piątek, 7 listopada 2008

modni Mitch & Mitch

Jak z anonsu koncertowego wynika, ostatnio bywam. Z jednego miejsca, w którym warto się pokazać, wzięłam darmowego "Pulpa". Gazeta jest kolorowa, muzyczna, indie-rockowa. Dużo tu reklam festiwali muzycznych, dużo czarno-białych zdjęć z ludźmi o smutnych twarzach (kojarzą się z jednym najsłynniejszych portretów Cobaina), Franz Ferdinand leżą pokotem na dywanie, Mike Skinner obgryza paznokcie. Dziennikarze używają tu stylu kwiecistego, kokietującego i autolanserskiego. W wywiadach padają pytania typu: "Twoje guilty pleasure to...".

W "Pulpie" jest dużo reklam ciuchów. Na stronie internetowej magazynu znajduję reklamę sklepu Music inspired clothes, w którym jeśli kupisz odzież za 200 zł, dostaniesz płytę Cool Kids of Death. To jeszcze nie koniec podejrzanego mariażu muzyki z odzieżą: Pustki pozują do "modowej" sesji zdjęciowej w stylu "na wdowę". Szymon ma na sobie szalik Burberry, Basia - sukienkę Greenestablishment, Grześ - płaszcz vintage. Muzycy stają się wieszakami na ciuchy. Czy trzeba tłumaczyć, co mi w tym wszystkim się nie podoba?

Ech. Cholera, nie zamierzałam się pastwić nad tą gazetką dla nastolatek! Cóż, nie udało się, bo rasowy ze mnie narzekacz. Zamiast obiektywnego wstępu stworzyłam zjadliwą krytykę. Najwyraźniej mój stosunek do indie rocka to zawiedziona miłość: podoba mi się The Streets czy Beirut, ale przyjemność ze słuchania muzyki psuje mi ten gimnazjalny pozamuzyczny kontekst.

Tyle tytułem wstępu, tyle tytułem samokrytyki.

O ile generalnie "Pulp" - jak widać - irytuje mnie, o tyle w czerwcowym numerze znalazłam poster, który rozbawił mnie do łez. Często noszę tamen numer ze sobą, by pokazywać znajomym. Teraz udało mi się plakat zeskanować. (Jakość skanu pozostawia wiele do życzenia, ale obiecuję, że jeśli uda mi się coś z tym zrobić, to wymienię obrazek na lepszy.)

Najwyraźniej podobną sesję (do tej Pustek) zaproponowano grupie Mitch and Mitch, która w odpowiedzi wystosowała błyskotliwą krytykę modowych sesji w postaci tego zdjęcia:






Powiedzcie, czy tylko mnie to śmieszy, czy to jest faktycznie zabawne?

4 komentarze:

Neuro pisze...

Na intro stronki sklepu widnieje hasło "Music inspired clothes". I tu nasuwa się pytanie, czy przypadkiem clothes nie zaczyna inspirować music.
A zdjęcie Mitchów faktycznie przezabawne :D Jawna kpina z konwencji.

Wierzycielka pisze...

Wpisy pojawiają się tu w takim tempie, że nie nadążam z komentowaniem na bieżąco ;)

Mnie niezmiennie dziwi, że to się mieści na jednych łamach: sesje "modowe" i ich krytyka. Ramię w ramię, strona w stronę. Straszna (ideowa) pulpa ten "Pulp". Dziwne. A może nie? Może to jak reklama i tekst niezawisłego dziennikarza o mechanizmach reklamy obok siebie, w jednym magazynie?

Monia pisze...

Może to sąsiedztwo nie jest dziwne, bo idee się nie zderzają, jako siłę krytyki tego postera wyhamowuje komizm? Niejeden odbiorca może poprzestać na odczytaniu tego zdjęcia jako absurdalnego żartu i nie dotrzeć już do tego, że jest to - jak napisała Neuro - jawna kpina z konwencji.

A może nie doceniam lotności nastoletnich umysłów...?

Wierzycielka pisze...

No tak, masz rację. Ale jeśli zakładamy, że krytyka jest "JAWNA", to znaczy, że jest czytelna. A jeśli jest oparta na mrugnięciu do co bardziej wyrafinowanych oczu, to już tak całkiem jawna nie jest. Sama nie wiem, która interpretacja przyprawia mnie o większe poczucie dziwności (które nie wytłumia oczywiście poczucia komiczności).

Nie wiem właściwie, skąd u mnie ta potrzeba, żeby komunikaty w "Pulpie" były spójne. Chyba po prostu ta krytyka, gdy się do niej - jak to robisz - dochrapać, wydaje mi się zbyt zjadliwa jako komentarz do strategii pisma, żeby znajdować się też w nim. Albo pismo samo w siebie celuje, albo krytyka się samoupupia. Albo ja nie doceniam zdrowej autoironii. Obstaję przy trzecim ;)