niedziela, 2 listopada 2008

Off topic

Michał Libera zaprosił do Warszawy króla Ubu. Chwała ci za to, dobry człowieku! Kiedy się o tym dowiedziałam, poczułam się jak w moim dziecięcym śnie: odsuwam firankę i wyglądam za okno, a tu na moim podwórku rozkłada się mój ulubiony zespół. To chyba archetypiczny sen dzieci z prowincji: Oposowi też śniło się kiedyś, że Metallica ma zagrać koncert pod jego domem.

Informacja organizacyjna: nie dajcie się zwieść ulotkom, koncert Davida Thomasa and Two Pale Boys w TR odbędzie się 9 listopada, a nie 9 grudnia!

Ale to jeszcze nic: w dwa tygodnie później w Planie Be zagrają Ken Vandermark i Peter Nielsen. Dzień po dniu! Moją radość mąci tylko niepokój o warstwę, hm, proksemiczną. Plan Be to nie krakowska Alchemia, gdzie quasi-filharmoniczna aranżacja sali koncertowej wymusza na ludziach odpowiednie zachowanie. Im bardziej prowizorycznie urządzona widownia, tym bardziej nieformalne zachowania ludzi. Na festiwalu Ad Libitum widziałam (tzn. słyszałam), jak dziewczyna siedząca na ziemi pod ścianą odbiera telefon w trakcie koncertu. Yh.

2 komentarze:

Neuro pisze...

Bo Michał Libera ma gust i ma look.
;)
Powinni wymyślać dezaktywator komórek - małe urządzonko, które neutralizuje działanie telefonów komórkowych w promieniu 60 m. Jako element obowiązkowy wyposażenia wszystkich knajp koncertowych.

Monia pisze...

Przydałoby się też w bibliotekach i w salach kinowych.