sobota, 1 maja 2010

Biedactwa z billboardów

Bardzo często jeżdżę trasą obilbordowaną sierotami.

Zauważyłam, że mają śliczne buzie. Mają też wielkie oczy, jak zwierzątka z kreskówek Disney'a, i łzę kręcącą się w oku.

Dobrze, żeby w tle też było coś smutnego, może być ciemny las.


Zdjęcia nie powinny być też kolorowe, bo kolorowe są za wesołe. No i sierotka to zawsze dziewczynka - mali chłopcy bywają łobuzami, a dziewczynki są przecież zawsze grzeczne i dobre.


Co mnie w tych billboardach wkurza? Choć uniknięto użycia w płaszczyźnie werbalnej słowa "sierota", stereotyp językowy sieroty przetłumaczono na wizualną warstwę. Słowo "sierota" na billboardach nie pada, bo sierotą potocznie nazywamy «człowieka niezaradnego lub budzącego współczucie» (definicja ze Słownika Języka Polskiego PWN). Unika się go, tak jak unika się słowa "pedał", bo jest piętnujące. Przyprawia osobie bez rodziców niezłą gębę (taką z "Ferdydurke") człowieka niezaradnego.

Ale, na boga, jaką straszną gębę przyprawiają te reklamy! Nie chciałabym być na miejscu osób, które muszą korzystać z pomocy tych stowarzyszeń: albo z tą rolą utożsamiłabym się tak bardzo, że przeszkadzałoby mi to w nauczeniu się zaradności, albo stałabym się cyniczna i na zawołanie odgrywałabym rolę biednej sierotki.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

znakomity tekst, jest w tym dużo racji.

monika pastuszko pisze...

dzięki :)