Jego śmierć czyni z niego potencjalnego bohatera, a okoliczności są bardzo podobne do śmierci trzydziestu powieszonych (których upamiętniają pomnik i coroczne obchody na Rynku).
Po pierwsze, Wacholder zginął tragicznie. Po drugie, zginął dlatego, że był osobą aktywną społecznie. Działaczem społecznym. Po trzecie, Niemcy zabili tego dnia więcej ludzi takich jak on. 36 osób zabitych na ulicach, 72 osoby wywiezione do Auschwitz. To była akcja eliminowania tych, którzy mogliby organizować w getcie ruch oporu wobec okupanta. Po czwarte, Wacholder – wraz z innymi 35 osobami – zapewne został zastrzelony na ulicy. Leżał na ulicy, dopóki Niemcy nie zgodzili się na uprzątnięcie ciał. Jego śmierć była widoczna, widowiskowa i przez to bolesna dla społeczności – tak jak powieszenie trzydziestu.
Po co pamiętać?
No dobrze, ale po co nam kolejna osoba do pamiętania, kolejny pomnik, kolejne obchody ku czci tragicznie zmarłych?
Ktoś, kto robił rzeczy ważne dla swojej społeczności - a taką osobą był Wacholder - jest warty pamiętania niezależnie od tego, jak zmarł. Niezależnie, bo śmierć to rzecz, na którą nie miał wpływu.
Również obchody ku czci tragiczne zmarłych są nam potrzebne. Nie umiemy się obejść bez nadawania sensu śmierciom bezsensownym. Potrzebujemy tego. Tak się działo ostatnio w przypadku katastrofy smoleńskiej, gdzie ofiary wypadku zostały od razu nazwane męczennikami; tak się dzieje też w przypadku Żydów – wiele razy we wspomnieniach natrafiłam na zdanie „the Jews' blood was not spilled in vein”, te śmierci miały sens. Z racjonalnego punktu widzenia to nieprawda. Tragiczna śmierć zawsze jest bezsensowna. Ale rozumiem tę kulturową potrzebę nadania sensu śmierci.
To jest szczególnie potrzebne, jeśli ktoś, tak jak trzydziestu powieszonych albo tak jak Wacholder, został przed śmiercią poniżony, jego ciało zaś nie zostało poddane od razu pośmiertnym rytuałom. Obmycie ciała, uroczysty pogrzeb i pamiętanie to jest rodzaj przywracania człowieczeństwa temu, który już nie jest osobą. Ale kiedyś był i jako osoba był dla nas ważny.
Gdybyśmy więc potrafili uznać rolę jakiegoś Żyda albo Żydówki w tworzeniu Ostrowca – czego zrobić nie potrafimy – pewnie znalibyśmy Wacholdera jako właśnie męczennika lokalnej sprawy. I pewnie znalibyśmy taką mniej więcej notkę biograficzną.
Ludwik Wacholder (1881-1942). Ostrowiecki bezpartyjny działacz, z zawodu dentysta. W 1917 r. zasiadał w radzie miasta i zasadził kasztany wzdłuż Alei 3 Maja (dziś pomnik przyrody). W latach międzywojennych był członkiem kilku komisji, w tym edukacyjnej i sanitarnej; był też szefem jednej z żydowskich instytucji charytatywnych. Zginął podczas tragicznych wydarzeń na ulicach Ostrowca 28 kwietnia 1942 roku, zabity przez SS-mana. Miejsce pochówku nieznane.
28 kwietnia 1942 r.
