niedziela, 11 maja 2014

Rok 1968. Banicja Żydów

W 1968 roku miała w Polsce miejsce kampania antysemicka. Zakończyła się ona wyjazdem czy raczej wyrzuceniem Żydów z Polski. Żydzi dostali wówczas dokument podróży w jedną stronę, z adnotacją, że posiadacz tego dokumentu nie jest obywatelem Polski. To z tych czasów pochodzą zdjęcia, opublikowane wczoraj na blogu żydowskiostrowiec.blogspot.com.

Wszystko zaczęło się w 1967 roku, kiedy Izrael wygrał w wojnie 6-dniowej z krajami arabskimi. Kłopot w tym, że kraje te były sojusznikami ZSRR. Zaczęto więc wyrzucać z pracy tych, którzy cieszyli się z tego zwycięstwa. Jak wskazuje jeden z badaczy Feliks Tych, te polskie czystki antysemickie tym się różniły czystek w stalinowskiej Rosji, że Żydów nie skazywano na śmierć, tylko na banicję. Z kraju wyjechało wówczas 13 tys. Żydów i - jak pisze Tych - w ten sposób udało się przywrócić przedwojenny stan, w którym Żydom nie było wolno piastować stanowisk w administracji państwowej, w korpusie oficerów zawodowych i w szkolnictwie państwowym, zwłaszcza na szczeblu akademickim.

Nagonkę zaczęła przemowa Gomółki w sali kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. To było przemówienie na kongresie związków zawodowych w czerwcu 1967 i Janina Sobczak-Rustecka – wywodząca się z Ostrowca specjalistka od kwestii pracowniczych, o której pisałam w tekście „Fajga z synkem w kościele” – na żywo słuchała tej przemowy.
Ja widziałam Gomułkę w Sali Kongresowej, kiedy przemawiał, tysiąc kilkaset ludzi było. Z jaką pianą na ustach mówił na temat zwycięstwa w Izraelu, jak się Żydzi polscy cieszą. Z pianą na ustach! Miał referować pierwszy program reformy płac dla emerytur i rent. To na sprawę żydowską poświęcił 3 godziny, a na sprawę reformy emerytur i rent niecałe pół godziny.

Na górze: Janina Sobczak-Rustecka, © USC Shoah Foundation. Na dole: Ostrowiec 1968, fot. D. Kostkowski, http://zydowskiostrowiec.blogspot.com.

