piątek, 20 lutego 2009

"Bodies" w Blue City

Garść spostrzeżeń z serii Monia dziwi się światu.

Jutro w galerii handlowej Blue City zostanie otwarta wystawa "Bodies". Wystawa spreparowanych zwłok, które wyglądają o, tak:



Foto Bartosza Bobkowskiego. Więcej do czytania o, tu.

Dziwi mnie to, że kurator wystawy dr Roy Glover, profesor anatomii i biologii komórkowej, powołuje się na wartość naukowo-edukacyjną takiej ekspozycji:
To wystawa, która zmienia życie - mówi dr Glover. - Gdy ludzie zobaczą, jak piękni są wewnątrz, być może przestaną żyć tak, jak żyją: źle się odżywiać, nie uprawiać sportów, pić bez umiaru alkohol, palić papierosy.
Że niby misja edukacyjna? Bzdura. Preparaty mają misję edukacyjną, ale na Akademiach Medycznych, a nie w galeriach handlowych. W galeriach handlowych mają mrozić krew w żyłach.

Argument profesora kuratora bierze się stąd, że ciała eks-ludzi, które będzie można na tej wystawie obejrzeć, zostały przez ich właścicieli za życia darowane dla nauki. Jak to się odbywa, można zobaczyć w świetnym filmie Marcina Koszałki "Istnienie". Koszałka to reżyser, który bardzo często zajmuje się tematem śmierci i zwłok, robił to też w "Śmierci z ludzką twarzą", czyli dokumencie o pracownikach czeskiego krematorium i polskiego zakładu pogrzebowego. A "Istnienie" jest o tym, jak stary krakowski aktor Jerzy Nowak zapisuje swoje ciało Akademii Medycznej.

W rzeczonym "Istnieniu" możemy zobaczyć, jak studentów Akademii Medycznej przygotowuje się do spotkania ze zwłokami o przedłużonej trwałości, czyli z preparatem naukowym. (Takim preparatem naukowym wkrótce zostanie główny bohater filmu, Jerzy Nowak.) Zanim zakonserwowane ciało trafi na salę, stary profesor robi studentom moralizujący wykład o konieczności szacunku dla preparatu naukowego. O potrzebie wdzięczności dla osób, które oddają własne ciała dla nauki.

Mówię o "Istnieniu", bo tam widać, z jakimi obostrzeniami żywi podchodzą do martwego ciała, gdy, wbrew zwyczajowi panującemu w naszej kulturze i dzięki technologii mumifikacji silikonem, zostanie ono pozostawione w ich świecie, w świecie żywych.

Btw, czytałam o kulturze, w której ciało zmarłego bliskiego mumifikowało się i przechowywało w domu, tak jak to robił bohater "Psychozy" - u nich z wystawą "Bodies" nie byłoby problemu.

Tymczasem w Blue City nikt nie złagodzi szoku i nikt nie będzie mówił o szacunku. Wprost przeciwnie, lokalizacja ów szok wzmocni. Dziwię się, że sprzadawca wystawy udaje, że umiejscowienie wystawy jest przypadkowe.
To jedyne miejsce w Warszawie, gdzie znaleźliśmy 4 tys. m kw. powierzchni do wynajęcia na kilka miesięcy, z infrastrukturą w postaci np. miejsc parkingowych. Sama wystawa jest na innym poziomie niż sklepy - podkreśla Eva Csergo z firmy Multimedia Promotions, która zorganizowała wystawę.
Dziwię się, bo przecież aż narzuca się interpretacja taka, że lokalizacja ma wzmocnić szok i jest celowym posunięciem. Centrum handlowe to przestrzeń lukrowanej konsumpcji. Nawet kloszarda tam nie uświadczysz. Wystawienie martwych ciał w takim miejscu jest szokującym memento mori.

Zaczęłam od nazwania bullshitem wartości edukacyjnej tej wystawy. Pytania o wartość artystyczną chyba nie wypada tu stawiać, bo wystawa "Bodies" z punktu widzenia prawa autorskiego jest plagiatem wystawy "Światy ciała" von Hagensa.

