ogromnej wystawy, której nie da się dobrze poznać nawet w tydzień, możesz sobie ułożyć nową, własną opowieść.

Muzeum jest skoncentrowane na wiedzy, nie na zabytku. To, co je tworzy, to nie są zabytkowe przedmioty, ustawione chronologicznie w opisanych gablotkach. Jego treścią jest przede wszystkim opowieść, snuta z medialnym rozmachem. Od średniowiecznych fresków po komputerowe gadżety: ściany-ekrany, ekrany dotykowe, gry, projektory. Multimedialność na mnie aż takiego wrażenia nie robi, ale wiem, że to świetne narzędzie edukacyjne dla tych, dla których książka jest medium zbyt nudnym.



Opowieść o Żydach polskich jest snuta za pomocą multimediów, ekranów, dźwięków. Ale też za pomocą instalacji scenograficznych, wykonanych historycznymi technikami ciesielskimi czy malarskimi.
 Mówiąc o medialnym rozmachu, mam na myśli też to, że autorzy skorzystali z setek, jeśli nie z tysięcy możliwości ekspozycyjnych, i dobrali je z dużą wrażliwością. Zdjęcia odpowiedzialnych za Holokaust są odwrócone do ściany – widzimy je tylko w lustrze na ścianie. Bo nie są warci oglądania. Zdjęcia ofiar Holocaustu są zaś eksponowane bez powiększeń, często w rozmiarze zdjęć legitymacyjnych, wglądówek. Bo Holocaust to nie jest temat do efektów wizualnych. Jeśli ludzie na zdjęciu zostałi poniżeni, to niech to malutkie zdjęcie wisi niziutko – tak, żeby odwiedzający musiał się schylić i przyglądać, żeby nie było mu tak wygodnie.

Powiedziałam, że zabytków tu mało. Rzeczywiście, to jest muzeum opowieści i scenografii. Ale autentyk też jest tu obecny, i to jak! Budynek stoi w sercu dawnej żydowskiej Warszawy i jest rekonstrukcją tego serca. Jedna z instalacji przedstawia przedwojenną ulicę Zamenhofa w skali jeden do jednego. Ta zrekonstruowana ulica biegnie dokładnie tędy, którędy biegła przed wojną... Budynek stoi też w miejscu późniejszego getta. Dokładnie tu, w tym miejscu, ginęli żydowscy powstańcy. Przy wejściu do muzuem umieszczona jest mezuza, wykonana z cegły ruin żydowskich Nalewek.

Ostrowieckie wątki

Nie byłabym sobą, gdybym na wystawie nie rozglądała się za Ostrowcem. I rzeczywiście nasze miasto pojawia się dwa czy trzy razy.

Znajdziemy Ostrowiec na imponującej mapie w galerii Paradisus Iudaeorum. Wynika z niej, że w 1765 r. Ostrowiec był jedną z 1200 gmin żydowskich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ale Żydzi mieszkali w Ostrowcu już 150 lat wcześniej, sprawdziłam w "Żydach ostrowieckich. Zarysie dziejów". W XVII w. istniała już synagoga i cmentarz żydowski. 


Skoro o synagodze mowa... Zrekonstruowana drewniana synagoga jest jednym z najbardziej imponujących miejsc wystawy stałej. Podobno większość synagog na wschodzie dzisiejszej Polski, na Ukrainie i Litwie była robiona z drewna. I żadna z nich nie przetrwała wojny. Twórcy wystawy  dotarli jednak do technik architektury drewnianej, a następnie zrekonstruowali jedną z dobrze udokumentowanych bożnic – z Gwoźdźca. Dlaczego to jest ważne? Bo ostrowiecka synagoga była drewniana i nie przetrwała wojny... Czy możliwe, żeby jej wnętrze było choć trochę podobne do imponującej synagogi z Gwoźdźca?
https://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/muzeum-historii-%C5%BCyd%C3%B3w-polskich-polin/wAE6GrG-6nU06A
Zrekonstruowana drewniana bożnica z Gwoźdźca - do obejrzenia przez Google Street View. Ostrowiecka synagoga należała do tego samego typu budowli

Ostrowiec pojawia się także w galerii Zagłada na mapie dystryktu radomskiego Generalnej Guberni. Znajdziemy go też w przygnębiającym spisie gett na ziemiach polskich.


I ostatni wątek z naszych stron. Dyrektor programowa wystawy głównej, prof. Barbara Kirshenblatt-Gimblett, ma opatowskie korzenie. Jej ojciec, Meyer Kirshenblatt, był z Opatowa. Tu urodził się i wychował. Wyemigrował jako 18-latek, w 1934 r. - wtedy mnóstwo osób wyjechało do obu Ameryk, także z Ostrowca. Trafił do Toronto.
 

W 2007 r. ukazała się ich wspólna książka They Called Me Mayer July: Painted Memories of a Jewish Childhood before the Holocaust. Prof. Kirshenblatt-Gimblett nazywa ją efektem czterdziestoletniej rozmowy ojca i córki. Przez lata Meyer Kirschenblatt wspominał życie opatowskich Żydów; w końcu, po wielu namowach, w 1990 zaczął je malować. Książka składa się zatem z obrazów ojca i anegdotycznych wspomnień, spisanych przez córkę. Poznajecie rynek w Opatowie?

Meyer Kirshenblatt, Market day (Dzień targowy).