Sobczak-Rustecka, inaczej niż wielu Żydów, utrzymała swoją pracę – głównie dzięki mężowi, który w partii był ważną osobą. Jednak nagonka uderzyła w jej syna.
Mój syn był... studiował w Chinach. Handel zagraniczny w Chinach. Zrobił maturę w Polsce, mając niepełne 18 lat. Świetnie się uczyły moje dzieci. Mamusia też. Studiował w Chinach, znał chiński, znał japoński, znał rosyjski... zna. Polski, duński, i jeszcze tam jakieś. Pracował w handlu zagranicznym, jako kierownik zastępcy centrali... jakiej? chyba metalowej. I zaczęły się szykany - ponieważ ciągle wyjeżdzał za granicę - że ten to szuka, jakieś, gdzieś, coś. Nic nie znaleźli, ale on nie wytrzymał tych szykan i oddał na jakimś zebraniu partyjnym legitymację partyjną, złożył wypowiedzenie z pracy, powiedział: "do takiej partii ja należeć nie chcę, gdzie się dzieli ludzi na rasy", on już był dzielony. I wyszedł z tego zebrania. I połknął pastylki, miał przygotowane widocznie; to była próba samobójcza. Dwie doby go ratowano na Hożej. Dwie doby siedziałam przy nim razem z jego żoną. To, co przeżyła matka przez te dwie doby... Po tej walce wieloletniej o jego życie, siedząc i nie wiedząc, czy to dziecko stracone przez to, że był Żydem. Tylko jedyne jego przewinienie to było jego pochodzenie. Nic więcej nikt nie znalazł przeciwko niemu. Taka jest prawda.
Syn Janiny – ten sam, który jako dziecko lubił chodzić do kościoła, w 1968 dorosły, wykształcony mężczyzna – wystąpił z partii, stracił pracę, ponieważ był Żydem, i próbował popełnić samobóstwo. Potem miał wypadek, żona od niego odeszła, chorym opiekowała się matka.
Z pracy - już pracowałam nie w Instytucie Pracy, tylko w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy - bez wiedzy męża, on mówił "on cię wykończy, jak będziesz tak żyła jak żyjesz" - jeździłam, gotowałam, zakupy robiłam, wypadałam z autobusów, łamałam nogi, bo byłam załamana tym wszystkim, tymi przeżyciami. '68 rokiem. Tym, co się stało. Dźwięczały mi w uszach wrzaski, krzyki...
- Niemców? - pyta przeprowadzająca wywiad.
- Nie, Polaków. "Żydzi do Syjonu". Tak, Polaków. Ja przeżyłam ten rok... byłam bliska obłędu. Niektórzy myśleli, że chyba zwariowałam. Ja [ministrowi] Burskiemu powiedziałam, że w czasie okupacji nie nosiłam opaski, a dzisiaj to ją chyba założę. A jak przychodzili do mnie profesor Święcicki, profesor Andrzej Tymowski, to mówiłam: nie wchodźcie, was może spotkać jakaś przykrość. Żyłam odizolowana całkowicie. Żadnych zadań.
To były straszne czasy. Takie same prawie, jak za czasów okupacji, tylko nie groziła mi śmierć.
Syn Janiny w końcu wyemigrował na Zachód, a tam zmienił nazwisko na brzmiące żydowsko. Nie wrócił do panieńskiego matki Weintraub, lecz dodał żydowską końcówkę do wojennego fałszywego nazwiska, przy którym matka – i on – po wojnie już pozostali. Jakby miał serdecznie dość tego, że w Polsce żydowskie pochodzenie jest piętnem, a zarazem jakby nie chciał wracać do przedwojennego nazwiska i do polskiej przeszłości, wiążącej się z tym nazwiskiem ostrowieckiej rodziny żydowskiej. To cholernie smutne i nie chodzi mi tu o syna pani Sobczak, który w życiu dał sobie doskonale radę, tylko o Polskę. Bo 13 tysięcy osób to dużo.
Ja byłam na sali i widziałam tę wściekłość. "Jak się Żydom nie podoba, to mogą jechać, gdzie chcą. Nie ma u nas dwóch ojczyzn. Niech jadą do Izraela, do swojej ojczyzny". To słowa Gomółki! Na własne uszy słyszałam! Także '68 rok dał mi się we znaki nie mniej niż te kilka lat okupacji. Ale wracając do lepszych czasów... To był czas kompromitujący i Polaków - bardzo mocno, bo za słabo reagowali na to, co się działo - a dla Żydów, to nie umiem wytłumaczyć, ilu utalentowanych, wspaniałych ludzi musiało wyjechać. Mój syn jest na Zachodzie. Jest wykwalifikowanym fachowcem, jest na wysokim stanowisku.
Ambasada mu zaproponowała obywatelstwo polskie. Odmówił. Powiedział: - Nie. Wyście mnie wyrzucili i nigdy do Was nie wrócę jako wasz obywatel. Do Polski tak. Do Polski tak, Polskę kocham. Ale obywatelstwa polskiego nie chcę.
*

Informacje o genezie czystek antysemickich czerpałam z artykułu Feliksa Tycha "Marzec 1968. Geneza, przebieg i skutki kampanii antysemickiej lat 1967/68" w: "Następstwa zagłady Żydów. Polska 1944-2010" red. Feliks Tych, Monika Adamczyk-Grabowska. Lublin: UMSC i ŻIH 2011.
Więcej o wystąpieniu Gomółki w 1967 r.: http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/628796,Wladyslaw-Gomulka-nie-chcemy-by-w-naszym-kraju-powstala-piata-kolumna. Polecam też film dokumentalny Marii Zmarz-Koczanowicz ze scenariuszem Teresy Torańskiej „Dworzec Gdański”, o antysemickim '68 roku w Polsce.

