czwartek, 8 października 2009

A jutro i pojutrze grają...

The Tiger Lillies!

I jeszcze to miejsce - teatr na warszawskich Szmulkach, gdzie na murze ktoś napisał: "witajcie w krainie, w której obcy ginie". Idealna lokalizacja dla mrocznego kabaretowego show, dla songów śpiewanych kontratenorem przez demonicznego klauna.

Rozważcie. Koniecznie.

Najlepiej wcześniej sprawdźcie, czy ta muzyka nie wywołuje w Was myśli samobójczych. Głupio by było umierać przez Tiger Lillies.



Gdzie: Teatr Praga, ul. Otwocka 14, Warszawa.
Kiedy: 9 i 10 października 2009, 20:00.

2 komentarze:

Maryś pisze...

Hej :) Napisz Ty, jak koncert przebiegł!
Mogę Cię dodać do linków na nowym blogu? :]

Monia pisze...

No - ten koncert to był kawał dobrej rozrywki. W piosence przybijającego Jezusa do krzyża, czyli "Banging In The Nails", Adrian Huge grał na tej swojej malutkiej perkusyjce z kurczakiem przywiązanym do werbla wielkimi dmuchanymi młotkami-zabawkami. Adrian Stout do instrumentarium dołączył theremin - jego widowiskowość i brzmienie porównywalne jest z faworyzowaną wcześniej piłą. Martyn Jacques makijaż miał nawet bardziej demoniczny niż gdy wykonywał z Alexandrem Hacke "W górach szaleństwa". Czerwone oczodoły, brrr. Zagrali hity: "The dreadful story about Hariett and the matches", "Masturbating Jimmy", "Heroin and cocaine", poza tym numery z najnowszego albumu o freakach.

A tera będą moje refleksje. Im dłużej słucham Tiger Lillies, tym ich twórczość wydaje mi się bliższa freak show: mieszczańskiemu rozrywkowemu scary spektaklowi. Kiedyś wydawała mi się bardziej przewrotna, kontrkulturowa, subwersywna. a może to chwilowe wrażenie, wynikające li tylko z lokalizacji koncertu w budynku mocno mieszczańskiej Fabryki Trzciny?

Maryś, nie pytaj głupio, tylko dawaj tutaj linek do nowego bloga - ciekawa jestem Twojej nowej działalności. :)