Zastanawialiście się kiedyś, skład się wziął weekend? Dlaczego składa się z soboty i niedzieli, a nie na przykład niedzieli i poniedziałku? Skąd w nim ta sobota?
W przedwojennych polsko-żydowskich/ żydowsko-polskich miasteczkach, takich jak Ostrowiec Świętokrzyski, było tak: w hucie i innych fabrykach pracowali chrześcijanie. Żydzi nie, bo potrzebowali wolnej soboty (wiadomo, szabat), a w soboty huta pracowała, tydzień pracy był wtedy sześciodniowy i podporządkowany chrześcijańskiemu kalendarzowi. O ustalaniu grafiku albo o szefostwa trosce o mniejszości nie było wówczas jeszcze mowy.
Żydzi zwyczajnie nie mogli więc być hutnikami. Byli za to sklepikarzami i rzemieślnikami. Pracowali we własnych zakladach, które w soboty były nieczynne.
Mam taką tezę: sobotnio-niedzielny weekend jest śladem wielowiekowego koegzystowania chrześcijan i Polaków. Sobota to szabat, niedziela - chrześcijański dzień święty.
Dzisiaj też sklepikarze i rzemieślnicy zamykają swoje zakłady w sobotę wcześniej albo nie otwierają ich w ogóle. Nieświadomie powtarzają rytuały Żydów. Zresztą my wszyscy to robimy, gdy mamy wolną sobotę.
Niedawno narzekałam na to, że Polacy chcą wyprzeć z pamięci Żydów, z którymi dzielili swoje miasteczka. Weekend świadczy o tym, że choć Żydzi wyparci są ze świadomości, to w naszej podświadomości pamięć o nich się zachowała -- jako obyczaj.
Oczywiście, to optymistyczna interpretacja status quo. Równie dobrze można byłoby napisać, że nieładnie postąpili Polacy: wzięli sobie od Żydów sobotę i nawet nie podziękują, nawet nie pamiętają. Sama myśl, że nasza dzisiejsza wolna sobota ma cokolwiek wspólnego z szabatem, wydaje się kuriozalna. Ale jeśli mi nie wierzycie, to sprawdźcie. Na Wikipedii (o, tutaj), której przecież mimo wszelkich zastrzeżeń wierzymy, piszą to samo: wolną sobotę mamy w spadku po Żydach.
W przedwojennych polsko-żydowskich/ żydowsko-polskich miasteczkach, takich jak Ostrowiec Świętokrzyski, było tak: w hucie i innych fabrykach pracowali chrześcijanie. Żydzi nie, bo potrzebowali wolnej soboty (wiadomo, szabat), a w soboty huta pracowała, tydzień pracy był wtedy sześciodniowy i podporządkowany chrześcijańskiemu kalendarzowi. O ustalaniu grafiku albo o szefostwa trosce o mniejszości nie było wówczas jeszcze mowy.
Żydzi zwyczajnie nie mogli więc być hutnikami. Byli za to sklepikarzami i rzemieślnikami. Pracowali we własnych zakladach, które w soboty były nieczynne.
Mam taką tezę: sobotnio-niedzielny weekend jest śladem wielowiekowego koegzystowania chrześcijan i Polaków. Sobota to szabat, niedziela - chrześcijański dzień święty.
Dzisiaj też sklepikarze i rzemieślnicy zamykają swoje zakłady w sobotę wcześniej albo nie otwierają ich w ogóle. Nieświadomie powtarzają rytuały Żydów. Zresztą my wszyscy to robimy, gdy mamy wolną sobotę.
Niedawno narzekałam na to, że Polacy chcą wyprzeć z pamięci Żydów, z którymi dzielili swoje miasteczka. Weekend świadczy o tym, że choć Żydzi wyparci są ze świadomości, to w naszej podświadomości pamięć o nich się zachowała -- jako obyczaj.
Oczywiście, to optymistyczna interpretacja status quo. Równie dobrze można byłoby napisać, że nieładnie postąpili Polacy: wzięli sobie od Żydów sobotę i nawet nie podziękują, nawet nie pamiętają. Sama myśl, że nasza dzisiejsza wolna sobota ma cokolwiek wspólnego z szabatem, wydaje się kuriozalna. Ale jeśli mi nie wierzycie, to sprawdźcie. Na Wikipedii (o, tutaj), której przecież mimo wszelkich zastrzeżeń wierzymy, piszą to samo: wolną sobotę mamy w spadku po Żydach.