wtorek, 6 października 2009

Ślubne fototrendy

Kolejka do BUW-u na zdjęcie w sukni ślubnej - takie coś napisałam ostatnio. Yrdle przeczytał i powiedział: no, fajnie, ale brakuje mi w tym twojej rozkminy.

Taki styl, Yrdlu. Płytko i afirmatywnie jest, ale tak być musi w gazecie do jedzenia śniadania. Gdyby ten reportaż był tekstem pisanym dla "Naszego Dziennika", należałoby narzekać na pozowanie w świątyni wiedzy i wyjaśnić, dlaczego jest to wina Tuska. A gdyby był tekstem na kulturoznawczy blog, byłby o fotografii ślubnej. Otóż...

Otóż ludziom wchodzącym w związek małżeński obyczaj nakazuje zapewnienie reportera na ślub i wesele. Nakazuje też zamówienie sobie plenerowej sesji pamiątkowej.

Oprócz plenerów miejskich, o których jest reportaż z "Gazety Stołecznej", wybiera się też scenografie sielankowe. Są więc - prócz parków - rozmaite pola, sady, lasy. Obyczaj, który każe robić sobie zdjęcia ślubne w, ekhem, krzakach lub na rżysku, to doskonały temat na zaliczeniową studencką pracę o symbolice płodności.




(zdjęcia autorstwa Beaty i Przemysława Blechmanów, http://www.blechman.art.pl/plener.html)


Plener, choć służy jako tło do zdjęć jak najbardziej pozowanych, ma przydawać zdjęciu naturalności. Niegdyś królujące atelier teraz odbierane jest jako szczyt tandety: "niewielu jest profesjonalnych fotografów, którzy umieją zrobić zdjęcia studyjne bez tego sztucznego kiczu" (z gazetowego forum dla panien młodych). Moda w fotografii ślubnej zmienia się zgodnie z powszechnym cyklem: nowy sposób wyrażania, początkowo odbierany jako realistyczny, stopniowo kostnieje, traci przezroczystość i zaczyna być odbierany jako "sztuczny". Wtedy pojawia się nowszy styl, lepiej opisujący rzeczywistość. Atelier jest wypierane przez plener, a plener...

No właśnie. Wydaje mi się, że zdjęcia plenerowe również zaczynają być powoli uważane za sztywne, niefajne, upozowane. I że nadchodzącym trendem jest stylizowanie ślubnej fotografii pamiątkowej na fashion photography: raz ciepłej i rodzinnej jak spoty Orange, innym razem chłodnej i przestylizowanej jak billboardy Hexeline.


(autorka: Anna Kalina Ciesielska, zdjęcia pochodzą z bloga i ze strony oficjalnej)


O ile rustykalne plenery ciążyły ku estetyce jelenia na rykowisku, o tyle modowe zdjęcia sięgają do stylu reklam kredytów bankowych. Trudny wybór.

3 komentarze:

Maryś pisze...

W ciągu ostatniego roku widziałam pary młode z krążących wokół nich fotografem m.in. w metrze (pozowanie na peronie) i na moście Świętokrzyskim (mnóstwo!).
Nie dziwię się młodym, którzy chcą mieć ze ślubu piękne pamiątkowe zdjęcia. Możliwe, że będą to pierwsze i ostatnie fotografie profesjonalne w ich życiu. Ciekawie jednak pokazałaś tendencje do stylizowania sesji na te podpatrzone w reklamach. "Jelenie na rykowisku" wydają mi się znacznie sympatyczniejsze, niż ładnie uchwycone tło dla sukienki a'la Benetton.
Zdjęcia ze ślubu można robić tak: http://bubblefactory.blox.pl/2009/10/Po-powrocie-z-Chojnic-chwila-na-oddech.html,
a sesję plenerową tak: http://bubblefactory.blox.pl/2009/10/Spotkanie-na-strychu-i-plenerowe-szalenstwa-Ady-i.html.
Niby jelenie, ale jakoś tak... z sensem :)

yrdle pisze...

E, BUMBUW jako świątynia wiedzy za bardzo kojarzy się z pokłosiem rewolucji fr. A dziennikarze z "ND" są trochę jak amisze - gdyby rozporki wymyślił Marat, to chodziliby z wystającą fają po redakcji.

Monia pisze...

Maryś, również uważam za fajną tę modę na zdjęcia z prawdziwego zdarzenia. I za absolutnie niesamowite to zamawianie profesjonalnych zdjęć raz jeden w życiu. :)

Yrdlu, masz rację. BUW to budynek postmodernistyczny (zło!) i instytucja zbyt wspierająca indywidualizm, by ND tknął go kijem przez szmatę. Przede wszystkim temat to zbyt warszawski, a ND dowartościowuje prowincję (w czym przypomina tabloidy) - pożądanym tematem tematem są trendy w wykopywaniu i przechowywaniu ziemniaków na Rzeszowszczyźnie, a nie mody w Warsiawie.