Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto-autentyczność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto-autentyczność. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2009

Real video

Współczesna etnografia. Może ona przeprowadzać badania terenowe we wsiach w Górach Świętokrzyskich i konstatować, że wśród miejscowej ludności występuje zjawisko powrotu do zbieractwa (jagód lub puszek). Może też przybrać kształt etnografii internetu. I badać, dajmy na to, You Tube'a.

Właśnie to robi Michael Welsch z katedry Digital Etnography z Kansas State University. Ma kanał na tubie, a badania podsumował - jak na obserwację uczestniczącą przystało - filmem, który znajdziecie pod koniec tego tekstu.

Najpierw o samych tubowych home videos. Jednym z gatunków filmików na You Tube są obrazy kręcone kamerką internetową. Wygląda to tak, że przed webcamem siedzi autor i mówi o sobie, często zwracając się do całej społeczności, często pokazując na planie kawałek swojej sypialni czy innego bardzo prywatnego miejsca. Klasyka gatunku. Nawet wciskać play nie trzeba, i tak widać co jest grane:


Ciekawsze dla mnie, z moją facynacją real foto, jest co innego. Dzięki istnieniu tanich webcamów i platformy tubowej, na której można publikować takie filmiki, zmienia się język filmu. Wizualność, dotychczas zarządzana przez profesjonalistów stojących za kamerami, demokratyzuje się. Autorzy tubowych amatorszczyzn, jak sądzę, starają się robić filmiki jak najlepsze, jak najbardziej przypominające te telewizyjne. Zwykle niespecjalnie im to wychodzi, ale ich wytwory nie są li tylko tanią imitacją. Podobnie jak real foto, mają coś, czego profesjonalnym obrazom brakuje: walor autentyczności.

Podobnie jak w przypadku pseudo-real foto Dova Charneya (o których pisałam o, tu), ten tubowy kod naiwnego realizmu, sygnalizujący autentyczność, został przechwycony przez profesjonalistów. I to dawno temu: jesienią 2006 roku wyszło na jaw, że tubowy vlog z sypialni użytkowniczki o obiecującym nicku lonelygirl15 był w rzeczywistości serialem, reżyserowanym przez regularną ekipę filmową.

Jak to z lonelygirl15 było, pokrótce napisał Łukasz Napora.
A jak casus lonelygirl15 zinterpretować inaczej niż ja, mówi Michael Welsch w anonsowanym wykładzie (przewińcie na 36 minutę i 58 sekundę).


No, a lonelygirl15 ma od niedawna sequel: polską n1colę, internetowy serial na licencji.

piątek, 6 lutego 2009

Foto-katastrofy

Jak to jest z naszą wiarą w kompletną przyległość foto do realu? Z jednej strony dokument tożsamości bez portretu wydawałby się nam niewystarczający. Z drugiej zaś, kto nie legitymował się konduktorowi cudzym "dokumentem uprawniającym do zniżki" albo nie wpakował się do biblioteki, mignąwszy cudzą kartą? Praktyka nieetyczna, wiem. Zresztą ja osobiście nigdy czegoś takiego nie zrobiłam, choć raczej ze strachu niż z powodu spiżowego kręgosłupa moralnego. Anyway, skuteczność rzeczonej praktyki wskazuje na to, że z tymi zdjęciami na dokumentach to trochę ściema.

No to jak z tą wiarą? Niby każdy wie, że cyfrowy retusz, że manipulacja obrazem. A jednak błąd w sztuce fotoszopera jest okazją do złośliwego śmiechu. Tak, jakbyśmy chcieli być przechytrzani.

Dzięki Gonzowi trafiłam na photoshopdisasters.blogspot.com. Jest to zbiór błędów retuszowych, wzbogacony o ironiczne, błyskotliwe komentarze prowadzącego (Bing! Your separation from reality is complete).

Na zachętę - znowu coś pomiędzy tematami kryzysu reprezentacji i gołych tyłków.




Obczajcie Photoshop Disasters. Warto.

