sobota, 31 stycznia 2015
"Żydzi, których nie było". O niepamięci w Ostrowcu
Etykiety:
Ostrowiec,
żydowscy ostrowczanie,
Żydzi,
Żydzi w Ostrowcu
niedziela, 28 grudnia 2014
"Śmierć pozostałym Żydom". Czyli dzieciom Cytrynbauma
W kwietniu 1945 r. ostrowiecki komitet żydowski pisał dwukrotnie do warszawskiej centrali. Chodziło o Denków.
Po pierwsze, w Denkowie pojawiły się ulotki "Śmierć pozostałym Żydom". Pojawiły się i wiszą: ani milicja, ani władze lokalne, ani ksiądz nie podejmują żadnych kroków.
Po drugie, czworo dzieci Majera Cytrynbauma, które chowały się przez dwa i pół roku w schronie podziemnym, nadal nie bardzo mogą wyjść z domu na słońce. Niemców już nie ma, ale Polacy rzucają kamieniami.
Przypomnę tylko, że Komitet Żydów Polskich w Ostrowcu to była organizacja samopomocowa, działająca na rzecz blisko dwustu osób, które przeżyły Holocaust i wróciły do Ostrowca. To dzięki niej po wojnie ocaleni ekshumowali wojenne groby żydowskie i zabitych
pogrzebali na kirkucie; uruchomili też darmową kuchnię. Komitet należał do sieci ogólnopolskiej i
podlegał Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce. Jego szefem był Aaron Friedental. Więcej
informacji na temat działań komitetu można znaleźć w
książkach „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” i w księdze pamięci Żydów
ostrowieckich.
Po pierwsze, w Denkowie pojawiły się ulotki "Śmierć pozostałym Żydom". Pojawiły się i wiszą: ani milicja, ani władze lokalne, ani ksiądz nie podejmują żadnych kroków.
![]() |
| Fragment s. 272 w książce Aliny Całej "Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej". Wydał ŻIH, Warszawa 2014. |
| Fragment s. 160 w książce Aliny Całej "Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej". Wydał ŻIH, Warszawa 2014. |
Etykiety:
Denków,
Ostrowiec Świętokrzyski,
żydowscy ostrowczanie,
Żydzi,
Żydzi w Ostrowcu
niedziela, 21 grudnia 2014
„Będzie w Ostrowcu pogrom, jeśli nic nie zrobimy!” 1946 rok i ewakuacja Żydów
A co gdyby się okazało, że wśród Polaków też byli winni ostatecznego „zniknięcia” Żydów z Ostrowca? Nie, nie mówię teraz o Holocauście; mówię o tym, co się wydarzyło później, tuż po wojnie. O wyjeździe ocalałych.
Tuż po wojnie, a nawet wcześniej, już po wyzwoleniu obozów, Żydzi ostrowieccy zaczęli wracać do swoich domów. Wiosną 1945 roku mieszkało ich tutaj blisko dwustu; wracali do normalnego życia i swoich zawodów.
O swoim powrocie do Ostrowca opowiada Berel Blum, syn powroźnika, czyli rzemieślnika robiącego liny:
Wtedy odezwał się do Bluma wujek ze Stanów. Powiedział mu, że przygotowują dla niego papiery. Mogą być do Urugwaju, do Londynu albo Kanady.
W dniu, kiedy w Izraelu zaczęła się wojna i zgarniali młodych do wojska, Berel dostał papiery z kanadyjskiej ambasady. Ktoś przekonał go wtedy, że nie może iść na wojnę, bo jest jednym z nielicznych, którzy przeżyli. I tak trafił w 1948 r. do Kanady.
W 1959 Berel zaczął sprzedawać meble. W latach dziewięćdziesiątych, gdy udzielał wywiadu, jego sklep nadal istniał.
Aaron Friedental, o którym mówi Blum, był szefem Komitetu Żydowskiego w Ostrowcu. To była organizacja samopomocowa, która należała do sieci ogólnopolskiej i podlegała Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce. Dzięki niej po wojnie Żydzi ostrowieccy ekshumowali wojenne groby żydowskie i zabitych pogrzebali na kirkucie; uruchomili też darmową kuchnię. Więcej informacji na temat tej organizacji i Friedentala można znaleźć w książkach „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” i w księdze pamięci Żydów ostrowieckich.
Wspomniane morderstwo popełnione przez AK po wojnie zdarzyło się w mieszkaniu Fajgi Krongold 12 marca 1945 roku. Dwóch byłych AK-owców zabiło 4 albo 5 osób i kilkoro kolejnych raniło. Powodem napaści miała być plotka, że Fajga Krongold przechowuje listę Polaków, którzy w czasie okupacji przyczynili się do śmierci Żydów. Informacje o tym morderstwie znajdują się w tym samych źródłach, co o Friedentalu.
Ale informacji o ewakuacji Żydów w tych podstawowych książkach nie spotkałam. Kiedy więc usłyszałam to wspomnienie Bluma po raz pierwszy, nie uwierzyłam. Jak to możliwe? Służby bezpieczeństwa kazały Żydom wyjechać z Ostrowca? Nie dowierzałam też w opowieści Bluma temu, że sam był w centrum tak doniosłych wydarzeń. No i popełnił błąd w dacie - pogrom kielecki to 4 lipca 1946 r., a nie kwiecień.
A jednak. Potwierdzenie jego wspomnień znalazłam w książce Aliny Całej „Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej. Komisje specjalne przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce” (Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2014). Po pogromie kieleckim "wobec rozprzestrzeniania się psychozy 'mordów rytualnych' zarządzono ewakuację żydowskich mieszkańców Sandomierza i Ostrowca Kieleckiego (ob. Ostrowiec Świętokrzyski)".
W tej książce znalazłam też szerszy rys tego, co się działo przed wyjazdem Żydów z Ostrowca, czyli latem 1946 roku. Rzecz w tym, że ani morderstwo w mieszkaniu Fajgi Krongold, ani pogrom kielecki nie były odosobnionymi wydarzeniami w regionie. „Na Kielecczyźnie od marca do sierpnia 1945 r. zabito 37 Żydów, a tylko w czerwcu tego roku zginęło ich 13, zazwyczaj przy próbach odzyskiwania swoich domów” - pisze Alina Cała. Podobnie jak w Ostrowcu, w Rzeszowie ocaleni zostali ewakuowani przez mundurowych i uratowani przed gromadzącym się tłumem w nastroju pogromowym, przekonanym że Żydzi zabili chrześcijańskie dzieci na macę. Zdarzało się wyciąganie Żydów z pociągów i mordowanie albo grożenie śmiercią: „na posiedzeniu Centralnego Komitetu Żydów w Polsce 9 VII 1946 jeden z członków Prezydium opowiadał o takim właśnie incydencie, którego doświadczył w pociągu z Wrocławia do Kielc. Koło Skarżyska-Kamiennej z pociągu wyciągnięto kilku Żydów i pobito, a jego samego żołnierze wylegitymowali i przekazali Straży Kolejowej. Dowódca oddziału SOK groził mu śmiercią.” Żydzi bali się, bo widzieli, że powstające, słabe państwo jest bezsilne wobec takich napaści. Ba! Widzieli, że terenowi reprezentanci tego państwa, tacy jak ostrowieccy milicjanci czy SOK-iści pod Skarżyskiem, wcale Żydom pomagać nie chcą. I że być może będą gotowi dołączyć, jak w Kielcach, do tłumu pogromowego.
