poniedziałek, 20 lutego 2012

Mitologiczna moc Warszawy, czyli rozwarszawianie się

Na debacie o tożsamości Warszawy Paweł Dunin-Wąsowicz powiedział: "do Warszawy przyjeżdżają najlepsi albo tacy, którzy za najlepszych się uważają". W związku z tym przypomniało mi się cudowne słowo rozwarszawiać się (funkcjonuje chyba raczej poza Warszawą, ciekawe czemu). Świetnie opisuje to, jak mieszkańcy Warszawy są widziani z zewnątrz, bo rozwarszawiać się znaczy "rozpychać się, zajmować za dużo miejsca, być zbyt pewnym siebie".

Na zdrowy rozum Warszawa nie powinna tak się wyróżniać. W Polsce istnieją "regionalne centra wzrostu", mówiąc po ludzku, te mniejsze miasta nie są takie małe, jak to się zdarza w innych europejskich krajach.

A jednak to w Warszawie trzeba się znaleźć, żeby stać się widocznym – to znaczy, taki jest mit Warszawy. Ten mit świetnie widać w you-tube'owych filmikach Sióstr Knyś: dziewczyny mieszkają na prowincji, Klaudia tańczy, Jolka śpiewa, oczywiście we wsi, w której żyją, nikt ich nie zauważa. One chyba wcale tym się nie przejmują, za to dołują się myślą, że "w Warszawie to w ogóle nas wszyscy wyśmieją" (tu). Któregoś dnia dziewczyny jadą do Warszawy i szukają siedziby „Dzień Dobry TVN”, bo Jolka chce poznać kogoś i zrobić karierę (tu). Oczywiście wszystko przerysowane, jak to w fikcji, ale jest też ziarenko prawdy.

Do Warszawy jedzie się zaprotestować przeciwko na ulicach; do telewizji pokazać, że „mam talent”; szukać pracy i przy okazji niesprecyzowanego szczęścia. Zaryzykowałabym tezę, że Warszawa – właśnie przez to, że według tych wyobrażeń jest to miejsce mocne, jakościowo lepsze (hm, pasowałby mi tu jakiś cytacik z Eliadego) – jest postrzegana jako centrum w sensie antropologicznym, pępek świata, nasz mały polski axis mundi. A może nie, może jako anus mundi, rozsadnik rozwarszawiaczy? Co o tym myślicie? Pytam szczególnie tych, którzy patrzą (albo patrzyli kiedyś, pozdrowienia dla imigrantów) z zewnątrz albo znają cytaciki z Eliadego.

Ale, jak mawia Paulo C., sens jest w tym, żeby iść, a nie dojść. Kiedy już się tutaj jest, okazuje się, że jest to miejsce jak każde inne, żaden tam pępek. Mamtalentów jest tutaj na pęczki i zajmują się oni, tak jak w całym kraju, głównie sprzedawaniem marchwi z groszkiem w sklepach z garmażem, art directorki palą w piecach porąbanymi futrynami ze zdemontowanych okien (to znowu anegdota Dunina-Wąsowicza z tej samej debaty), a szczęścia jest z tego całego warszawskiego ruchu tyle, co kot napłakał. Nic specjalnego.

I tylko "Dzień Dobry TVN" mówi stąd radośnie na całą Polsce, że „Reni Jusis urodziła cureczkę”.



Żeby oddać sprawiedliwość wszystkim uczestnikom debaty: szczególnie super rzeczy mówiły Kaja Malanowska i Bogna Świątkowska, które spierały się trochę z Markiem Kochanem, też imponującym retorycznie. Byli też Joanna Frużyńska i Bohdan Sławiński. Wszystko poprowadził Xawery Stańczyk z "Res Publiki Nowej".

2 komentarze:

Anna Wołoncewicz pisze...

Pani piosenkarka chyba urodziła córeczkę?
Mój nieżyjący już mąż używał słowa "rozwarszawiać" z znaczeniu być rozrzutnym, rozpychać się, zajmować za dużo miejsca niż się należy itp.

Monika Pastuszko pisze...

Urodziła córeczkę, ale TVN poinformowało, że cureczkę;) Tutaj zdjęcie ekranu z bykiem: http://namonciaku.pl/3miasto/1,113055,11106609,TVN___Reni_Jusis_urodzila_CURECZKE_.html