środa, 4 lutego 2009

"A tutaj wszystko jest prawdziwe", czyli real foto 2

Kiedyś
, kiedy jeszcze liczyłam na to, że na "Blogu w budowie" będę się chwalić fatałaszkami, pisałam o "Real foto" Mikołaja Długosza, czyli albumie z fotografiami rzeczy sprzedawanych na Allegro. W wywiadzie dla "Notesu na 6 tygodni" tak Długosz rozmawiał z Bogną Świątkowską:

BŚ: Materializm, który widać na tych zdjęciach, jest taki raczej biedny.
MD: Taki real mamy. Poza tym jeśli on jest bogaty, to mnie nie interesuje. Nie interesuje mnie dobry gust, nie interesują mnie mieszkania urządzone za nie wiadomo jakie pieniądze. To jest w ogóle nieciekawe, to jest niefajne, to jest sterowane. A tutaj wszystko jest prawdziwe i to jest też propozycja na nową fotografię w ogóle. Bo współczesna fotografia to jest skończona rzecz już absolutnie, choćby nie wiem ilu fajnych ludzi się nią zajmowało, to wymyślają tylko bardzo malutkie kroczki do przodu. Już nie będzie żadnego Cartier Bressona, nie będzie żadnego Newtona w tym, co się teraz dzieje. Ten etap jest zamknięty i trzeba coś nowego wymyślić, jeśli chce się robić poważną rzecz, a nie taką zdobniczą, do magazynów, do reklam, usługową.

Może coś w tym jest. Bo podobny pomysł na poszerzenie granic konwencjonalnej fotografii reklamowej ma Dov Charney, założyciel, absolutny dyrektor i fotograf marki American Apparel. Zobaczcie, że podobne. Oto jedno z polskich zdjęć z albumu "Real foto":


a oto zdjęcie reklamowe American Apparel:


W obu zdjęciach jest coś w rodzaju estetyki real foto. Pokazanie przypadkowego (lub, u Charneya, niby-przypadkowego) drugiego planu jest sygnałem, że zdjęcie będzie oddawać prawdę. Że modelka nie będzie wyretuszowana, więc na zdjęciu będzie można znaleźć coś ciekawego. Na przykład krostkę na stopie, zaczerwienione pięty czy rumieńce:




Długosz przeciwstawił real foto fotografii reklamowej, usługowej. Tymczasem Dov Charney przechwycił estetykę real foto na użytek reklamy marki American Apparel.

Targetem American Apparel są - jak pisze Polly Vernon w "Guardianie" - nowojorscy hipsterzy. They are young, good-looking graduates who work in a non-specific creative field. (...) They're bloggers and clubbers and denizens of art parties, a kind of new-new bohemian. Czy dobrze przeczuwam, że oprócz tego lubią ciuchy retro i piszą rozprawy naukowe o kryzysie reprezentacji albo o pornografii? (Tak, w visual studies pornografia to normalny przedmiot badań.) I że w takim razie kostium kąpielowy w prążki z suwakiem, sfotografowany w stylu real foto, jest produktem zaadresowanym bardzo precyzyjnie?

Hm. Przynajmniej do mnie ten ciuch jakoś trafia.

Najsłynniejszym ze zdjęć American Apparel jest to z Sashą Grey w skarpetach. Żeby zachować otoczkę pornograficzności wokół nagiej porno star, nie zamieszczę obrazka, tylko ukradkiem podam link (o, tu!).

No. Uważam tę kompozycję za kawał dobrej roboty. Forma tryptyku sprawia, że przestaje ono być aktem fotograficznym, wydumanym statycznym studium piękna kobiecego ciała, a zbliża się do filmowej rejestracji ruchu. Kadrowanie też ciekawe - jakieś to takie przytulne, że postać nie mieści się w kadrze. Choć Sasha Grey to porno star, temu zdjęciu – uważam – daleko do pornograficzności. Nie ma zbliżeń genitaliów, no i nie ma śladu real foto. A porno miewa koneksje z real foto. Wykorzystuje je żeby pokazać, że „tutaj wszystko jest prawdziwe”.

* * *

Ciekawostka: American Apparel, prócz zatrudniania aktorek z filmów dla dorosłych i stosowania estetyki real foto, bierze żywy udział w akcji na rzecz legalizacji imigrantów, chwali się tym, że ma fabryki w Los Angeles, a nie w Chinach, oraz walczy o równouprawnienie legginsów jako samodzielnego ciucha na dół ciała.