Podpis mówi: 

Środa była w Opatowie dniem targowym. Wszyscy czekali na ten dzień z wytęsknieniem. Większość spraw na cały tydzień była załatwiana w środę. Chłopi z bliska i daleka wypełniali miasteczko, aż trzeszczało w szwach. Miasto było przepełnione koniami i furmankami. Niektórzy chłopi przyjeżdżali bardzo wcześnie, żeby moc sobie wybrać dobre miejsce do handlu. Przywozili swoje produkty, żywność i zwierzęta.
Były trzy miejsca targowe: rynek, mały rynek naprzeciwko naszego domu; targ bydlęcy na targowisku, na obrzeżach miasta, blisko cmentarza żydowskiego. Na rynku sprzedawano drób, płody, surowce i rękodzieło. 
Źródło i więcej obrazów Meyera Kirshenblatta:
http://www.nyu.edu/classes/bkg/MK/MK_images/pages/marketday.html.

 
I to córka Żyda z Opatowa, która spisywała jego wspomnienia o dniu targowym, tworzyła tę imponującą wystawę w Muzeum Historii Żydów Polskich, która ogarnia całość tysiącletniego życia Żydów w Polsce... Ot, ciekawostka, ale jaka miła.

A wystawę odwiedźcie koniecznie. Najpierw zaś zajrzyjcie przez Google Street View, żeby wiedzieć, co Was czeka.

niedziela, 12 października 2014

Mapa likwidacji getta ostrowieckiego

To, co napisałam w ostatnim poście, przeniosłam na mapę (a przy okazji przetłumaczyłam na angielski).


Likwidacja getta w Ostrowcu Świętokrzyskim // The liquidation of the Ostrowiec ghetto

I znów mam wiele pytań: którędy przez Ostrowiec szedł marsz, ostatni marsz 11 tysięcy ostrowczan prowadzonych na śmierć? Którędy doszli z Sienkiewicza do skrzyżowania Alei z Kilińskiego (tu widział ich Stanisław Kosicki)? Gdzie wsiadali do pociągów? Tam, gdzie dużo bocznic? Tu, gdzie dzisiejsze perony? A może gdzieś przy hucie?

Ten marsz, te pociągi - to było dokładnie 72 lata temu. 12 października 1942.

Przypomnę więc, jak to wyglądało. Opisuje AK-owiec Stanisław Kosicki w książce "Wojna, wojna, wojenka":
I nadszedł dzień, gdy od rana zaczęto przeganiać Żydów na rampę kolumnami po kilkaset osób przez całe miasto, głównymi ulicami. Musieli iść w szyku trójkowym, po wojskowemu. Zwykle przody tych kolumn utrzymywały, jako tako, ten narzucony szyk, lecz w ogonie wlokły się luźne grupki, głównie starsi, chorzy, zniedołężniali, wycieńczeni głodem, wprost słabi. Jedni pomagali drugim. Coraz to ktoś upadł, pomagano mu stanąć na nogach i wlec się dalej. Nierzadko osuwał się samotny, któremu nikt nie towarzyszył. Starał się podnieść. Rzadko skutecznie. Pędzone kolumny otaczali Szaulisi z karabinami w rękach. Kto odstawał od kolumny żegnał się z życiem. Strzał skracał mękę, dawał wyzwolenie. Huk strzału, a licznie strzelano, podrywał innych, wykrzesywał z nich resztki sił. Rwali do przodu, podbiegali, krzyk i lament niósł się daleko. Za chwilę znów przystawali, tracąc siły i nadzieję. Widziałem padających na kolana. Nieruchomieli w tej pozycji w oczekiwaniu na zbawienną kulę. Wokół kolumny biegali podochoceni alkoholem Szaulisi, bili pejczami i z lubością mierzyli do maruderów. Chodnikami szli nieliczni esesmani, szupowcy, gestapowcy w uniformach i po cywilnemu. Zatrzymywali się zapalali papierosy, wymieniali uwagi. Lecz do pędzenia i zabijania się nie wtrącali.
Za kolumną pozostawały na jezdni ciemne plamy trupów, kałuże krwi i dziesiątki waliz, kufrów, paczek, zawiniątek, tobołów, wypełnionych worków. Wzdłuż domów przemykali nieliczni przechodnie, niemi i bezsilni świadkowie tego marszu na spotkanie śmierci, wprost mordu. Nie brakowało gapiów. Ja też do nich należałem. Gdy nas zawiadomiono co się dzieje, natychmiast wybiegliśmy z biura. Staliśmy przy rogu ulicy Kilińskiego. Kolumny ciągnęły Aleją Trzeciego Maja, w stronę mostu na Kamiennej i dalej wzdłuż torów, do podstawionych tam wagonów. Pędzeni Żydzi śpiewali pieśni, można domyślać się, że nabożne. Zagłuszały je lament, jęki, wrzaski oprawców. Cichło w chwilach strzałów, lecz już po chwili znowu intonowano gremialny śpiew. Widziałem też, jak po przejściu takiej kolumny, ludzie wbiegali na jezdnię i w pośpiechu podejmowali porzucone dobro. Pewnie, aby przechować?... Eskortujący, ani gestapowcy nie zwracali na to uwagi.
Tego dnia pędzono ludzi aż do zmroku. I wiem jedno: widoku tego nie pozbędę się do końca mych dni. Zadomowił się w świadomości i wielokrotnie powraca, jak dopiero co przeżyty koszmar.
(Cytat dzięki blogowi Żydowski Ostrowiec.)

Szaulisi to litewska organizacja paramilitarna. W czasie wojny kolaborowała z hitlerowcami. Szaulisi asystowali przy likwidacji gett w wielu miastach Generalnej Guberni, w tym w Ostrowcu.

Ciekawa jest też rola ostrowczan - gapiów, którzy "w pośpiechu podejmowali porzucone dobro. Pewnie, aby przechować". Sądzę, że to z powodu tego dobra porzuconego i podjętego, "pewnie, aby przechować" - nie tylko tobołków, ale też domów i warsztatów - mamy problemy z pamięcią o żydowskich ostrowczanach. Ale to temat na osobny artykuł.