Wszystkie cytaty i zdjęcie Janiny Sobczak-Rusteckiej pochodzą z wywiadu, znajdującego się w Visual History Archive, informacje o zbiorze: http://sfi.usc.edu, wyszukiwarka: http://vhaonline.usc.edu. Sobczak-Rustecka, Janina. Wywiad 7812. Visual History Archive. USC Shoah Foundation. Internet. Dostęp: 3 IV 2014 r.

10 komentarzy:

Wojtek Mazan pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Wojtek Mazan pisze...

Dobrze by było prześledzić rolę Moczara w tych wydarzeniach, dla którego - swoją drogę - Ostrowiec był matecznikiem

Anonimowy pisze...

Jedynym przewinieniem syna pani Ruteckiej wobec Polski była przynależność do PZPR !

Anonimowy pisze...

Szanowna Pani,

nie można bezkrytycznie cytować czyichś obłąkanych opinii, że rok 68 dał się osobie pochodzenia żydowskiego we znaki nie mniej niż lata okupacji. Są chyba jakieś granice absurdu! Okupacja to miliony trupów, a w 1968 nie zabito w Polsce ani jednego Żyda!

Nie nastąpiła też wtedy żadna "banicja Żydów". Banicja to wyjęcie spod prawa. Określenie tym mianem rozmaitych szykan (którym prócz Żydów podlegały w tamtym ustroju miliony Polaków) to demagogiczne nadużycie.

Natomiast samo zezwolenie na wyjazd z Polski większość obywateli PRL traktowała jako przywilej i nagrodę! Jest mało znanym faktem, że powstała wtedy w MSW nawet specjalna komórka mająca wyławiać Polaków, którzy udawali Żydów, by w ten sposób uzyskać zezwolenie na wyjazd.

To chyba zresztą jedyny wypadek w naszej historii, kiedy Polacy udawali Żydów. Zazwyczaj bywało odwrotnie.

Monika Pastuszko pisze...

Jeśli Polacy podszywali się w 1968 roku pod Żydów, to znaczy tylko tyle, że nie po raz pierwszy w historii próbowali skorzystać na prześladowaniach.

Co do słowa banicja - według słownika jest to kara polegająca na wygnaniu z kraju i pozbawieniu praw obywatelskich. Czyli dokładnie to, co spotkało Żydów.

A Janina Sobczak-Rustecka przeżyła i Holocaust, i 1968 rok. W wywiadzie opowiadała o tym, jak w tych dwu momentach życia się czuła. To w ogóle nie jest żadna opinia, obłąkańcza czy nie, tylko jej odczucie, które nie powinno podlegać ocenie.

Swoją drogą, na anonimy zwykle nie odpowiadam,więc jeśli chce Pan/Pani merytorycznie dyskutować, to proszę o podpisywanie się.

Marzena Zagrodzka pisze...

"Jeśli Polacy podszywali się w 1968 roku pod Żydów, to znaczy tylko tyle, że nie po raz pierwszy w historii próbowali skorzystać na prześladowaniach."

Czy Pani nie widzi, jakie niedorzeczności Pani wypisuje? Co to za "prześladowania", skoro ludzie sami się zgłaszają udając ofiary tych "prześladowań"? A jeśli Polacy skorzystali, to tym bardziej skorzystali Żydzi. Oni nie musieli udawać...

"Co do słowa banicja - według słownika jest to kara polegająca na wygnaniu z kraju i pozbawieniu praw obywatelskich. Czyli dokładnie to, co spotkało Żydów."

Proszę nie pisać nieprawdy. Nikt wtedy Żydów nie wygnał z kraju. Jeśli uważa Pani inaczej, proszę podać dowolny akt prawny, który tak to wtedy regulował. Wyjazdy były dobrowolne. Najlepszym na to dowodem jest zresztą fakt, że bardzo wiele osób pochodzenia żydowskiego zostało w Polsce, mimo że prowadzono przeciwko nim personalnie "kampanię nienawiści". Na przykład Adam Michnik, Antoni Zambrowski, Seweryn Blumsztajn, Antoni Słonimski...

"To w ogóle nie jest żadna opinia, obłąkańcza czy nie, tylko jej odczucie, które nie powinno podlegać ocenie"

Jak rozumiem, jeśli ktoś dziś napisze, że czuje się jak za hitlerowskiej okupacji, to też Pani nie będzie tego oceniać. Uzna Pani to za jak najbardziej uprawnione odczucie nie podlegające ocenie.