Dlaczego Żydzi ewakuowali się najpierw do Łodzi? Większe skupiska ocalałych były bezpieczniejsze, dlatego z miejscowości mniejszych, takich jak Ostrowiec, Żydzi uciekali do większych, takich jak Łódź. Wspomina o tym Cała. Niestety oznaczało to nędzę. Przecież Berel Blum, wyjeżdżając, zostawił swoje powroźnicze maszyny, którymi dotychczas zarabiał na chleb dla siebie i kuzynów.
Oznaczało też zostawienie całego swojego dotychczasowego życia. Z Ostrowcem wiązało się jego wspomnienie Alei, po której z rodzeństwem spacerował w szabasowe wieczory albo Rynku pełnego ludzi z tobołkami, przez który przeciskał się razem z braćmi w dzień likwidacji getta, gdzie zostali jego młodszy brat i siostra. Może dlatego Blum, wspominając czasy gdy mieszkał w Ostrowcu, czasem zaczyna płakać.
Ale wiecie, co mnie chyba najbardziej w tym porusza? Że ostrowieccy Żydzi tuż po II wojnie światowej uciekali przed pogromem z Ostrowca do Niemiec.
*
Dziękuję Julkowi za książkę Aliny Całej, a Zbigniewowi Chuchale - za uwagę o szczekaczkach.
Wypowiedzi Berela Bluma i zdjęcia pochodzą z pochodzą Archiwum Historii Wizualnej, właścicielem praw autorskich jest USC Shoah Foundation.
Blum, Berel Wywiad 466. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. http://sfi.usc.edu. Dostęp: 30 IX 2014 r. Tłum. moje.
Tuż po wojnie, a nawet wcześniej, już po wyzwoleniu obozów, Żydzi ostrowieccy zaczęli wracać do swoich domów. Wiosną 1945 roku mieszkało ich tutaj blisko dwustu; wracali do normalnego życia i swoich zawodów.
O swoim powrocie do Ostrowca opowiada Berel Blum, syn powroźnika, czyli rzemieślnika robiącego liny:
- Przyjechaliśmy do Ostrowca. Szliśmy z dworca kolejowego. To nie było daleko, pół godziny drogi. Przyszliśmy i znalazłem kuzynów. Przeżyło ok 10 osób z rodziny. Byli tam już, gdy przyjechałem. Opowiedzieliśmy sobie krótko, co przeżyliśmy, fragmenty przeżyć. I zaczęło się normalne życie.
![]() |
| Berel Blum i kuzyni podczas robienia lin w Ostrowcu po wojnie. © USC Shoah Foundation |
Ale nawet w Ostrowcu byliśmy głodni. Pamiętam śniadanie, jak jadłem na śniadanie trzy do pięciu kajzerek. Byliśmy w budynku mojego dziadka. Zdołaliśmy dostać w nim mieszkanie. Czekały tu na mnie maszyny.
Chciałem odejść, bo nie było nikogo z bliskiej rodziny. Ale kuzyni powiedzieli: gdzie chcesz iść? Zostań. Jak będziemy szli, to pójdziemy razem. Więc zająłem się handlem, który już znałem. Chodziłem na rynek, sprzedawałem. Przez pierwsze dni to oni mnie karmili, ale potem ja ich, bo byłem jedyny, który przynosił do domu pieniądze. Jeździłem do sztetli Sandomierza, Opatowa na bazary, sprzedawałem liny i dzięki temu mogłem ich wspierać.
- Jak czułeś się bez rodziców, rodzeństwa?
- Czułem się źle, bezradny. Czasem płakałem.
![]() |
| Rodzina Berela Bluma. © USC Shoah Foundation |
Ogólnie życie w Ostrowcu po wojnie nie było złe. Dało się przeżyć. Zostawiali nas w spokoju. Ale AK, podziemna organizacja, oni zabijali ludzi, Żydów w czasie wojny i zrobili to po wojnie. Zabili sześć osób w domu, Żydów. My prowadziliśmy normalne życie, a tutaj się okazało, że zabijają.
Po wojnie mieliśmy też strzelby. Baliśmy się. Myślę, że po wojnie w każdym domu była strzelba.
Byliśmy w Ostrowcu do momentu, gdy usłyszeliśmy o pogromie w Kielcach. To był kwiecień, 19 kwietnia 1946. Wtedy naprawdę się wystraszyliśmy. W Ostrowcu mieliśmy komitet, juderat. Rządził... nie pamiętam. My z kuzynem staliśmy pewnego dnia na ulicy, przy słupie elektrycznym [na słupie musiała wisieć szczekaczka – przyp. MP], milicja przejeżdżała i krzyknęła do nas: „Czemu się przysłuchujecie? Jak żydy zabijają polskie dzieci?" Wyobraź to sobie! To milicja powiedziała. I wtedy mój kuzyn zemdlał. Tam, pod tym słupem. Pobiegłem do domu po wiadro zimnej wody. Wylałem mu na twarz, otrząsnął się, wstał, i krzyknął: "Szybko, do komitetu! Musimy powiedzieć, co się stało! Przecież zaraz i tu w Ostrowcu będzie pogrom!"
