sobota, 21 września 2013

Dwie albo trzy ostrowieckie historie z architekturą w tle

Pierwsza historia to cykl zdjęć „Pozdrowienia z Ostrowca” Wojtka Mazana. Cykl to tak naprawdę zestawienia zdjęć – dyptyki typu „kiedyś” i „teraz” albo „znajdź 5 różnic". Na zdjęciach jest architektura PRL-owska, Gierkowska, źle urodzona. Pierwsze zdjęcie w zestawieniu to pocztówkowy widoczek z czasów świetności. Drugie to dzisiejsza fotografia, zrobiona z tego samego miejsca, w którym stał fotograf 40 czy 50 lat temu, o tej samej porze dnia, obiektywem o tej samej ogniskowej. Nie wnikając w szczegóły – zdjęcia podobne jak dwie krople wody. Tym lepiej widać, jak architektura się zmienia...

Ale co będę gadać, przeczytajcie mój tekst o wystawie w "Architekturze Muratorze", zajrzyjcie na tumblra Wojtka. Wystawę można oglądać w Ostrowcu w Pracowni Otwartej Kontrola Jakości co niedzielę w samo południe na oprowadzaniu kuratorskim, można też umawiać się telefonicznie. Koniec reklamy.
 
Zdjęcie: T. Hermańczyk, 1968,W. Mazan, 2012. Z cyklu "Pozdrowienia z Ostrowca". fot.  Wszelkie prawa zastrzeżone. Stąd.
Druga historia to debata „Jak ożywić rynek?”. Chodzi o rynek w Ostrowcu, który został skrytykowany w książce Grzegorza Piątka, Jarosława Trybusia, Marcina Kwietowicza "Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku". Zaczęło się od mojego listu do "Gazety Ostrowieckiej", a skończyło właśnie na debacie z prezydentem miasta, Marcinem Kwietowiczem, Romanem Rutkowskim i Agnieszką Wiśniewską. Na efekty trzeba poczekać, ale ja w międzyczasie miałam już jeden: odkryłam w sobie organizatorkę.

Ostrowiec.tv. Relacja z debaty do obejrzenia tutaj

Jakoś ostatnio interesuję się Ostrowcem. To naprawdę ciekawe miasto. Dużo tematów można tam znaleźć. W Warszawie oczywiście jest ich więcej, ale większość wyeksploatowana. Nawet zdjęcia robię częściej w Ostrowcu niż w Warszawie.


Warszawa jest jak McLuhanowskie gorące medium: wiele się tu dzieje, wystarczy tylko biernie śledzić. Widoki tutaj są zrobione z myślą o fotografującym; takie gotowce, że aż nie chce się wyciągać aparatu. Ostrowiec to medium zimne; nie ma tu gotowych widoków ani wydarzeń. Trzeba włożyć trochę wyobraźni, żeby wykrzesać z tego miasta obraz albo temat. A wydarzenie? Trzeba je zorganizować.

2 komentarze:

semucci aka Margo Comet pisze...

Niegdys entuzjastka bogini Dischordii, dzis zajmuje ja organizowanie ;-)

Monika Pastuszko pisze...

To tylko wyższy stopień wtajemniczenia - prawdziwa dyskordianka nie daje po sobie poznać, że hołduje bogini Eris. ;)