Monika Pastuszko pisze...

Odpowiem Pani w ten sam sposób. A Pani nie widzi, jakie niedorzeczności Pani wypisuje? Nie widzi Pani różnicy między dobrowolnym wyjazdem Polaków podszywających się pod Żydów a wyjazdem Żydów z kraju, którego szef w telewizji im mówił, że nie są tu mile widziani? A powtarzali to inni? To tak, jakby Pani mówiła, że bezrobotnym to dopiero jest dobrze, bo nie muszą pracować. Praca jest taka męcząca, to przecież wie każdy, kto musi wstać w poniedziałek rano o szóstej. Więc o co chodzi, czemu niby tym bezrobotnym tak źle?

I to Pani pisze nieprawdę, że akt prawny jest niezbędny do państwowych działań. Gdyby tak było, to w takim razie - według Pani logiki - nie powinniśmy mówić o prześladowaniach członków podziemia demokratycznego w latach 80. Przecież nie było aktu, który kazałby im emigrować. I również niektórzy zostali (i znów to był Michnik). Trudno też byłoby powiedzieć, dlaczego obszarnicy i kapitaliści w Polsce jakoś nieswojo się czuli. Według Pani logiki to musiał być chyba wynik ich jakiejś obłąkańczej
opinii, wiadomo, w dupach z dobrobytu im się przewracało. Bo przecież nie było Rozporządzenia nr, dajmy na to, 25/1949 o Zabijaniu Kapitalistów. A Holocaustu to w ogóle nie było. Ktoś, kto twierdzi inaczej, niech mi pokaże Ustawę o Piecach i Obozach w niemieckim Dzienniku Ustaw!

Nie potrafi Pani wyobrazić sobie, dlaczego Żydzi mogli, ba! doświadczali 1968 roku jako groźby powrotu Holocaustu? Po Holocauście, po pogromie kieleckim Żydzi nie mogli pewnie się czuć w Polsce. Przecież to odruch taki sam, jak strach bitego - strach w końcu już tylko w reakcji na same symptomy zagrożenia. Chyba mało Pani, Pani Troll, wie o psychologii społecznej i - skoro mowa o odczuciach - ja co do Pani poglądów mam takie, że niechęć do Żydów przeważa w nich nad gotowością do zrozumienia.

Marzena Zagrodzka pisze...

"Chyba mało Pani, Pani Troll, wie o psychologii społecznej i - skoro mowa o odczuciach - ja co do Pani poglądów mam takie, że niechęć do Żydów przeważa w nich nad gotowością do zrozumienia."

Cóż za rzeczowa odpowiedź! To ostatnie zdanie, w którym usiłuje mnie Pani jednocześnie obrazić ("Pani Troll") i pomówić ("niechęć do Żydów") znakomicie pokazuje siłę Pani argumentów.

Mogłabym to skwitować zdaniem, że przynajmniej jest Pani szczera pisząc o swojej potrzebie wymądrzania się. Spróbuję jednak raz jeszcze wytłumaczyć, na czym polega niedorzeczność Pani wypowiedzi.

Pisała Pani najpierw o "banicji Żydów" i nawet podała Pani prawidłową definicję tego terminu: wyjęcie spod prawa.

Otóż Żydów w 1968 roku nikt nie wyjął spod prawa (ani formalnie ani nieformalnie). Nikt ich też nie wypędzał. Dałam Pani przykład kilku bardzo znanych i prześladowanych wtedy osób pochodzenia żydowskiego, które z Polski NIE wyjechały. Ale takich osób były dziesiątki tysięcy! Sama znam kilka. Było ich wielokrotnie więcej niż tych, którzy wyjechali. Dlaczego? Bo bardzo wielu Żydów czuło jednak, że Polska to ich kraj rodzinny. I nie zamierzali zmieniać ojczyzny tylko dlatego, że życzyła sobie tego władza. I nie zmienili! Moim zdaniem są godni najwyższego szacunku, a w Pani ujęciu gdzieś znikają. Ważniejsi stają się ci, którzy z zachęt władzy skorzystali. To zwyczajnie po ludzku niesprawiedliwe!