Pobiegliśmy do... no, już pamiętam, Friedental się nazywał. Zajmował się ludźmi, opieką, rozdzielał pomoc charytatywną; my tego nie potrzebowaliśmy, zajmowaliśmy się handlem. Pobiegliśmy do niego i powiedziałem: „Panie Friedental, rzeczy mają się naprawdę źle! Będzie w Ostrowcu pogrom, jeśli nic nie zrobimy”. On spytał: „Co mogę zrobić?” Powiedziałem: „Zadzwonić do Warszawy. Musimy iść na pocztę.” A mieliśmy piękną pocztę w Ostrowcu. Posłuchał mnie. Poszliśmy na pocztę i zadzwoniliśmy do Warszawy, do władz bezpieczeństwa. Mieliśmy sekretarkę. Była z Warszawy, ale przeżyła w Ostrowcu. Ściągnęliśmy ją. Przyszła do nas na pocztę. Czekaliśmy na poczcie na odpowiedź. I ona brzmiała: "W ciągu trzech dni trzy ciężarówki z wojskiem przyjadą do Ostrowca, z władz bezpieczeństwa". I tak się stało. To był poniedziałek, a w środę byli. Rosyjski dowódca i trzy ciężarówki policjantów. Wezwali Friedentala i powiedzieli: „Będziemy tutaj 2 tygodnie i przez te 2 tygodnie wszyscy mają opuścić Ostrowiec”. W każdym budynku, w którym żyli Żydzi, umieszczono 3-4 policjantów. Dali nam 2 tygodnie na opuszczenie Ostrowca. Pojechaliśmy więc do Łodzi, Łódź to duże miasto.
Stamtąd próbowaliśmy jechać do Niemiec, bo w Polsce nie było dobrze. Polacy robili złe rzeczy. Nie planowaliśmy więc, żeby zostać w Polsce. Trochę mówiliśmy o emigracji do Izraela, ale w końcu pojechaliśmy do Niemiec. Zorientowaliśmy się, że Bricha pomaga przeprawiać się przez granice. I tak trafiliśmy do Wetzlar w Niemczech, do obozu dla przemieszczonych (DP Camp). To miasto jest słynne z tego, że tam produkowano aparaty Leica. Tam była główna fabryka.
Wtedy odezwał się do Bluma wujek ze Stanów. Powiedział mu, że przygotowują dla niego papiery. Mogą być do Urugwaju, do Londynu albo Kanady.
W dniu, kiedy w Izraelu zaczęła się wojna i zgarniali młodych do wojska, Berel dostał papiery z kanadyjskiej ambasady. Ktoś przekonał go wtedy, że nie może iść na wojnę, bo jest jednym z nielicznych, którzy przeżyli. I tak trafił w 1948 r. do Kanady.
W 1959 Berel zaczął sprzedawać meble. W latach dziewięćdziesiątych, gdy udzielał wywiadu, jego sklep nadal istniał.
Aaron Friedental, o którym mówi Blum, był szefem Komitetu Żydowskiego w Ostrowcu. To była organizacja samopomocowa, która należała do sieci ogólnopolskiej i podlegała Centralnemu Komitetowi Żydów w Polsce. Dzięki niej po wojnie Żydzi ostrowieccy ekshumowali wojenne groby żydowskie i zabitych pogrzebali na kirkucie; uruchomili też darmową kuchnię. Więcej informacji na temat tej organizacji i Friedentala można znaleźć w książkach „Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów” i w księdze pamięci Żydów ostrowieckich.
Wspomniane morderstwo popełnione przez AK po wojnie zdarzyło się w mieszkaniu Fajgi Krongold 12 marca 1945 roku. Dwóch byłych AK-owców zabiło 4 albo 5 osób i kilkoro kolejnych raniło. Powodem napaści miała być plotka, że Fajga Krongold przechowuje listę Polaków, którzy w czasie okupacji przyczynili się do śmierci Żydów. Informacje o tym morderstwie znajdują się w tym samych źródłach, co o Friedentalu.
Ale informacji o ewakuacji Żydów w tych podstawowych książkach nie spotkałam. Kiedy więc usłyszałam to wspomnienie Bluma po raz pierwszy, nie uwierzyłam. Jak to możliwe? Służby bezpieczeństwa kazały Żydom wyjechać z Ostrowca? Nie dowierzałam też w opowieści Bluma temu, że sam był w centrum tak doniosłych wydarzeń. No i popełnił błąd w dacie - pogrom kielecki to 4 lipca 1946 r., a nie kwiecień.
A jednak. Potwierdzenie jego wspomnień znalazłam w książce Aliny Całej „Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej. Komisje specjalne przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce” (Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2014). Po pogromie kieleckim "wobec rozprzestrzeniania się psychozy 'mordów rytualnych' zarządzono ewakuację żydowskich mieszkańców Sandomierza i Ostrowca Kieleckiego (ob. Ostrowiec Świętokrzyski)".
W tej książce znalazłam też szerszy rys tego, co się działo przed wyjazdem Żydów z Ostrowca, czyli latem 1946 roku. Rzecz w tym, że ani morderstwo w mieszkaniu Fajgi Krongold, ani pogrom kielecki nie były odosobnionymi wydarzeniami w regionie. „Na Kielecczyźnie od marca do sierpnia 1945 r. zabito 37 Żydów, a tylko w czerwcu tego roku zginęło ich 13, zazwyczaj przy próbach odzyskiwania swoich domów” - pisze Alina Cała. Podobnie jak w Ostrowcu, w Rzeszowie ocaleni zostali ewakuowani przez mundurowych i uratowani przed gromadzącym się tłumem w nastroju pogromowym, przekonanym że Żydzi zabili chrześcijańskie dzieci na macę. Zdarzało się wyciąganie Żydów z pociągów i mordowanie albo grożenie śmiercią: „na posiedzeniu Centralnego Komitetu Żydów w Polsce 9 VII 1946 jeden z członków Prezydium opowiadał o takim właśnie incydencie, którego doświadczył w pociągu z Wrocławia do Kielc. Koło Skarżyska-Kamiennej z pociągu wyciągnięto kilku Żydów i pobito, a jego samego żołnierze wylegitymowali i przekazali Straży Kolejowej. Dowódca oddziału SOK groził mu śmiercią.” Żydzi bali się, bo widzieli, że powstające, słabe państwo jest bezsilne wobec takich napaści. Ba! Widzieli, że terenowi reprezentanci tego państwa, tacy jak ostrowieccy milicjanci czy SOK-iści pod Skarżyskiem, wcale Żydom pomagać nie chcą. I że być może będą gotowi dołączyć, jak w Kielcach, do tłumu pogromowego.
Dlaczego Żydzi ewakuowali się najpierw do Łodzi? Większe skupiska ocalałych były bezpieczniejsze, dlatego z miejscowości mniejszych, takich jak Ostrowiec, Żydzi uciekali do większych, takich jak Łódź. Wspomina o tym Cała. Niestety oznaczało to nędzę. Przecież Berel Blum, wyjeżdżając, zostawił swoje powroźnicze maszyny, którymi dotychczas zarabiał na chleb dla siebie i kuzynów.
