Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niefortunny marketing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niefortunny marketing. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 grudnia 2011

Trupon, czyli kreatywna reklama operacji jaskry

"Czasem by świat nabrał żywszych barw, nie wystarczy zmiana perspektywy. Zafunduj sobie świeże spojrzenie z dzisiejszym grouponem, z którym w częstochowskiej klinice Euromedic zapłacisz 1999 zł zamiast 4000 zł za operację usunięcia zaćmy jednego oka ze wszczepem sztucznej asferycznej soczewki wewnątrzgałkowej."

Nieetyczne to czy tylko niesmaczne? Pewnie można uznać za nieetyczny pomysł reklamowania operacji oka hasłem "świat nabierze żywszych barw". Jednak zdaje się, że tutaj oburzenie etyczne wynika z estetycznego: reklamowanie operacji oka grą słowną związaną z widzeniem świata w jasnych/ciemnych kolorach jest odbierane jako niestosowne, niesmaczne. Są takie tematy, o których mówimy zawsze z szacunkiem i powagą - choroby oczu do nich należą - i estetyka reklamy do nich zwyczajnie nie pasuje. A że komuś obiecuje się, że jego życie nabierze sensu? To samo dzieje się w reklamach sweterków, podpasek, czekoladek...

A'propos niestosownej reklamy, taki obrazek zrobiła straszne-bobo:


Nie wiem, czy w związku z tą niestosownością tamten groupon na jaskrę był nieskutecznym ogłoszeniem reklamowym. Chciałabym napisać, że na pewno był, że ludzie się wszyscy oburzyli na takie żerowanie na nieszczęściu. Ale prawda jest taka, że pewno był skuteczny. Ci, co zobaczyli go (bo jeszcze cokolwiek widzieli), to pewnie kupili.

Ale, że tak Biblią pojadę, widzę źdźbło w oku autora oferty, a nie widzę belki w swoim. Kilka tygodni temu szukałam pracy w Grouponie, aplikowałam na stanowisko osoby piszącej teksty marketingowe. Gdybym dostała tamtą robotę, pewnie kilka dni temu to ja głowiłabym się, jak napisać optymistyczną i dowcipną ofertę operacji na jaskrę.

Zaczęło się obiecująco: korpo zainteresowało się moją CeVką i kazało zrobić kilka zadań, których istotą było właśnie wymyślanie metafor i porównań: "Dobry fryzjer jest jak...".

J. rzucił: "dobry fryzjer jest jak seks. Powinien mieć go każdy, ale prawda jest taka, że niektórzy czeszą się sami." Uśmiałam się i wymyśliłam coś mniej kontrowersyjnego, ale przy następnym zadaniu już nie wytrzymałam. "Napisz ofertę manicure'u; pamiętaj o użyciu porównań" - brzmiało zadanie. No to napisałam: "Jak udowodnił żywot ojca Pio, wygląd dłoni może zadecydować o karierze. Ucz się od świętych, nie lekceważ rąk!". Nigdy już się nie odezwali. Chlip.

Ogłoszenie o jaskrze na stronie Groupona

niedziela, 21 czerwca 2009

Gwarant poznań...


... czyli coś pomiędzy agencją towarzyską a bankiem kontaktów.

niedziela, 8 lutego 2009

Lidl 2

Wrażenia z wycieczki: znalazłam kukurydzę, której perwersyjne hasło reklamowe brzmi "brand new taste!". No tak, bo przecież nie należy się bać genetycznej modyfikacji żywności. Znalazłam też puszkowaną kapustę kiszoną. I majstersztyk szok-marketingu, który przerasta o głowę słynne kampanie Benettona autorstwa Toscaniego: obok siebie na półce ustawiono, w podobnych kartonach, podobnie zapakowane, plasterki opatrunkowe For Kids oraz prezerwatywy.

wtorek, 13 stycznia 2009

Lidlowe Lo-Fi

Lubię Lidl. Jest trochę jak peweks albo sklep cynamonowy. Skojarzenie z Schulzem potęguje to, że Lidle w Warszawie są zlokalizowane na warszawskich ulicach Krokodyli, to znaczy w gorszych dzielnicach albo na obrzeżach miasta, często przemysłowych.

W Lidlu jest mnóstwo egzotycznych produktów niewiadomej jakości i proweniencji. Słonecznik prażony w łupinkach, prażone w łupinach solone ziarna dyni, marynowane parówki w słoiku.

Słowem, Lidl wyślizgnął się makdonaldyzacji. Brakuje tam standardowych produktów marek znanych z reklam, można za to nabyć - w ciemno - różne ekscytujące rzeczy. Takie jak poniższa.

Rzecz wprawdzie niepotrzebna, ale za to po okazyjnej cenie...? To, że jest "teraz taniej", wydaje się parodią promocji jako reklamowego chwytu:


Znalezione w Lidlu na Młocinach.