Owszem, Żydzi byli wówczas prześladowani, o czym przecież sama napisałam, ale prześladowania to nie banicja!

Poza tym prześladowania te były jak na PRL stosunkowo łagodne. Żadnego Żyda nie zabito, a wypadki pobić dotyczyły wszystkich manifestantów (ciężkich pobić było kilka). Jeśli porównać to z późniejszymi o dwa lata prześladowaniami mieszkańców Wybrzeża, gdzie mamy kilkadziesiąt osób zabitych, setki pobitych i aresztowanych, to prześladowania w 1968 okażą się niemal sielanką - jakby to dziwnie nie zabrzmiało. Ale takie są fakty i wypada je respektować.

A fakty są też takie, że marcowe prześladowania nie odbiegały od "zwykłych" prześladowań ludzi nieposłusznych w tamtym ustroju. Natomiast możliwości wyjazdu na Zachód często zwyczajnie zazdroszczono. Można bowiem było być wyrzuconym z pracy Polakiem z wilczym biletem i nie dostać paszportu na wyjazd. W tej sytuacji wyjazd stawał się więc przywilejem, nie zaś groźnym aktem banicji (której nie było).

Na mój temat może Pani wypisywać co Pani chce, może też Pani wstawiać ni z gruszki ni z pietruszki jakieś swoje emocjonalne uwagi o Holokauście (co ma Holocaust do roku 1968?). Ale to nie zmieni faktów, które podałam.

Były prześladowania, w dodatku niezbyt srogie jak na PRL, ale nie było żadnych "wypędzeń", ani tym bardziej "banicji". Każdy Żyd, który chciał zostać w Polsce, mógł to zrobić i znaczna większość tak właśnie uczyniła.

Monika Pastuszko pisze...

Banicją nazywa to, co stało się w 1968 roku, Felikst Tych w artykule, do którego podaję przypis.

Nazywam Panią "Panią Troll" choćby dlatego, że zaprzecza Pani własnym tezom i opiniom, wprowadzając zamęt, co jest jedną z cech trollowania. Na przykład sugeruje Pani, że w moim ujęciu znikają ci Żydzi, którzy zostali w Polsce mimo szykan. Ich pomijanie jest "zwyczajnie po ludzku niesprawiedliwe!". Ale przecież główna bohaterka mojego tekstu, Janina Sobczak-Rustecka, jest właśnie osobą, która w Polsce została.

I to Pani, rzeczniczka "najwyższego szacunku" wobec Żydów, którzy zostali, nazwała jej wypowiedzi obłąkańczymi.

Zapętla też Pani - tak, jak robią to trolle - dyskusję. O porównaniu 1968 do Holocaustu już rozmawiałyśmy. A teraz znów okazuje się, że Pani nie pamięta, że to nie ja zrobiłam to porównanie, tylko cytowana przeze mnie Janina Sobczak-Rustecka, zresztą godna najwyższego szacunku.

gt pisze...

Witam,
myślę,że szkoda tego bloga na tego rodzaju "dyskusje". Natomiat P. Marzena wskazała, że istniała duża grupa osób, które pomimo wydarzeń 1968 roku pozstały w kraju. Czy Autorka bloga zgadza się z tą tezą? Warto byłoby zbadać, jak się rzeczywiście sprawy miały. Faktem jest w każdym razie, że Michnik tu mieszka:)
Moim zdaniem to były szykany polegające np. na wyrzuceniu z miejsca pracy czy uniwersytetu. Powodem było pochodzenie etniczne. Natomiast przyczyną nie było bynajmniej to, że ktoś się cieszył ze zwycięstwa Żydów w wojnie z Arabami...Kwestia jest bardziej skomplikowana i moim zdaniem polityczna i "wewntąrzpartyjna".
Jeżeli więc kogoś wyrzucili z pracy i zaopatrzyli w tzw. wilczy bilet to dla wielu osób mógł to być wystarczający i uzasadniony powód do wyjazdu z kraju. Porównania do Holokaustu są jednak nieuprawnione.