Oznaczało też zostawienie całego swojego dotychczasowego życia. Z Ostrowcem wiązało się jego wspomnienie Alei, po której z rodzeństwem spacerował w szabasowe wieczory albo Rynku pełnego ludzi z tobołkami, przez który przeciskał się razem z braćmi w dzień likwidacji getta, gdzie zostali jego młodszy brat i siostra. Może dlatego Blum, wspominając czasy gdy mieszkał w Ostrowcu, czasem zaczyna płakać.
Ale wiecie, co mnie chyba najbardziej w tym porusza? Że ostrowieccy Żydzi tuż po II wojnie światowej uciekali przed pogromem z Ostrowca do Niemiec.
*
Dziękuję Julkowi za książkę Aliny Całej, a Zbigniewowi Chuchale - za uwagę o szczekaczkach.
Wypowiedzi Berela Bluma i zdjęcia pochodzą z pochodzą Archiwum Historii Wizualnej, właścicielem praw autorskich jest USC Shoah Foundation.
Blum, Berel Wywiad 466. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. http://sfi.usc.edu. Dostęp: 30 IX 2014 r. Tłum. moje.
sobota, 8 listopada 2014
Dwie rozmowy o Żydach ostrowieckich
Kielecka "Wyborcza" w dzisiejszym weekendowym wydaniu zamieściła wywiad ze mną.
Wcześniej zaś w Dzienniku Opinii ukazał wywiad, który przeprowadziła ze mną Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej.
To tyle autopromo. Następny tekst będzie normalny, przynajmniej jak na ten blog.
Wcześniej zaś w Dzienniku Opinii ukazał wywiad, który przeprowadziła ze mną Agnieszka Wiśniewska z Krytyki Politycznej.
To tyle autopromo. Następny tekst będzie normalny, przynajmniej jak na ten blog.
piątek, 7 listopada 2014
Polin. Muzeum Historii Żydów Polskich. Wątki ostrowieckie
Przede wszystkim: wystawa jest imponująca. I m p o n u j ą c a. Sądziłam, że ludzkość przestała próbować ogarnąć całą wiedzę umysłem, encyklopedią, biblioteką; że od XIX w. godzimy się na fragmentaryczność. Jednak Muzeum Historii Żydów Polskich w dziedzinie, którą się zajmuje, ma właśnie takie aspiracje. I rzeczywiście mam wrażenie, że na wystawie jest wszystko, co być powinno.
Dyrektor Dariusz Stola na spotkaniu z organizacjami pozarządowymi wspomniał, że muzeum przygotowało już kilkanaście tras po wystawie. I że na wystawie jest dziesięć tysięcy stron tekstu, umieszczonego na multimedialnych urządzeniach, ścianach, obiektach... No właśnie – muzeum jest tak ogromne, że można je zwiedzać jak miasto: oglądasz różne miejsca i budynki, ale i tak masz poczucie, że następnym razem znajdziesz coś, co cię zaskoczy. Możesz też przygotować sobie trasę tematyczną. Kobiety w kulturze żydowskiej, narodziny i śmierć sztetli, żydowski handel. Z tej ogromnej wystawy, której nie da się dobrze poznać nawet w tydzień, możesz sobie ułożyć nową, własną opowieść.
Muzeum jest skoncentrowane na wiedzy, nie na zabytku. To, co je tworzy, to nie są zabytkowe przedmioty, ustawione chronologicznie w opisanych gablotkach. Jego treścią jest przede wszystkim opowieść, snuta z medialnym rozmachem. Od średniowiecznych fresków po komputerowe gadżety: ściany-ekrany, ekrany dotykowe, gry, projektory. Multimedialność na mnie aż takiego wrażenia nie robi, ale wiem, że to świetne narzędzie edukacyjne dla tych, dla których książka jest medium zbyt nudnym.
![]() |
| Opowieść o Żydach polskich jest snuta za pomocą multimediów, ekranów, dźwięków. Ale też za pomocą instalacji scenograficznych, wykonanych historycznymi technikami ciesielskimi czy malarskimi. |
Powiedziałam, że zabytków tu mało. Rzeczywiście, to jest muzeum opowieści i scenografii. Ale autentyk też jest tu obecny, i to jak! Budynek stoi w sercu dawnej żydowskiej Warszawy i jest rekonstrukcją tego serca. Jedna z instalacji przedstawia przedwojenną ulicę Zamenhofa w skali jeden do jednego. Ta zrekonstruowana ulica biegnie dokładnie tędy, którędy biegła przed wojną... Budynek stoi też w miejscu późniejszego getta. Dokładnie tu, w tym miejscu, ginęli żydowscy powstańcy. Przy wejściu do muzuem umieszczona jest mezuza, wykonana z cegły ruin żydowskich Nalewek.
Ostrowieckie wątki
Nie byłabym sobą, gdybym na wystawie nie rozglądała się za Ostrowcem. I rzeczywiście nasze miasto pojawia się dwa czy trzy razy.
Znajdziemy Ostrowiec na imponującej mapie w galerii Paradisus Iudaeorum. Wynika z niej, że w 1765 r. Ostrowiec był jedną z 1200 gmin żydowskich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ale Żydzi mieszkali w Ostrowcu już 150 lat wcześniej, sprawdziłam w "Żydach ostrowieckich. Zarysie dziejów". W XVII w. istniała już synagoga i cmentarz żydowski.
![]() |
| Zrekonstruowana drewniana bożnica z Gwoźdźca - do obejrzenia przez Google Street View. Ostrowiecka synagoga należała do tego samego typu budowli |
Ostrowiec pojawia się także w galerii Zagłada na mapie dystryktu radomskiego Generalnej Guberni. Znajdziemy go też w przygnębiającym spisie gett na ziemiach polskich.
![]() |
| Meyer Kirshenblatt, Market day (Dzień targowy). |
Środa była w Opatowie dniem targowym. Wszyscy czekali na ten dzień z wytęsknieniem. Większość spraw na cały tydzień była załatwiana w środę. Chłopi z bliska i daleka wypełniali miasteczko, aż trzeszczało w szwach. Miasto było przepełnione koniami i furmankami. Niektórzy chłopi przyjeżdżali bardzo wcześnie, żeby moc sobie wybrać dobre miejsce do handlu. Przywozili swoje produkty, żywność i zwierzęta.
Były trzy miejsca targowe: rynek, mały rynek naprzeciwko naszego domu; targ bydlęcy na targowisku, na obrzeżach miasta, blisko cmentarza żydowskiego. Na rynku sprzedawano drób, płody, surowce i rękodzieło.
niedziela, 12 października 2014
Mapa likwidacji getta ostrowieckiego
To, co napisałam w ostatnim poście, przeniosłam na mapę (a przy okazji przetłumaczyłam na angielski).