Pilniejsi uczniowie, tacy co sięgają do lektur dla chętnych, znaliby taki tekst źródłowy z Księgi pamięci Żydów ostrowieckich Ostrowiec. A monument of annihilated Jewish society:
Początkiem tragicznych wydarzeń był 18 kwietnia 1942 r. Od tego momentu nie było dnia bez dręczenia albo zabijania Żydów. 28 kwietnia w nocy Niemcy przeprowadzili pierwszą „akcję”, podczas której mordowali i zsyłali do Auschwitz. Specjalne SS-Straffkommando przybyło do miasta i, z pomocą lokalnego SS z Peterem Brunem na czele, zaczęli napadać na żydowskie domy, dokonywać selekcji mieszkańców i zabijać albo aresztować. Mieszkańców Stodolnej mordowali na Iłżeckiej, tych z Iłżeckiej – na Sienkiewicza, a tych z Sienkiewicza zabijali na Rynku. I tak Ostrowiec spłynął żydowską krwią. Ciała ofiar leżały na ulicach godzinami, aż nadeszło polecenie, by ciała posprzątać.
Podczas tej „akcji” zginęło 36 Żydów, a 72 wywieziono do Auschwitz. SS-mani twierdzili, że była to antykomunistyczna akcja – że zamordowani byli komunistami. To uzasadnienie było niemal tak przerażające jak same morderstwa, bo przecież wśród ofiar był Shaul Matmacher, bogobojny człowiek i erudyta, który dniami i nocami czytał Pismo Święte. Jego długa patriarchalna broda była zresztą niezbitym dowodem na to, że od nastrojów komunistycznych był jak najdalszy. Niemcy zabili też prawnika Seidla, człowieka o antykomunistycznych poglądach [i pracownika Judenratu - przyp. autorki]. Wśród zabitych był także Wacholder, dentysta, którego syjonistyczne sympatie były dobrze znane. Warto też wspomnieć, że kilka tygodni przed śmiercią Wacholder wstawił złoty ząb Peterowi, za co SS-man obiecywał mu dozgonną wdzięczność... I cóż – to właśnie Peter zastrzelił Wacholdera.
Zabici zostali także: 60-letni Icek Kudłowicz, stara 50-letnia żona Yechiela Zukerfeina, Alter Grynberg, Chaim Stamm [według innego źródła: Chaim Sztajn – przyp. autorki], Yehoshua Minzberg [podobnie jak Wacholder, działał w organizacji charytatywnej – w 1921 był sekretarzem – przyp. autorki], Szlama Kacenelenbogen i inni, których nazwiska pogrążyły się już w niepamięci. Wśród wywiezionych tego dnia byłi także „komuniści” tacy jak Alter Perus – młody człowiek, który nosił długie, przykuwające uwagę pejsy...
Panikę, którą wywołał ten dzień, trudno opisać. Strach padł na miasteczko. (...) Ślady krwi było widać jeszcze długo na ostrowieckich ulicach...*Być może kołatałyby nam się w głowie nazwiska Mincberga czy Grynberga. Podobnie jak Wacholder, byli oni osobami publicznymi. Może byłyby tu jakieś uliczki noszące ich nazwiska?
No i na pewno wszyscy znalibyśmy poniższe zdjęcie usuwania zwłok z ulic. Znalibyśmy zarys ciała martwej kobiety, tym bardziej poruszający, że nawet po śmierci wygląda ona pięknie. Być może wiedzielibyśmy, kim za życia była martwa kobieta, a kim martwy mężczyzna.
Ale nie wiemy. Nie wiemy tylko dlatego, że zabici byli Żydami. A Żydzi są poza naszym pojęciem „nas”, wspólnoty ostrowczan. Wszystko, czego udało mi się dowiedzieć, wpisałam pod zdjęciem.
* Cytat pochodzi ze stron 56-58 książki Ostrowiec. A monument on the ruins of annihilated Jewish society. Także w książce Żydzi ostrowieccy autorstwa Waldemara Broćka, Adama Penkalli, Reginy Renz można znaleźć informację o 28 kwietnia 1942 r. (s. 104-105).
** Informacja o personaliach osób na zdjęciu pochodzi z podpisów na odbitce, znajdującej się w Żydowskim Instytucie Historycznym.










