środa, 3 grudnia 2008

Zachęta zniechęca: koncert Grupy Kot

Idę wczoraj do Zachęty, żeby kupić archiwalny "Czas Kultury" z płytą Grupy Kot - a tu na drzwiach księgarni ogłoszenie (zwykły wydruk):

2 grudnia o 19:00
w sali kinowej
odbędzie się promocja
filmów Łyżki Czyli Chilli
(4DVD).
Dziś cena promocyjna 87 zł.

Dwie godziny później wchodzę do rzeczonej kinowej sali, a tu znowu ogłoszenie:

Przyjdź i pomaluj ścianę w Zachęcie!!!
6 grudnia (sobota) od godziny 21:00
...
koncerty:
21:15 KOT (sale wystawowe)
...

Zeźliłam się trzykrotnie.

Raz, bo płyta Grupy Kot była głupawo dołączona do numeru tematycznego o zwierzętach.

Dwa, bo o spotkaniu z Trzosem, Waciakiem i Mendykiem (na którym na żywo za pomocą petard i wiertarki przygotowywali ciasto :) ) dowiedziałam się przypadkiem w ostatniej chwili, choć przecież kilka godzin wcześniej byłam na stronie festiwalu Weź to wyłącz.

Trzy, bo info o koncercie Kota było tak zmyślnie zakitrane, że o mały włos bym je przegapiła.

To tak specjalnie? żeby na imprezę przyszło kilkanaście osób, czy co? Wiem, że nie, ale takie myśli się pojawiają. Szczególnie teraz, gdy na stronie www Zachęty nie mogę znaleźć zapowiedzi sobotniego wydarzenia, bo nawigacja taka przekombinowana.

Zacytuję więc sama siebie, choć cytowanie siebie samej to już totalny kanał:

przymierzałam się do kupienia "Czasu Kultury" z płytą Grupy Kot. Bo oni na mnie zrobili też ogromne wrażenie - z tą autorytarną dyrygento-gestykulacją Wojciecha Bąkowskiego o aparycji faszysty. Z tymi biednymi magnetofonami, czarno-brązowymi ciuchami i z chamskim tekstem:
"no
to nie jest śmieszne
śmieszne są pedały
i heinemedin
że ktoś tak chodzi głupio".

No.

Tę gestykulację ktoś nazywa "audioperformance". Pewnie po to, żeby uzasadnić obecność Kota w salach Zachęty - dodam, bom złośliwiec i bom się na Zachętę zeźliła.

A aparycja faszysty wygląda mniej więcej tak:


No.

Ponieważ ten post jest sponsorowany przez utrudnione docieranie do informacji, to nie wkleję linka do Grupy Kot na majspejsie. Znajdź sam. A jak nie pójdziesz na ten koncert, to pamiętaj, że

mamy kolekcję złych napisów kupą
o tobie

o twojej matce i siostrze.

7 komentarzy:

patataj pisze...

Też tego nie widzę na stronach Zachęty... I oni w salach wystawowych będą występować? Ciekawe, ciekawe. A ja jakoś zapomniałem że te Czasy Kultury stare są w takich miejscach jak Zachęta i zamówiłem ten numer przez internet, teraz pewnie będzie szło i szło.

Monia pisze...

O, faktycznie tutaj zaglądasz! Miło mi. W takim razie w konfidencji zdradzę, że po Kocie podobno zagra Psychocukier. :)

iammacio pisze...

ja tez chce ten numer pisemka z plyta kota! szczegoly szczegoly pliz!!!

Monia pisze...

To jest nr 6 z 2007 roku z zebrą na okładce. Btw, "Czas kultury" to nie żadne tam "pisemko", jeno rzecz aspirująca do nazwy "periodyk" :P.

patataj pisze...

Ech ta Zachęta. Wyglądało trochę jakby jakaś pani w garsonce się napięła, żeby zrobić wyluzowany wernisaż. Czyli piwo w plastikowych kubkach, okrągłe znaczki z nazwą wystawy do przypięcia gdzie kto chce i ściana do bezmyślnego pomazania sprejem. Wielkie łoł. Do tego wystawa słaba, warunki do koncertów nienajlepsze, występ Kota gorszy niż poprzedni (dopiero pod koniec się trochę rozkręcili), no i ten psychocukier, psiamać, dawał po bębenkach, ale żeby gdzieś głębiej dać to już nie bardzo... Wszystko razem było mocno rozczarowujące. Wspaniała pożywka dla mojego wiecznego malkontenctwa.

iammacio pisze...

@pisemko

to takie pieszczotliwe określenie było. za konkret info dzięki bardzo.

@zachęta zniechęca

mnie najbardziej bolał brak spójnej wizji. obok rzeczy genialnych (warhol bribes art) były rzeczy mocno dyskusyjne (wideo instalacja z drzewem w roli głownej) i słabe (ściana dla publiczności, która sprowadzała się do wyścigu kto pierwszy napisze dupa). widzę pewien zalazek idei - instrumentalne podejscie do sztuki (warhol), artysta jako instrument (tu wpisuje performance bąkowskiego i ów nięszczesny video art) - acz smiem tierdzic ze calosc jak to sztuka pozostala nie zrozumiana.

Monia pisze...

Żal mi było Grupy Kot. To nie było miejsce na tę muzykę: na sali hałas, akustyka fatalna, za jasno... Tak, koncert na The Song Is You był lepszy - ale imho dlatego, że warunki były lepsze. Mieli szansę zagrać dla milczącej publiczności, przynajmniej teoretycznie skupionej, w teatralnej sali.

A co do samej wystawy: w muzeach i galeriach zwykle wolę oglądać ludzi niż to, co artyści wymyślili. Tym razem to, co zobaczyłam, wprawiło mnie w popłoch. Miałam wrażenie, że jako jedyna na imprezę przyszłam samotnie. Pewnie słuszne. Wystawy nie obejrzałam, bo postanowiłam, że w takich warunkach nie będę pracować. Po Grupie Kot od razu zwiałam, gdzie pieprz rośnie.