Likwidacja getta w Ostrowcu Świętokrzyskim // The liquidation of the Ostrowiec ghetto
I znów mam wiele pytań: którędy przez Ostrowiec szedł marsz, ostatni marsz 11 tysięcy ostrowczan prowadzonych na śmierć? Którędy doszli z Sienkiewicza do skrzyżowania Alei z Kilińskiego (tu widział ich Stanisław Kosicki)? Gdzie wsiadali do pociągów? Tam, gdzie dużo bocznic? Tu, gdzie dzisiejsze perony? A może gdzieś przy hucie?
Ten marsz, te pociągi - to było dokładnie 72 lata temu. 12 października 1942.
Przypomnę więc, jak to wyglądało. Opisuje AK-owiec Stanisław Kosicki w książce "Wojna, wojna, wojenka":
Szaulisi to litewska organizacja paramilitarna. W czasie wojny kolaborowała z hitlerowcami. Szaulisi asystowali przy likwidacji gett w wielu miastach Generalnej Guberni, w tym w Ostrowcu.
Ciekawa jest też rola ostrowczan - gapiów, którzy "w pośpiechu podejmowali porzucone dobro. Pewnie, aby przechować". Sądzę, że to z powodu tego dobra porzuconego i podjętego, "pewnie, aby przechować" - nie tylko tobołków, ale też domów i warsztatów - mamy problemy z pamięcią o żydowskich ostrowczanach. Ale to temat na osobny artykuł.
Likwidacja getta w Ostrowcu Świętokrzyskim // The liquidation of the Ostrowiec ghetto
I znów mam wiele pytań: którędy przez Ostrowiec szedł marsz, ostatni marsz 11 tysięcy ostrowczan prowadzonych na śmierć? Którędy doszli z Sienkiewicza do skrzyżowania Alei z Kilińskiego (tu widział ich Stanisław Kosicki)? Gdzie wsiadali do pociągów? Tam, gdzie dużo bocznic? Tu, gdzie dzisiejsze perony? A może gdzieś przy hucie?
Ten marsz, te pociągi - to było dokładnie 72 lata temu. 12 października 1942.
Przypomnę więc, jak to wyglądało. Opisuje AK-owiec Stanisław Kosicki w książce "Wojna, wojna, wojenka":
I nadszedł dzień, gdy od rana zaczęto przeganiać Żydów na rampę kolumnami po kilkaset osób przez całe miasto, głównymi ulicami. Musieli iść w szyku trójkowym, po wojskowemu. Zwykle przody tych kolumn utrzymywały, jako tako, ten narzucony szyk, lecz w ogonie wlokły się luźne grupki, głównie starsi, chorzy, zniedołężniali, wycieńczeni głodem, wprost słabi. Jedni pomagali drugim. Coraz to ktoś upadł, pomagano mu stanąć na nogach i wlec się dalej. Nierzadko osuwał się samotny, któremu nikt nie towarzyszył. Starał się podnieść. Rzadko skutecznie. Pędzone kolumny otaczali Szaulisi z karabinami w rękach. Kto odstawał od kolumny żegnał się z życiem. Strzał skracał mękę, dawał wyzwolenie. Huk strzału, a licznie strzelano, podrywał innych, wykrzesywał z nich resztki sił. Rwali do przodu, podbiegali, krzyk i lament niósł się daleko. Za chwilę znów przystawali, tracąc siły i nadzieję. Widziałem padających na kolana. Nieruchomieli w tej pozycji w oczekiwaniu na zbawienną kulę. Wokół kolumny biegali podochoceni alkoholem Szaulisi, bili pejczami i z lubością mierzyli do maruderów. Chodnikami szli nieliczni esesmani, szupowcy, gestapowcy w uniformach i po cywilnemu. Zatrzymywali się zapalali papierosy, wymieniali uwagi. Lecz do pędzenia i zabijania się nie wtrącali.
Za kolumną pozostawały na jezdni ciemne plamy trupów, kałuże krwi i dziesiątki waliz, kufrów, paczek, zawiniątek, tobołów, wypełnionych worków. Wzdłuż domów przemykali nieliczni przechodnie, niemi i bezsilni świadkowie tego marszu na spotkanie śmierci, wprost mordu. Nie brakowało gapiów. Ja też do nich należałem. Gdy nas zawiadomiono co się dzieje, natychmiast wybiegliśmy z biura. Staliśmy przy rogu ulicy Kilińskiego. Kolumny ciągnęły Aleją Trzeciego Maja, w stronę mostu na Kamiennej i dalej wzdłuż torów, do podstawionych tam wagonów. Pędzeni Żydzi śpiewali pieśni, można domyślać się, że nabożne. Zagłuszały je lament, jęki, wrzaski oprawców. Cichło w chwilach strzałów, lecz już po chwili znowu intonowano gremialny śpiew. Widziałem też, jak po przejściu takiej kolumny, ludzie wbiegali na jezdnię i w pośpiechu podejmowali porzucone dobro. Pewnie, aby przechować?... Eskortujący, ani gestapowcy nie zwracali na to uwagi.
Tego dnia pędzono ludzi aż do zmroku. I wiem jedno: widoku tego nie pozbędę się do końca mych dni. Zadomowił się w świadomości i wielokrotnie powraca, jak dopiero co przeżyty koszmar.(Cytat dzięki blogowi Żydowski Ostrowiec.)
Szaulisi to litewska organizacja paramilitarna. W czasie wojny kolaborowała z hitlerowcami. Szaulisi asystowali przy likwidacji gett w wielu miastach Generalnej Guberni, w tym w Ostrowcu.
Ciekawa jest też rola ostrowczan - gapiów, którzy "w pośpiechu podejmowali porzucone dobro. Pewnie, aby przechować". Sądzę, że to z powodu tego dobra porzuconego i podjętego, "pewnie, aby przechować" - nie tylko tobołków, ale też domów i warsztatów - mamy problemy z pamięcią o żydowskich ostrowczanach. Ale to temat na osobny artykuł.
piątek, 10 października 2014
Likwidacja getta ostrowieckiego - to było 72 lata temu
11-12 października 1942 roku zginęła społeczność Żydów ostrowieckich. Jedenaście tysięcy osób wysłano na śmierć do Treblinki, tysiąc albo dwa tysiące zginęło na miejscu. Część ocalała chowając się, część została, by pracować. Sztetl Ostrowiec przestał istnieć.
Tak opisuje te wydarzenia księga pamięci Żydów ostrowieckich.