Na zakończenie to, co w całej sprawie najbardziej mnie śmieszy i zadziwia (czytał o tym sąsiad w tramwaju w "Metrze", widziałam, zapuściłam żurawia): niestosowność tej wystawy bada... Sanepid. Tak, jakby strach przed zwłokami był kwestią higieniczną, a nie kulturową. Tak, jakby zakaz bezczeszczenia zwłok był zakazem higieniczym (zapobiec zarazie), a nie etycznym. Sanepid! Dobre sobie!

7 komentarzy:

patataj pisze...

Żesz kurna, taki długi komentarz mi wcięło. No cóż. Nie będę go już może rekonstruował, wrzucę tylko to, czego tam nie zdążyłem napisać. Lokalizacja jest celowa z pewnością, ale myślę, że bardziej niż o potęgowanie szoku przez kontrast może tu chodzić o coś znacznie bardziej pragmatycznego: o nadzieję, że dzięki rodzinom na weekendowych zakupach, które wstąpią "przy okazji", sprzeda się więcej biletów. Prawdziwy szok możliwy jest tylko przy spojrzeniu z zewnątrz - kiedy się pomyśli, że taka wizyta pomiędzy zakupami, obiadem w McDonaldzie i komedią w Multikinie jest w ogóle możliwa. Bo z "wewnątrz" - z punktu widzenia kogoś, kto w takich centrach handlowych spędza weekendowe popołudnia - to będzie pewnie raczej swego rodzaju dreszczyk niż prawdziwy szok. Coś z poziomu "To może lepiej chodźmy na hamburgery przed, a nie po" i "Zaraz! Zobaczymy! Prawdziwe! Zwłoki! Bez! Skóry!". Swoją drogą, wychodziłoby na to, że za sprawą takiej wystawy centrum handlowe upodabnia się do prawdziwego jarmarku sprzed wieków, gdzie poza straganami można było za opłatą obejrzeć różne mniej lub bardziej szokujące osobliwości...

patataj pisze...

Z zupełnie innej beczki - ale też ciekawy wątek: ciała darowane przez "ochotników" pochodzą, jakżeby inaczej, z Chin... Chiny... Zwłoki... Ochotnicy... Hmmm...

Monia pisze...

Oprócz ochotników z Chin niepokojące jest też to, że dr Roy Glover jest emerytowanym profesorem anatomii. Emerytowanym? Hm. Moje pierwsze skojarzenie to filmowa postać szalonego starego naukowca, ktoś typu doktor Caligari, który ożywia homunkulusa i wystawia go, tak jak piszesz, w swoim gabinecie na jarmarku.

patataj pisze...

Swoją drogą, "Gabinet dra Caligari" to niezły film :) Zawsze się dziwię, jak pomyślę, że zakończenie zostało wymyślone po to, żeby całość była "mniej przerażająca" ;)

No a wracając do wystawy, to i tu nie od rzeczy jest wątek głodu autentyczności... No bo czy ktoś by się zainteresował tą wystawą, gdyby była w 100% identyczna, tylko wszystkie eksponaty byłyby wykonane z plastiku? Funkcja "edukacyjna" byłaby chyba taka sama, co jasno wskazuje, że tu chodzi o zaspokojenie jakichś innych potrzeb publiki...

Monia pisze...

Zgadzam się:). Świetny mindfuckowy film, i to właśnie dzięki tej klamrze.

A jeszcze do wątku niepokojącego emerytowanego profesora - szalonego naukowca. On mówi, że dzięki tej wystawie ludzie zobaczą, jak piękni są wewnątrz. To jest w cytacie, który wkleiłam. Piękni?! Dość makabryczne jest nazywanie pięknym trupa obdartego ze skóry, nie sądzisz?

patataj pisze...

Sądzę :) Ale też - nie wykluczam, że ktoś, kto przez długie lata na co dzień obcował z takimi trupami, może mieć na ten temat inne zdanie... Jak myślę o pracy takiego anatoma, to zaczynam przypuszczać, że są takie dziedziny nauki, które szczególnie sprzyjają zostaniu szalonym naukowcem :)

Igor Czajka pisze...

Zamiast komentarza:
http://blog.czajka.art.pl/2009/03/bodies-w-bluecity-kilka-refleksji.html