A jak likwidacja i dni ją poprzedzające wyglądały z perspektywy mieszkańca getta? Opowiada Berel Blum, syn powroźnika (czyli producenta sznurów i lin):
Opowiada Berel Blum:
Grób zbiorowy na Kirkucie
Ci, którzy zostali na Rynku, mieli przed sobą dwie drogi: śmierć na miejscu albo wywózkę do Treblinki i śmierć. Blum mówi, że na Rynku zabito ośmiuset ludzi, ale źródła historyczne mówią o tysiącu lub dwóch tysiącach. I raczej o zabijaniu na Kirkucie, gdzie znajduje się grób zbiorowy, niż na Rynku.
Tak o likwidacji opowiada mieszkanka Kolonii Robotniczej, której babcia mieszkała w czasie wojny przy rynku, przy ul. Starokunowskiej:
Dziedziniec podstawówki przy Sienkiewicza – ostrowiecki Umschlagplatz
Według księgi pamięci Żydzi zostali zapędzeni na dziedziniec szkoły podstawowej nr 4 przy Sienkiewicza i przetrzymywani "bez kropli wody ani łyżki zupy" do momentu wywózki, we wtorek. Według wspomnień Bera Pancera ("Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów") spędzili tam tylko jedną deszczową noc.
Nic dziwnego, że jedni mówią to, a drudzy tamto. Chyba nikt z tej grupy nie przeżył wywózki, więc kto miałby opowiedzieć, jak to naprawdę było? Nie przeprowadzono też jakichś szeroko zakrojonych badań nad tym tematem. Tak jakby nic wielkiego się nie stało. Dziś za szkołą znajduje się nowoczesne boisko.
Aleją przez most na Kamiennej do torów. Do Treblinki
Kto zna Ostrowiec, ten wie, że podstawówka czwórka jest dość oddalona od torów. Którędy Żydzi byli prowadzeni? Ze wspomnień Stanisława Kosickiego wynika, że Aleją 3 Maja.
Kosicki szczegółowo opisuje przemarsz kolumn; widać, że był naocznym świadkiem. Żydzi byli gonieni w szyku trójkowym, ale wielu było zbyt zmęczonych i wygłodzonych, by iść równo. Szli śpiewając pieśni, chyba religijne. Ci, którzy się zatrzymywali, byli zabijani. Za kolumną na Alei 3 Maja zostawały trupy, walizy i tobołki.
Jedni Polacy uciekali z tego miejsca, prześlizgując się pod budynkami, inni wybiegali na jezdnię i zbierali ten porzucony dobytek. Sam autor wspomnień razem z innymi wyszedł z biura i dołączył do gapiów.****
Przemarsz trwał przez cały dzień, od rana do zmroku. Żydów pakowano do podstawionych wagonów. Tego dnia faszyści wywieźli ich do Treblinki.
Wiele niewiadomych
Może zwróciliście uwagę na niespójności między tekstami. Dla Bluma likwidacja zaczęła się w niedzielę koło południa, ale właściwie to już w sobotę, zaś według księgi pamięci – w niedzielę. Niedziela jako dzień początku wydaje się zresztą jedynym pewnym punktem, powtarza się w wielu wspomnieniach. Niestety, same daty są różne. Ja podałam 11-12 października, bo ta wersja jest najpopularniejsza, a do tego 11 października 1942 r. to była niedziela. Tę datę podaje też książka "Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów". Ale księga pamięci Żydów ostrowieckich mówi, że likwidacja zaczęła się "pierwszego dnia miesiąca cheszwan 5703 (10 października 1942)".
Jeszcze więcej nieścisłości jest w szczegółach. Czas, który spędzili wywożeni do Treblinki na dziedzińcu podstawówki, waha się od jednej nocy do półtorej doby. Różnie opisywany jest sposób, w jaki dotarli Żydzi do Starachowic. Także liczba pracowników huty, którą podaje Blum, raczej nie jest prawdopodobna.
Ani księga pamięci Żydów ostrowieckich, ani wspomnienia nie są w pełni wiarygodne, jeśli chodzi o daty, liczby i szczegóły faktów. Każde z nich było spisywane albo nagrywane po latach, a czas zniekształca pamięć. Sytuacji nie ratują historycy, autorzy książki "Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów". Oni też posiłkowali się bowiem wspomnieniami. I tak zostajemy z kilkoma wersjami wydarzeń.
To bardzo smutne. Likwidacja getta to największy mord w dziejach Ostrowca. Tego dnia zabito tu tysiąc albo dwa tysiące ludzi. W ciągu jednego dnia. A my nawet nie znamy pewnej daty ani miejsca pochówku. Większość z nas nie ma też świadomości, jak dramatyczne rzeczy działy się tego dnia na Rynku, Kirkucie, na Placu Floriana, na dziedzińcu podstawówki przy Sienkiewicza, na Alei. Tak, jakby nikogo to nie obchodziło. Jakbyśmy mieli ważniejsze rzeczy do pamiętania.
* "Ostrowiec. A monument on the ruins of an annihilated Jewish community" (zwana też księgą pamięci Żydów ostrowieckich). Tel Awiw 1971. S. 64.
** Blum, Berel Wywiad 466. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. http://sfi.usc.edu. Dostęp: 30 IX 2014 r. Tłumaczenie moje.
*** Kolonia Robotnicza - historia mówiona, Stowarzyszenie Kulturotwórcze Nie z Tej Bajki: http://koloniarobotnicza.wix.com/historiamowiona#!1939-1945/c1ky7.
**** Fragmenty książki Stanisława Kosickiego Wojna, wojna, wojenka można znaleźć na blogu zydowskiostrowiec.blogspot.com. O marszu do wagonów mówi czwarty akapit fragmentu.
Tak opisuje te wydarzenia księga pamięci Żydów ostrowieckich.
W niedzielę przed zmrokiem (...) miasto zostało otoczone przez SS-manów, Schutzpolizei, żandarmerię, policję litewską i polską. Żydowscy policjanci chodzili od drzwi do drzwi, rozkazując ludziom, żeby opuścili domy. Ci, którzy mieli pracę, mieli pójść na Plac Floriana, blisko Urzędu Miasta. Tym, którzy nie pracowali, kazano zgromadzić się na Rynku.Nastroje przed likwidacją
Nagle ze wszystkich stron rozległy się strzały. Starcy i dzieci zostali zastrzeleni na miejscu, dzieci ginęły na oczach rodziców, a rodzice na oczach dzieci. Chorzy w szpitalu zostali zastrzeleni w swoich łóżkach. (…) Ci bez pracy musieli stać na Rynku, być świadkami tego, jak ich ukochani bliscy są bestialsko mordowani.
Później zostali zabrani na dziedziniec polskiej szkoły podstawowej na Sienkiewicza. Tam przebywali aż do wtorku bez kropli wody ani łyżki zupy. We wtorek, w grupach 100-, 120-osobowych zostali przetransportowani do zamkniętych wagonów do Treblinki. Eskorta, goniąc nieszczęsnych Żydów do pociągów, zastrzeliła, zamordowała wielu z nich. Gdy zostali załadowani do pociągu, ich rzeczy zostały im zabrane; w końcu ściągnięto im ze stóp nawet buty.*
A jak likwidacja i dni ją poprzedzające wyglądały z perspektywy mieszkańca getta? Opowiada Berel Blum, syn powroźnika (czyli producenta sznurów i lin):
Wspominałem o panu Krongoldzie. Otóż Krongold miał kontrakt od Wehrmachtu. I, jak powiedziałem, on zakontraktował mojego ojca, a my podjęliśmy zlecenie. Gdy to się stało, to cała rodzina pracowała robiąc sznury. Mój ojciec, moi bracia. Wynajęliśmy też dziewczyny do pracy. Potrzeba było wielu rąk do pracy, bo produkowaliśmy liny robione ręcznie, a nie fabrycznie. Mieliśmy pozwolenie na opuszczanie getta - ci, którzy pracowali tam, gdzie robiliśmy liny. Więc ci, którzy pracowali, mogli wychodzić z getta do pracy i potem do getta wracać. Żydowscy policjanci stali przy bramach i wpuszczali, i wypuszczali. Taka sytuacja trwała przez jakiś czas. I może przez to, że wtedy życie w getcie nie wydawało nam się takie złe, to wyobrażaliśmy sobie... wydawało nam się, że może damy radę, że przeżyjemy. Nie sądziliśmy, że Niemcy coś nam jeszcze mogliby zrobić. Wehrmacht dobrze nam płacił. Dostawaliśmy tysiące marek, niemieckich marek. To trwało przez jakiś czas. Aż do decyzji, żeby zlikwidować Ostrowiec. Żeby zlikwidować Żydów ostrowieckich. Nie wierzyliśmy, że coś takiego jak to, co się stało, może się zdarzyć. Niemcy mieli takie plany, ale my o nich nie wiedzieliśmy.
Opowiem kilka dni przed likwidacją. To był piątek. Sprawy nie miały się dobrze. (Zaczyna płakać.) Wieści naprawdę były złe. Baliśmy się. Nie było dokąd uciec, bo byliśmy otoczeni.
Likwidacja zaczęła się w sobotę. W sobotę zobaczyliśmy, żę przyjeżdżają ciężarówki z policją, wojskiem, Litwakami, Ukraińcami. To naprawdę nie zapowiadało się dobrze.**
Opowiada Berel Blum:
W niedzielę zapukano do naszych drzwi i powiedziano nam, że każdy może zabrać ze sobą dziesięć kilo dobytku i że wszyscy mają się zgromadzić na Rynku.
To żydowscy policjanci pukali do drzwi i mówili, żeby się pakować. Pukali do każdego żydowskiego domu. Tak to się zaczęło.
Jak się czuliśmy? Nie wiedzieliśmy, co robić. Nawet nie pożegnaliśmy się ze sobą.
Pamiętam, że ojciec miał pieniądze, dał każdemu dziecku kilka dolarów. Ojciec z matką postanowili się schować w piwnicy. Chwilę wcześniej weszli do kryjówki, mieli takie miejsce w piwnicy. Mówili, że młodzi powinni iść pod urząd miasta - dostaną pracę i przeżyją.
Z trzema braćmi dotarliśmy do urzędu miasta. (Płacze.) Ale młodszy brat i siostra uwięźli na Rynku. Jak tam trafiłeś, to już nie mogłeś się wydostać. Tysiąc Litwinów zrobiło pierścień, otoczyło Rynek. A my staliśmy przed urzędem i czekaliśmy, co się wydarzy.
A mieliśmy wtedy w mieście dużą fabrykę, hutę. W hucie pracowało wtedy piętnaście tysięcy ludzi (!), w tym ośmiuset Żydów. No i przyszedł jakiś człowiek i zaczął wywoływać po nazwiskach. Coś jakby brygadzista. Wywołał tych ośmiuset. A my staliśmy od rana na ulicy bez jedzenia i picia. Dopiero koło czwartej po południu...
Obok mnie stali [bracia] Szlomo, Josek (?) i Habiasz (?). Ale zauważyliśmy, że Szlomo zniknął. Zaczęliśmy się zastanawiać: czy on by nam nie powiedział, gdyby znalazł drogę ucieczki? Nie powiedziałby braciom? Ale nie mogliśmy go znaleźć. Później powiem, jak się z powrotem spotkaliśmy.
Dopiero koło czwartej po południu Niemcy przyjechali ze Starachowic. Starachowice to miejscowość jakieś trzydzieści kilometrów od Ostrowca. Wciąż dźwięczy mi w uszach, jak mówią do człowieka zarządzającego likwidacją, że będą potrzebować stu dziesięciu ludzi. A tam stało kilka tysięcy. I ten człowiek zaczął wybierać ludzi. Dwóch braci moich przyjęli, ale kiedy ja się zbliżyłem, to mnie odepchnęli. (Zaczyna płakać.) Ale coś nie dawało mi spokoju, słyszałem głos w swojej głowie: nie poddawaj się! Więc przeszedłem na drugą stronę chodnika i wepchnąłem się tyłem do grupy wybranych, było ich już około pięćdziesięciu, wsunąłem się w środek, między moich braci, i Niemcy mnie nie zauważyli. Zamiast 110 mieli zatem 111 ludzi.
Pomaszerowaliśmy do huty i czekaliśmy na pociągi do Starachowic. Była piąta po południu. Dowiedzieliśmy się, że Niemcy tego dnia na Rynku zastrzelili ośmiuset ludzi.**Dziś na Placu Floriana jest parking, na Rynku zaś są dwa upamiętnienia: pomnik trzydziestu Polaków, powieszonych kilkanaście dni przed likwidacją getta, i tablica na pamiątkę mszy, która odbyła się, gdy w Polsce był Jan Paweł II.
Grób zbiorowy na Kirkucie
Ci, którzy zostali na Rynku, mieli przed sobą dwie drogi: śmierć na miejscu albo wywózkę do Treblinki i śmierć. Blum mówi, że na Rynku zabito ośmiuset ludzi, ale źródła historyczne mówią o tysiącu lub dwóch tysiącach. I raczej o zabijaniu na Kirkucie, gdzie znajduje się grób zbiorowy, niż na Rynku.
Tak o likwidacji opowiada mieszkanka Kolonii Robotniczej, której babcia mieszkała w czasie wojny przy rynku, przy ul. Starokunowskiej:
Babcia opowiadała: „Wszystkim Polakom, którzy tu mieszkali było zapowiedziane i napisane, że nie wolno przez ten czas wychodzić. Musieliśmy siedzieć w chałupie. Na kirkucie się to działo. Przyprowadzali, strzelali, dół był z wapnem. Tych trupów układali w stosy, a potem czymś ich polali i myśmy patrzyli, a to tak się, jakby szło, jakby szło. Mówiliśmy - Jak to jest?! Babcia z dziadkiem i mama tak mi mówili, że to tak po prostu schodziło. To był taki ogromny stos, to było nie do opisania. Jęki, krzyki, tam nie wszyscy byli martwi. Nam skóra cierpła. Baliśmy się w ogóle wyjść. Kogo zobaczyli, to strzelali bez ostrzeżenia. A ta kupa tak się zmniejszała, zmniejszała. Nie wiem, czym to polali. Baliśmy się nawet potem pójść i zobaczyć. Ale po dwóch dniach czy trzech, jak nam nie wolno było chodzić, to to znikło. Tak kupa ciał. Ale to było, dziecko, straszne!” ***Po wojnie część żydowskich grobów została ekshumowana, ale nigdy nie słyszałam o pracach wokół tego największego, kryjącego tysiąc lub dwa tysiące zabitych. Dziś nie jest on w żaden sposób oznaczony. W tym miejscu jest park.
| Kikut. Gdzieś tu jest grób zbiorowy. Być może rowerzysta właśnie po nim przejeżdża. |
Dziedziniec podstawówki przy Sienkiewicza – ostrowiecki Umschlagplatz
Według księgi pamięci Żydzi zostali zapędzeni na dziedziniec szkoły podstawowej nr 4 przy Sienkiewicza i przetrzymywani "bez kropli wody ani łyżki zupy" do momentu wywózki, we wtorek. Według wspomnień Bera Pancera ("Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów") spędzili tam tylko jedną deszczową noc.
Nic dziwnego, że jedni mówią to, a drudzy tamto. Chyba nikt z tej grupy nie przeżył wywózki, więc kto miałby opowiedzieć, jak to naprawdę było? Nie przeprowadzono też jakichś szeroko zakrojonych badań nad tym tematem. Tak jakby nic wielkiego się nie stało. Dziś za szkołą znajduje się nowoczesne boisko.
Aleją przez most na Kamiennej do torów. Do Treblinki
Kto zna Ostrowiec, ten wie, że podstawówka czwórka jest dość oddalona od torów. Którędy Żydzi byli prowadzeni? Ze wspomnień Stanisława Kosickiego wynika, że Aleją 3 Maja.
Kosicki szczegółowo opisuje przemarsz kolumn; widać, że był naocznym świadkiem. Żydzi byli gonieni w szyku trójkowym, ale wielu było zbyt zmęczonych i wygłodzonych, by iść równo. Szli śpiewając pieśni, chyba religijne. Ci, którzy się zatrzymywali, byli zabijani. Za kolumną na Alei 3 Maja zostawały trupy, walizy i tobołki.
Jedni Polacy uciekali z tego miejsca, prześlizgując się pod budynkami, inni wybiegali na jezdnię i zbierali ten porzucony dobytek. Sam autor wspomnień razem z innymi wyszedł z biura i dołączył do gapiów.****
Przemarsz trwał przez cały dzień, od rana do zmroku. Żydów pakowano do podstawionych wagonów. Tego dnia faszyści wywieźli ich do Treblinki.
Wiele niewiadomych
Może zwróciliście uwagę na niespójności między tekstami. Dla Bluma likwidacja zaczęła się w niedzielę koło południa, ale właściwie to już w sobotę, zaś według księgi pamięci – w niedzielę. Niedziela jako dzień początku wydaje się zresztą jedynym pewnym punktem, powtarza się w wielu wspomnieniach. Niestety, same daty są różne. Ja podałam 11-12 października, bo ta wersja jest najpopularniejsza, a do tego 11 października 1942 r. to była niedziela. Tę datę podaje też książka "Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów". Ale księga pamięci Żydów ostrowieckich mówi, że likwidacja zaczęła się "pierwszego dnia miesiąca cheszwan 5703 (10 października 1942)".
Jeszcze więcej nieścisłości jest w szczegółach. Czas, który spędzili wywożeni do Treblinki na dziedzińcu podstawówki, waha się od jednej nocy do półtorej doby. Różnie opisywany jest sposób, w jaki dotarli Żydzi do Starachowic. Także liczba pracowników huty, którą podaje Blum, raczej nie jest prawdopodobna.
Ani księga pamięci Żydów ostrowieckich, ani wspomnienia nie są w pełni wiarygodne, jeśli chodzi o daty, liczby i szczegóły faktów. Każde z nich było spisywane albo nagrywane po latach, a czas zniekształca pamięć. Sytuacji nie ratują historycy, autorzy książki "Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów". Oni też posiłkowali się bowiem wspomnieniami. I tak zostajemy z kilkoma wersjami wydarzeń.
To bardzo smutne. Likwidacja getta to największy mord w dziejach Ostrowca. Tego dnia zabito tu tysiąc albo dwa tysiące ludzi. W ciągu jednego dnia. A my nawet nie znamy pewnej daty ani miejsca pochówku. Większość z nas nie ma też świadomości, jak dramatyczne rzeczy działy się tego dnia na Rynku, Kirkucie, na Placu Floriana, na dziedzińcu podstawówki przy Sienkiewicza, na Alei. Tak, jakby nikogo to nie obchodziło. Jakbyśmy mieli ważniejsze rzeczy do pamiętania.
*
* "Ostrowiec. A monument on the ruins of an annihilated Jewish community" (zwana też księgą pamięci Żydów ostrowieckich). Tel Awiw 1971. S. 64.
** Blum, Berel Wywiad 466. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. http://sfi.usc.edu. Dostęp: 30 IX 2014 r. Tłumaczenie moje.
*** Kolonia Robotnicza - historia mówiona, Stowarzyszenie Kulturotwórcze Nie z Tej Bajki: http://koloniarobotnicza.wix.com/historiamowiona#!1939-1945/c1ky7.
**** Fragmenty książki Stanisława Kosickiego Wojna, wojna, wojenka można znaleźć na blogu zydowskiostrowiec.blogspot.com. O marszu do wagonów mówi czwarty akapit fragmentu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









